Rzadko widywaliśmy Tomka-syna sąsiada- w naszej okolicy, a potem usłyszeliśmy od Roberta, że jego syn wpadł, przyniósł jedzenie albo że mu kupił nowy ciśnieniomierz. Ze względu na słowa ojca uważaliśmy Tomka za porządnego i dobrego człowieka.
Ostatnio Robert zaczął mieć poważne problemy z pamięcią, więc zdarzało się, że gubił się w naszej okolicy i wtedy dzwonił do syna.Pewnego dnia wracając z przychodni zgubił się, poślizgnął, spadł ze schodów i nabił sobie ogromnego siniaka na czole. Po tym zdarzeniu Tomek zaczął częściej przychodził do ojca. Myśleliśmy, że dobrze opiekuje się ojcem, wozi go do lekarza czy szpitala.
Sam Robert nie wychodził już bez powodu z domu, więc rzadko kiedy można było go o coś zapytać osobiście. Tomek nie był szczególnie rozmowny, nie mówił o diagnozie ojca, ale widać było, że to coś poważnego, bo wprowadził się do ojca na stałe z walizkami. Miał własną rodzinę, małe dziecko, ale zamieszkał z ojcem. To było chyba powodem większości kłótni i tego, że Robert stał się nieobecny duchem. Osobiście słyszałem, jak Tomek krzyczał na ojca, że znalazł gdzieś to żelazko, włączył je i wypalił dziurę w desce do prasowania. A raz przyjechała do nas straż pożarna, bo Robert włożył komórkę do mikrofalówki i wywołał pożar.
Tomek był zły na ojca, myśląc, że robi to specjalnie, a Robert zaczął coraz częściej opowiadać rzykre rzeczy o synu. Stał zawsze przy oknie, i narzekał na Tomka, że zabiera mu emeryturę, zakłada mu pieluchy i karmi go łyżeczką. Robert przedstawia wszystko w takim świetle, że to kpina ze strony syna, a nie pomoc.
Nie jestem w stanie stwierdzić z całą pewnością, kto jest winny, a kto nie, ale wydaje mi się, że Robert ma problemy zdrowotne, a syn się nim opiekuje. Owszem, cierpliwość chłopaka nie jest ze stali, czasem ją traci. Nie wiem, jak ja bym zareagowała, gdyby rodzice zrobili mi coś niemiłego, albo na brudzili w łazience, a ja musiałabym to posprzątać. Tomek to po prostu dobry chłopak, nikomu się nie skarży, znosi ojca. A Robert to chory, niewdzięczny człowiek, skoro ma sumienie oczerniać syna, gdy ten wprowadził się do niego, zostawiając żonę i dziecko, by opiekować się ojcem.




