Moja córka i syn porzucili mnie. Miałam nadzieję, że kiedy dorosną, zrozumieją, że powinni być moim wsparciem, ale życie pokzało co innego.
Mój mąż zmarł, gdy moja córka miała 4 lata, a syn 6, więc musiałam zająć się wszystkim sama. Oprócz pracy jako pielęgniarka, pracowałam w niepełnym wymiarze godzin, czasami wyjeżdżałam do pracy za granicę, gdy moje dzieci wyjeżdżały na lato do babci i robiłam wszystko, co w mojej mocy, aby zapewnić im najlepsze życie. Nie miałam czasu myśleć o sobie. Czasami wydawało mi się, że już dłużej nie dam rady, ale wtedy patrzyłam w oczy moich dzieci i zdawałam sobie sprawę, że dla nich mogłabym przenosić góry. Zawsze starałam się, aby nie były gorsze od swoich rówieśników, aby wyrosły na dobrze wychowane dzieci, które rozumieją, że ich mama potrzebuje pomocy. Myślałam, że kiedy dorosną, będą miłe, wrażliwe i godne zaufania, ale wszystko obróciło się przeciwko mnie.
Po ukończeniu szkoły żadne z nich nie mogło samodzielnie dostać się na wymarzone uczelnie, więc wzięłam pożyczki, żeby opłacić studia. Było ciężko, potrafiłam spać po kilka godzin na dobę, ale chciałam dla nich jak najlepiej. Myślałam, że na starość będą mnie wspominać z życzliwością. Potem pomogłam im znaleźć pracę, a kiedy pojawiły się wnuki, nigdy nie odmawiałam opieki nad nimi, czasem oddawali mi je na całe lato. Teraz moje wnuki chodzą do szkoły, są starsze, więc nie potrzebują już mojej pomocy.
Niedawno trafiłam do szpitala. Zasłabłam u sąsiadki, wezwano karetkę i zabrano mnie. Stamtąd postanowiłam najpierw zadzwonić do syna i powiedzieć mu, że jestem w szpitalu i potrzebuję leków. Powiedział, że nie może przyjechać, ponieważ ma dużo pracy, więc wyśle pieniądze swojej siostrze, aby kupiła wszystko, czego potrzebuję. Następnego dnia moja córka przyszła, kupiła wszystko z recepty lekarza, siedziała ze mną przez pół godziny, narzekając na życie i swoje problemy, i nigdy nie zapytała mnie, jak się czuję. Przez następny miesiąc moje dzieci mnie nie odwiedzały, a czasami przychodziła tylko ta sama sąsiadka, u której zasłabłam.
Zanim zostałam wypisana ze szpitala, przyszedł lekarz i powiedział mi, że będę potrzebowała osobistej opieki, więc lepiej będzie, jeśli po raz pierwszy zamieszkam z jednym z dzieci. Postanowiłam najpierw zadzwonić do syna, ale on nawet mnie nie wysłuchał i przerzucił odpowiedzialność na swoją siostrę. Za drugim razem moja córka przyjechała bardzo niezadowolona, że jej brat znów ją wrobił. Pomogła mi spakować rzeczy, a ja powiedziałam jej, że lekarz zalecił osobistą opiekę. To zdenerwowało moją córkę, zaczęła dzwonić do brata i kłócić się z nim, mówiąc, że ma pracę i nie ma czasu się mną opiekować. Nie zapytałam jej, jaka była odpowiedź mojego syna.
Córka zabrała mnie do domu, nie prosiłam, żeby została ze mną, zaakceptowałam to. Była bardzo szczęśliwa i szybko wyjechała do domu. Postanowiłam poprosić o pomoc sąsiadkę, która cały czas mnie odwiedzała. Teraz prześladuje mnie myśl, że moje dzieci zmieniły się w tak bezduszne istoty, którze nie interesują się własną matką.
Kiedy i w czym popełniłam błąd , że oni się tak zachowują?




