Po rozmowie z Filipem, poczułam ogromną ulgę. Tak wiele moich nerwów zniknęło! Jednak Filipa nie obchodziło, że zostałam sama z dwójką dzieci . Chciał tylko jednego – domu, który razem kupiliśmy. Mój mąż nie chciał nawet o niczym słyszeć. Jego zdaniem to on pracował przez lata, zarabiał pieniądze, więc wszystko, co zdobył, należało do niego, a nie do mnie i dzieci. Trzeba być egoistą, żeby myśleć tylko o sobie.
Powiedziałam mu, że wytoczę mu proces i udowodnię swoją rację. Moim celem było zmuszenie go do płacenia alimentów. W odpowiedzi powiedział, że nie zamierza nic płacić. Trwało to ponad rok. Przez cały ten czas mieszkałam w wynajętym mieszkaniu. Na początku Filip zabierał dzieci do siebie, ale później dzieci przestały do niego chodzić. Jeśli zgodziły się pójść, to tylko ze mną albo z babcią. Nie same.
Nie zmuszałam ich do kontaktu z ojcem. Nadal nie wiem, dlaczego przestały do niego chodzić. Po jakimś czasie poznałam Wiktora. Okazał się miłym i sympatycznym człowiekiem. Przygarnął mnie z dziećmi. Żyło nam się dobrze. Zrezygnowałam z domu i alimentów. Nie zabroniłam dzieciom kontaktować się z ojcem. Pozdrawiają się na ulicy, ale nie chcą do niego chodzić.
Niczego od niego nie potrzebujemy. Słyszałam od wspólnych znajomych, że obwinia mnie o wszystko. Cóż, niech mu będzie. Nie obchodzi mnie to. Mam wspaniałą rodzinę, moje dzieci kochają i szanują Wiktora, a ja w końcu jestem szczęśliwa.
Kilka dni temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Moje dzieci nie mogą się tym nacieszyć, czekają na braciszka lub siostrzyczkę.
Niedawno spotkałam Filipa na ulicy. Spojrzał w moją stronę z pogardą. Ale uśmiechnęłam się do niego. Jak to dobrze, że mam dla kogo żyć.




