Moja najstarsza córka niedawno skończyła piętnaście lat. Mój syn ma jedenaście lat. Rozstałam się z mężem kilka lat temu. Nasze rozstanie było ciche i zgodne, bez krzyków i skandali.
Nasza rodzina rozpadła się, ponieważ mój mąż znalazł sobie inną. Ale to była również moja wina. Sama zostałam gospodynią domową. Andrzej nie raz mówił, że myślę tylko o dzieciach i gospodarstwie domowym i nie mam dla niego czasu. I miał rację.
Postanowiliśmy nie tłumaczyć niczego dzieciom. Były już i tak bardzo zmartwione. Z czasem zaakceptowały, że mieszkają tylko ze mną.
Po rozwodzie Andrzej zaczął wynajmować mieszkanie z nową żoną. Nigdy nie zapraszał syna i córki do siebie. Wszystkie ich spotkania odbywały się u nas lub na ulicy. Nie zabraniałam im spotykać się w naszym domu. Widziałam, jak bardzo dzieci potrzebowały ojca.
Pewnego dnia moja córka i syn sami dowiedzieli się, dlaczego się rozwiedliśmy. Dowiedzieli się też o nowej kobiecie ojca. Mój syn i córka byli bardzo źli i początkowo nie chcieli nawet widzieć Andrzeja. Później udało nam się przywrócić relacje między nimi, pod warunkiem, że nowa żona Andrzeja trzymała się od nich z daleka.
Zawsze byłam odpowiedzialną mamą i bardzo kochałam swoje dzieci. Ale czasami chciałam też wyjść z przyjaciółmi, aby odpocząć od rutyny życia domowego. W takie dni prosiłam o pomoc babcię, moją mamę.
Pewnego razu wybraliśmy się na uroczystość sylwestrową. Oprócz naszej grupy było tam wiele innych osób. Tam poznałam mężczyznę, z którym rozpoczęliśmy nowy związek.
Może nie był tak przystojny, ale był najmilszym i najlepiej wychowanym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Był rozwiedziony i sam wychowywał córkę. Ciągle ukrywałam kwiaty i prezenty od Adama.
W końcu obiecałam kiedyś moim dzieciom, że nie będę szukać innego mężczyzny, ale poświęcę im całe swoje życie.
Wiedziała o tym tylko moja matka. Pomagało mi to nie tracić ducha. Pewnego dnia moja matka niechcący powiedziała dzieciom o moim nowym znajomym. Dzieci płakały i oskarżyły mnie o egoizm. Próbowałam udowodnić, że ja też mam prawo być szczęśliwa, bo prędzej czy później dorosną i odejdą, a ja zostanę sama. Ale nikt mnie nie słuchał. Moje dzieci uważały, że stały się dla mnie obojętne.
Niedawno Adam zaproponował mi wspólne życie. Chętnie przyjęłabym tę propozycję, ale już wyobrażam sobie reakcję dzieci. Myślę, że rezygnacja z mojego szczęścia z powodu egoizmu moich dzieci również nie wchodzi w grę.
A może jestem skazana na samotność już do końca życia?




