Mam już sześćdziesiąt osiem lat, nie mam już tyle sił co wcześniej i moje zdrowie też nie jest już takie dobre jak kiedyś. Jeśli to tylko możliwe, nie opuszczam swojej wioski, więc czekałam, aż moje dzieci przyjadą do mnie na święta. Kiedyś było to miłą tradycją, aby spotkać się u mnie i ubrać razem choinkę, ale niestety moja córka przeziębiła się i powiedziała, że nie będą w stanie przyjechać, nawet samochodem. Wspomniała przez telefon, że mogłabym ich odwiedzić. Powiedziałam, że pomyślę o tym, ale tak naprawdę nigdzie się nie wybierałam.
A potem siedziałam i zastanawiałam się, dlaczego nie, zwłaszcza gdy moje jedyne dziecko jest chore. Wydałam prawie całą emeryturę, żeby kupić i przygotować torby z jedzeniem , kupiłam dżem domowej roboty od sąsiadki i miód z lokalnej pasieki. Dojechałam autobusem na dworzec, potem pociągiem i jeszcze dwoma autobusami. Dotarłam do córki 24 grudnia, w samą porę, ale nikogo nie było w domu.
Kiedy zadzwoniłam do córki, usłyszałam jej wesoły, zdrowy głos:
– No nie, mamo, musisz mnie uprzedzić! Mąż, dzieci i ja pojechaliśmy do przyjaciół . Ustaliliśmy, że w tym roku będziemy świętować osobno…
Najbardziej zabolało mnie to, że kłamała, że jest przeziębiona. Mogłabym poczuć się urażona jej chęcią spędzenia świąt z kimś innym niż ja, ale kłamstwo zabolało mnie o wiele bardziej. W końcu martwiłam się, starałam się i przygotowałam dla niej, jechałam tak długo dla niej.
Zawróciłam i pojechałam z powrotem do domu.
Tak właśnie dzieci oszukują nawet w dorosłym życiu. Dla nich najważniejsze jest to, że czują się dobrze i dobrze się bawią, i wcale nie myślą o swoich rodzicach.




