Wiem, że Wiktor zawsze chciał ze mną mieszkać. Kiedy był młodszy, próbował mnie naśladować – cała moja rodzina tak mówi. A kiedy chciałem żyć samodzielnie, chciał zrobić to samo. Oczywiście nie mógł płacić za własne mieszkanie na pierwszym roku, więc moi rodzice powiedzieli, że skoro mieszkam sam w mieszkaniu, które moja mama odziedziczyła po swoich rodzicach, to muszę je dzielić z bratem.
Myślę, że oni też już chcieli żyć bez dzieci, więc zepchnęli Wiktora na mnie. Nie jest złym facetem, czasami jest naprawdę zabawniej i lepiej z nim, ale jestem przyzwyczajony do życia w pojedynkę. To jest wolność, do której dążyłem i możliwości o których marzyłem. Kiedy mieszkasz sam, jesteś swoim własnym szefem. Gotujesz, co chcesz, sprzątasz, kiedy chcesz i tylko po sobie, i możesz przyprowadzić dziewczynę w odwiedziny. Ale z moim bratem to już tak nie działa.
Wiktor jest jak grom z jasnego nieba. Zawsze musi być ze mną, nawet gdy przychodzi moja dziewczyna. Jest też obecny na wszystkich spotkaniach z moimi przyjaciółmi. Chcę trochę oddzielić moją rodzinę od życia osobistego, ale odkąd Wiktor zaczął ze mną mieszkać, jest to niemożliwe. Nie rozumie, kiedy proszę go, żeby nie wracał do domu na noc i obraża się, kiedy otwarcie mówię, że denerwuje mnie to, że wtrąca się do moich przyjaciół, kiedy powinien mieć swoich.
Dzielenie mieszkania z bratem to przekleństwo, a nie dar od losu, jak uważają moi rodzice. Myślę, że to sprawiedliwe, że Wiktor i ja dzielimy to samo mieszkanie, ale chcę się wyprowadzić. Lepiej będzie, gdy to ja sam zapłacę czynsz, a moi rodzice niech opłacają czynsz za mieszkanie mojej matki, żeby uniknąć ciągłego wtrącania się.
Rodzina jest w porządku, dopóki nie zaczyna przekraczać granicy i próbować trzymać się ciebie przez całe życie. Wiktor i ja nie jesteśmy bliźniakami syjamskimi, by wszystko robić razem i cierpieć z tego powodu.




