Filip i ja spotykaliśmy się przez długi czas, po czterech wspólnych latach postanowiliśmy wziąć ślub. Dopiero potem dowiedziałam się, że mój mąż ma kredyt. Samochód na kredyt, telefon na kredyt, robot kuchenny, który podarował swojej matce, również był na kredyt.
Byłam tym bardzo zmartwiona. Ale Filip uspokoił mnie, mówiąc, że wszystko spłaci. W tamtym czasie miał dobrze płatną pracę, więc mu uwierzyłam.
Zaczęliśmy mieszkać w małym jednopokojowym mieszkaniu i spłacaliśmy jego dług ze wspólnego budżetu. Ale potem nastąpiła katastrofa – mój mąż został zwolniony z pracy i nie był w stanie znaleźć nowej. I tak jest już od trzech lat. Albo pensja , która mu proponują nie jest odpowiednia, albo grafik w pracy jest niewygodny.
Ten okres nie jest dla nas łatwy. Wszystkie nasze pieniądze wydajemy na comiesięczne spłaty zadłużenia. Nie mamy prawie żadnych pieniędzy na życie. Moja teściowa nawet nie pomyślała o oddaniu pieniędzy za robot kuchenny, który kupił dla niej mój mąż. Powiedziała, że nie odda pieniędzy za prezent.
Niedawno urodził nam się syn. Poszłam na urlop macierzyński i mieliśmy jeszcze mniej pieniędzy. Zasugerowałam więc Filipowi, żeby sprzedał samochód i w końcu spłacił ten dług. Jak tylko skończę urlop macierzyński, na pewno kupimy nowy samochód.
Mój mąż wydawał się zgadzać na moją propozycję, ale kiedy jego matka się o tym dowiedziała, była temu przeciwna. Powiedziała, że nigdy do tego nie dojdzie. W końcu samochód jest własnością jej Filipa. Jeśli go sprzedamy, a następnie kupimy nowy samochód, będzie on naszą wspólną własnością. W przypadku rozwodu będziemy musieli podzielić wszystko na pół.
Mój mąż mimo wszystko zgodził się sprzedać samochód. Mamy dziecko, które też ma swoje potrzeby. A wszystko inne może poczekać. Jedyne co, to teściowa się obraziła i teraz nawet nie myśli ze mną rozmawiać.




