Moja żona była bardzo dobra i troskliwą matką. Nie spała całą noc, gdy jej córka była chora, nigdy nie opuściła ani jednego koncertu w szkole lub tańca i starała się zabrać dziecko gdzieś w każdy weekend – od McDonald’s do zoo po coroczną choinkę i na występy. Ale odkąd nasza Danusia skończyła trzynaście lat, moja żona stała się odległa. Teraz spędza więcej czasu ze swoim starszym ojcem. Został sam, często się nudzi i wykorzystuje dobroć swojej córki, a onamyśli, że jej ojciec potrzebuje jej bardziej niż moja córka i ja. Ponieważ ma niewielką emeryturę, jesteśmy teraz zobowiązani oddawać mu połowę naszych zarobków na leki i inne potrzeby. Czy to w porządku, że teść jest sam, a nas jest troje? To nierozsądny podział środków.
Jak to mówią, wszystko co najlepsze powinno trafiać do naszych dzieci. Myślę, że dla nas ważniejsze jest zaoszczędzenie pieniędzy na jej wyjazd z grupą taneczną, na opłacenie kursów i kupno owoców dla dziewczynki niż dla siedemdziesięciopięcioletniego dziadka. Kiedy mówię o tym mojej żonie, bierze to wszystko do siebie, przypominając mi, że ja również dbam o moich rodziców. I to prawda, ale niestety nie pomagam im finansowo w żaden sposób, a moja mama daje wnuczce kieszonkowe ze swojej emerytury.
Podczas kłótni powiedziałem jej, że ani grosz z mojej pensji nie trafi do jej ojca, na co bardzo się obraziła. Od dwóch dni przebywa w domu swojego ojca, ignorując mnie i moją córkę. Nie rozumiem, kiedy i z jakiego powodu rozwinęła tak silną miłość do swojego ojca. Może mówi jej kłamstwa na nasz temat? Albo w jakiś sposób potrafi ją omotać, żeby zdobyć pieniądze? Nie mogę powiedzieć, że mój teść jest szczególnie miłą osobą, wręcz przeciwnie, jest surowy i sztywny, a Danusia ma trudności z odwiedzaniem go. A moja żona zostaje tam i nie chce wracać do domu.
Jak sprawić, by przemyślała swoje priorytety i zrozumiała, że rodzice są ważni, ale przyszłość jej własnych dzieci jest ważniejsza. Jej ojciec poradzi sobie bez przysmaków i rarytasów, ale jej córka pójdzie kiedyś na studia.




