Byłem na trzecim roku studiów. Moja mama i tata mieszkali na wsi. I choć nie byli bogaci, byli w stanie zapewnić mi wykształcenie. Moje studia wpędziły ich w spore długi, ale nigdy nie słyszałem, żeby na to narzekali. Wręcz przeciwnie, zawsze byli ze mnie dumni i wspierali mnie pod każdym względem. W tamtym czasie chciałem trochę pomóc rodzicom, więc podjąłem pracę. Zacząłem dobrze zarabiać, więc rodzice prawie spłacili cały dług. Zostały nam do spłacenia tylko cztery tysiące.
Pewnego dnia pracowałem na nocną zmianę. Rano zadzwonił do mnie szef i wypłacił mi pensję oraz premię za ciężką pracę. Bardzo się z tego ucieszyłem, bo te pieniądze na pewno wystarczą, żeby wszystko spłacić. Wracałem do domu jak zwykle – przez park. Zrobiło mi się słabo, więc postanowiłem usiąść. Najwyraźniej nocna praca dała się we znaki. Później wszystko minęło i wróciłem do mieszkania. Kiedy wróciłem do domu, zdałem sobie sprawę, że zostawiłem torbę na ławce w parku. Były tam wszystkie moje pieniądze i ważne dokumenty. Natychmiast tam pobiegłem…
Miałem złe przeczucia. Ktoś musiał znaleźć moją torbę i cieszyć się swoim szczęściem. Co za idiota ze mnie. Przez pół godziny biegałem tam i z powrotem w poszukiwaniu mojej torby, ale na próżno. Straciłam już wszelką nadzieję, gdy nagle usłyszałem, że ktoś mnie woła. Odwróciłem się i zobaczyłem miłą dziewczynę. Trzymała moją torbę.
– To musi być twoja? – zapytała łagodnie.
Uściskałem go z radości.
– Nawet nie wiem, jak ci dziękować! Cała moja pensja jest tutaj.
– W takim razie jesteś mi winien kawę. I może jakieś ciasto…
To była nasza pierwsza randka. I nie ostatnia. Jesteśmy razem od czterech lat.




