Tego dnia Alina jak zwykle spieszyła się do domu. Na zewnątrz było już ciemno, a ona wciąż szła przez park, głupie myśli wciąż pojawiały się w jej głowie, a potem usłyszała dziwne dźwięki. Piski… To było jakieś zwierzę, prawdopodobnie kotek. Potem podeszła do ławki, niedaleko której dźwięk stał się głośniejszy, schyliła się, poświeciła latarką i zauważyła, że leży tam małe dziecko, zawinięte w starą bluzkę. Kobieta nie mogła uwierzyć własnym oczom i pomyślała, że to jakiś żart. Zaczęła się rozglądać, ale nikogo nie było w pobliżu. Dziecko spędziło tu dużo czasu, ponieważ trzęsło się z zimna i straciło głos od długich krzyków, więc brzmiało jak pisk kota.
Szybko chwyciła pudełko ze swetrem i dzieckiem i pobiegła ile sił w nogach do wyjścia, gdzie dostrzegła czyjąś sylwetkę. Okazało się, że był to nieznajomy. Zapytany, czy widział tu kogoś wcześniej z tym pudełkiem, potrząsnął głową. Nie miała innego wyjścia, jak udać się na policję. Na komisariacie wezwano karetkę pogotowia do dziecka, a Alinę zapytano, jak znalazła dziecko, a następnie odesłano ją do domu, aby odpoczęła i podziękowano jej za pomoc.
Alina nie mogła zamknąć oczu przez całą noc. Ciągle myślała o tym, czy z dzieckiem, dziewczynką, jest wszystko w porządku, tak jak mówili lekarze… Nie znała nawet jej imienia.
Następnego dnia ponownie udała się na posterunek policji, a następnie odwiedziła dziecko, gdzie Alinie powiedziano, że matka została już znaleziona, bo przy dziecku znaleziono list o porzuceniu, dziewczynka miała zaledwie tydzień i zostanie przeniesiona do domu opieki. Alinie chciało się płakać, gdy to usłyszała, jej serce mało nie pękało z powodu uratowanej dziewczynki.
Wtedy Alina zdała sobie sprawę, że los nie połączył jej z dzieckiem na próżno, musiała zastąpić jej matkę. Wtedy zadzwoniła do swojego byłego męża, z którym jeszcze się nie rozwiodła, i poprosiła go, aby pomógł jej udać się do wszelkiego rodzaju urzędów, aby zebrać wszystko, czego potrzebowała do adopcji dziewczynki. O dziwo, jej mąż szybko zgodził się jej pomuc, ale postawił jeden warunek, że rozwiodą się, gdy wszystko będzie już uporządkowane i że nie będzie domagała się alimentów. Oczywiście z radością zgodziła się na ten warunek.
Miesiąc później szczęśliwa Alina wracała do domu z córką , a jej były mąż odwoził je do domu. A może wcale nie taki były?




