Jest pewna pani, która pracuje ze mną w biurze. Wygląda na około pięćdziesiąt lat, ale w rzeczywistości ma już sześćdziesiąt dwa. Wkrótce przechodzi na emeryturę, ale nadal pracuje, nadal tworzy i nie planuje przejścia na emeryturę. Jest bardzo ceniona przez zespół zarządzający, ponieważ jest w firmie od dawna, wszystko dobrze wie i nigdy nie popełnia błędów. Jest ceniona znacznie bardziej niż młodsi pracownicy, a jej pensja jest wyższa. Jak sama mówi, nie ma zbyt wiele do wydania – żyją głównie z emerytury męża, a ona sama oszczędza i wydaje na wnuka.
Jakub ma już dwadzieścia cztery lata, a wciąż żyje z pieniędzy babci i rodziców. Jest dorosłym mężczyzną, skończył studia, ale nie zamierza pracować. Ale jego babci się to podoba. Dzięki temu łatwiej jej go kontrolować.
Jej wnuk miał dziewczynę, której babcia nie lubiła, była więc w stanie przekonać Jakuba, by ją rzucił. Była też inna dziewczyna, która “pozwalała sobie na zbyt wiele” – była wyzywająca, jak rozumiem. Jakub bardzo ją lubił i chcieli zamieszkać razem w mieszkaniu, które babcia wynajmowała dla wnuka. A ona postawiła mu ultimatum.
– “Ponieważ jesteś już taki dorosły, nie mogę ci nakazać, żebyś kogoś zostawił. Ale skoro jesteś w stanie samodzielnie podejmować dorosłe decyzje i budować relacje z dziewczynami, nadszedł czas, abyś sam zaczął płacić czynsz…”.
Tak mu powiedziała, a wnuk natychmiast zerwał z dziewczyną – za bardzo bał się stracić wygodne życie na koszt babci. Babcia nadal dyryguje, jak jej się podoba, ingerując, w życie swojego wnuka.
Jak można zrobić coś takiego własnemu wnukowi lub dziecku? A potem chwalić się swoim postępowaniem na każdej imprezie firmowej, mówiąc młodym ludziom, aby robili to samo swoim dzieciom. Przecież dziecko nigdy tak nie dorośnie i będzie na garnuszku rodziców. I po co w ten sposób narzucać im swoje złe i nieprzemyślane relacje rodzinne?





