Poznałam Roberta na uniwersytecie, od razu się w sobie zakochaliśmy i pobraliśmy się na trzecim roku studiów. Nie spieszyliśmy się z dziećmi, chcieliśmy najpierw kupić własny dom, zobaczyć świat i stanąć na nogi.
Byliśmy małżeństwem od 5 lat, kiedy zamiast prezentu na rocznicę przyniosłam mężowi pozytywny test ciążowy! Było to dla nas szczęśliwe wydarzenie, z niecierpliwością i niepokojem oczekiwaliśmy narodzin naszego syna Andrzeja.
Po tym wydarzeniu po raz kolejny byłam przekonana, że mam szczęście, że mam takiego męża. Wszystkie przerażające historie moich przyjaciółek o depresji poporodowej nie sprawdziły się. Robert robił wszystko, co mógł, aby dać mi czas dla siebie i odpocząć, więc nie mieliśmy nawet żadnych kłótni, pomagaliśmy sobie i wspieraliśmy się we wszystkim.
Tak się złożyło, że gdy Andrzej miał pół roku, nagle zrobiło mi się niedobrze i zemdlałam. Lekarz pogotowie, które wezwał mój mąż, powiedział mu, że jestem w drugim miesiącu ciąży. Nie wiedziałam, jak ludzie na to zareagują, ale mój mąż natychmiast zmarkotniał, pomyślał, że jest za wcześnie na drugie dziecko, jakbyśmy musieli najpierw poradzić sobie z jednym, ponieważ borykaliśmy się z trudnościami finansowymi, dopóki tylko on zarabiał. Jednak w tamtym momencie nie chciałam poddać się aborcji. Kiedy lekarze wyszli, powiedziałam mężowi, że jeśli nie chce drugiego dziecka, sama wychowam dwójkę, nie potrzebuję jego pomocy, więc albo zaakceptuje moją decyzję, albo się rozwiedziemy.
Mój mąż zaakceptował moją decyzję, na początku próbował mi ją wyperswadować, ale potem ją zaakceptował. Kiedy urodziła się moja córka, nasza rodzina zaczęła mieć problemy. Mój mąż zaczął zostawać dłużej w pracy, było oczywiste, że nie lubi być w domu z dwójką dzieci, a ja byłam odpowiedzialna za wszystkie prace domowe i dzieci. Chociaż dzieci dorastały i nie krzyczały już w nocy, moje relacje z Robertem nie poprawiły się.
Czas mijał szybko, a my nie mieliśmy czasu dla siebie, mąż przestał się ma interesować. Na początku myślałam, że potrzebuje więcej czasu, potem, że jest zmęczony pracą, ale pewnego dnia wszystko się wyjaśniło.
“To była gorąca noc! Dziękuję!” – przeczytałam na telefonie mojego męża, kiedy poszedł do toalety! Potem zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dłużej żyć. Nasz związek nie miał już sensu, a ja nie chciałam tolerować romansów mojego męża. Następnego dnia złożyłam pozew o rozwód i wyprowadziłam się od niego. Teraz mieszkam sama, pracuję zdalnie, a wkrótce moje dzieci pójdą do przedszkola, więc będę mogła normalnie chodzić do pracy. Najdziwniejsze jest to, że nic się nie zmieniło w moim życiu po rozwodzie, ponieważ Robert tak na prawdę zniknął z mojego życia zaraz po wiadomości o mojej drugiej ciąży.




