W dzieciństwie milion razy słyszałem historię, że mieszkaliśmy w prywatnym mieszkaniu dzięki rodzicom mojej mamy, choć tak nie było. Owszem, pomagali w pierwszych remontach, ale samo mieszkanie odziedziczył mój ojciec po swojej babci. Tak więc w rzeczywistości mieszkanie należało do mojego taty i było zarejestrowane na jego nazwisko.
Przez lata było kilkakrotnie przemeblowywane – nawet w moim pokoju dwa razy zmieniali meble i na nowo przyklejali tapety, więc z remontu rodziców mojej mamy nic nie zostało. Ale moja matka wciąż próbowała się tego trzymać, kiedy po ukończeniu przeze mnie osiemnastu lat ojciec powiedział mi, że już przepisał mieszkanie na mnie. To był prezent od niego i inwestycja w przyszłość, ponieważ pewnego dnia będę miał żonę i dziecko, a wtedy mieszkanie moich rodziców stanie się mieszkaniem mojej rodziny.
Ta wiadomość była początkiem sporu między moimi rodzicami. Mama ufała mi całkowicie, ale oczywiście nie chciała, żebym w niedalekiej przyszłości sprowadził do naszego mieszkania dziewczynę i, nie daj Boże, dziecko. Ona i mój ojciec mieli dopiero czterdzieści lat, też potrzebowali mieszkania, a ojciec przepisał mieszkanie bez konsultacji ze mną.
Nie zamierzałem w najbliższym czasie się żenić, nie mówiąc już o eksmisji rodziców, ale moja matka pieniła się i wpadała w histerię, kiedy rozmawialiśmy o mieszkaniu. Kiedy mój ojciec powiedział mi, że jestem ich dzieckiem i są zobowiązani do zapewnienia mi mieszkania w przyszłości, moja matka znajdowała tysiące powodów przeciw tej decyzji. Podział zdań co do ich wspólnego mieszkania doprowadził do rozwodu moich rodziców po dwudziestu latach małżeństwa. Z mojego powodu i z powodu mieszkania, w którym mieszkali i mieli mieszkać przez lata.




