Pracuję dla firmy, która rekrutuje nianie, sprzątaczki i guwernantki.
Niedawno zgłosiła się do nas dość zamożna rodzina. Szukali niani dla swojej trzyipółletniej wnuczki. Byli skłonni dobrze zapłacić, więc nie było problemów z wyborem. Przynajmniej tak nam się na początku wydawało. Dziadkowie mieli jednak swoje wymagania: niania musiała znać historię miasta, mówić kompetentnie, mieć dyplom ukończenia studiów i doświadczenie zawodowe. Musiała spełniać te kryteria.
Znaleźliśmy dla nich kilka opcji. Dziewczyna, którą zaprosiliśmy jako pierwszą, spóźniła się na rozmowę czterdzieści minut. Poprosiliśmy naszych klientów, aby nie wyciągali pochopnych wniosków i poczekali na Victorię.
W końcu się pojawiła:
– “Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Ledwo tu dotarłam, był taki korek.
– Ja też przepraszam, ale nie jesteś dla nas odpowiednią osobą. Nie powinniśmy tak długo na ciebie czekać. Niania powinna być punktualna. Do widzenia.
Wtedy klienci powiedzieli nam, żebyśmy nie marnowali ich czasu i wybrali kandydatki, które zostały wcześniej sprawdzone. Zajęło to więcej niż jeden dzień. Nawet sobie nie wyobrażasz. I wtedy przyszła ostatnia dziewczyna. Od razu zwróciliśmy uwagę na jej język, więc zdecydowaliśmy, że może pasować do naszych klientów. Ostrzegliśmy ją również, jak ważna jest znajomość historii naszego miasta.
Kiedy mój dziadek zaczął zadawać jej pytania, dziewczyna natychmiast odpowiedziała.
Zastanawiam się, czy zgodziłbyś się na rozmowę kwalifikacyjną z tak interesującymi wymaganiami?




