Ponad 20 lat temu znalazłam się w trudnej sytuacji, zmarł mój mąż i musiałam sama zająć się moimi dwiema córkami. Najstarsza miała 6 lat, a najmłodsza cztery. Miałam szczęście, że wciąż miałam mamę, która pomagała mi i wspierała mnie we wszystkim.
Kiedy powiedziałam jej o mojej decyzji wyjazdu za granicę do pracy, poczułam jej wsparcie i zostawiłam z nią moje dzieci. Stało się to półtora roku po śmierci mojego męża. Co miesiąc wysyłałam dzieciom sporą sumę pieniędzy, zatrzymując dla siebie niewiele, tylko na najpotrzebniejsze rzeczy. Przyjeżdżałam do domu tylko na święta, żeby zobaczyć córki i je podziwiać.
Teraz moje dwie ukochane stały się dorosłymi kobietami, które mają mężów i budują własne rodzinne gniazdo. Pewnego wieczoru, kiedy wróciłam do domu z pracy, zadzwoniła do mnie moja młodsza córka. Byłam zaskoczona, ponieważ zwykle ja do nich dzwoniłam, ale z radością podniosłam słuchawkę.
–“Mamo, jak śmiesz?”, krzyknęła moja córka do słuchawki , “Dlaczego pomogłaś Magdzie kupić dom? Niech mąż ją utrzymuje! W ogóle o mnie nie myślisz! A może kochasz ją bardziej niż mnie?
Moja córka prawie miała rację. Kilka dni temu wysłałam najstarszej 10 tysięcy dolarów na kupno mieszkania. Drugie tyle dali im rodzice narzeczonego, a resztę sami zaoszczędzili. Oczywiście chciałam pomóc córce przeprowadzić się z wynajmowanego mieszkania do własnego, która matka tego nie robi?
Nigdy jednak nie przypuszczałam, że Ola będzie oburzona, że pomogłam jej siostrze. Faktem jest, że młodsza wyszła za mąż za dość zamożnego mężczyznę, którego rodzice od razu podarowali im mieszkanie, a ona nawet nie musi pracować, jej mąż zapewnia wszystko, ale starsza i jej mąż musieli ciężko pracować przez wiele lat, aby mieć dach nad głową.
Czy to, że pomogłam jednej córce, wiedząc, że drugiej dobrze się powodzi, oznacza, że jej nie kocham? Nie, kocham je obie tak samo. W prezencie ślubnym dla młodszej zapłaciłem za remont ich nowego mieszkania i kupiłem meble, więc kwota też nie była mała. To obraźliwe słyszeć, jak moja córka mówi do mnie takie rzeczy, ponieważ spędziłem pół życia ciężko pracując za granicą, upewniając się, że mają wszystko i niczego nie potrzebują.
Dziwi mnie zachowanie mojej młodszej córki, z jej majątkiem mogliby jakoś pomóc jej siostrze i jej mężowi, może znaleźć lepszą pracę, niekoniecznie z pieniędzmi, ale ona nie ma współczucia dla mnie ani dla swojej starszej siostry.
Nie żałuję, że pomogłam najstarszej córce, bo teraz mam pewność, że ma dach nad głową i w razie potrzeby zawsze przyjdzie mi z pomocą (wiedziałam to jeszcze przed kupnem mieszkania).
A dzisiaj moja starsza córka zadzwoniła do mnie, żeby poskarżyć się na moją młodszą córkę, która również do niej zadzwoniła i zażądała, żeby oddała jej 5 tysięcy albo żeby przekonała mnie, żebym jej też dała 10 tysięcy, żeby wszystko było w porządku.
Jak powinienem zareagować na takie działania mojej córki? Wydaje się, że ona nie widzi i nie rozumie tego, co się wokół niej dzieje….




