Robert, brat mojego męża, jest bardzo źle wychowaną i samolubną osobą. Dwa miesiące temu został wyrzucony z domu przez swoją żonę. Przez jedenaście lat żyli razem w związku jak małżeństwo, ale nigdy nie wzieli ślubu. Robert mieszkał w domu żony. Mieli dwójkę dzieci. Marta, żona Roberta, we wszystkich dokumentach stwierdzała, że jest samotną matką. Nadała nawet dzieciom swoje nazwisko. Robert również na tym skorzystał. Otrzymywali całkiem niezłe pieniądze na dzieci.
Nie wiem, jak to się stało. Ale Robert skarżył się nam, że zrobił tam remont, zainwestował pieniądze, a teraz został wyrzucony. Mojemu mężowi zrobiło się żal brata. Ale z jakiegoś powodu myślę, że obaj są winni. Nic nie powiedziałam, bo nie chciałam nikogo urazić. Kilka dni później Robert również został zwolniony z pracy. Nie pytałam, dlaczego został zwolniony. Było mu i tak wystarczająco ciężko. Miał ostatnio tyle niepowodzeń. Myślę, że Marta przyczyniła się do jego zwolnienia, ponieważ jej ojciec pracuje w tej samej firmie co Robert.
Mój mąż wrócił do domu i zaczął opowiadać mi historię Roberta.
– Kochanie, pozwól bratu zostać z nami przez jakiś czas. Dopóki nie znajdzie pracy. Nie mogę zostawić go w tarapatach, chyba mnie rozumiesz?”.
Zgodziłam się. Czego później żałowałam.
Na początku Robert w ogóle nam nie przeszkadzał. Wszystko było w porządku. Naprawił wszystko, co od dawna wymagało naprawy w naszym mieszkaniu. Jakoś mój mąż nigdy się za to nie zabrał. Robertowi zajęło to około trzech dni. Kran nie cieknie, półka naprawiona, drzwi nie skrzypią, tapeta przyklejona… I nawet nasz balkon jest wreszcie w porządku. Robert potrafił też pysznie gotować! Gdy tylko wracałam z pracy, z kuchni wydobywał się smakowity zapach. Pieczone ziemniaki, zapiekanki, makaron z serem, kawa ze śmietanką. Szczerze mówiąc, dawno tak nie cieszyłam się życiem. Jest świetnym kucharzem. Z takimi umiejętnościami powinien pracować w kuchni!
Ale dwa tygodnie później mój raj się skończył. Robert zaczął szukać pracy, więc całe dnie spędzał pod telefonem. Mój mąż i ja nie przeszkadzaliśmy mu. Wychodził z pokoju tylko coś zjeść i do toalety. A jadł dużo. Pytał tylko: „Co na obiad”, „Kiedy będzie obiad”. Musiałam gotować coraz częściej.
Potem Robert zaczął chodzić na rozmowy kwalifikacyjne. Wyjeżdżał rano i wracał wieczorem. Czasami nawet nie wracał do domu na noc. Nie wiem, dokąd chodził, ale jego oddech cuchnął alkoholem. Robert twiedził, że nie może znaleźć pracy.
Pewnego dnia przyszedł do nas ze swoim przyjacielem. Oczywiście wyrzuciłam go za drzwi. To była ostatnia rzecz, jakiej potrzebowałam. W moim domu nie będzie obcych! To jest całkowicie bezczelne i przekracza wszelkie granice. Robert był na mnie wściekły, mój mąż też mi nie odpuścił. Powiedział, że się mylę co do jego brata.
Czas mijał, ale od tamtej pory Robert nie przyprowadzał do naszego domu swoich znajomych. Myślałam, że w końcu znalazł pracę. Pewnego dnia wróciłam do domu, a Robert miał na sobie nowy garnitur mojego męża. Zapłaciłam za niego prawie całą pensję. Mój mąż nosi go tylko w święta, ale Robert założył go na rozmowę kwalifikacyjną. Ponieważ musi zaimponować swojemu pracodawcy. Tym razem nic nie powiedziałam. Myślałam, że w domu nie będzie już dłużej kłótni.
Ale nie! Robert wrócił z rozmowy i powiedział, że potrzebuje naszego samochodu do pracy. Ponieważ mieliśmy dwa samochody, on miał wziąć mój, a mój mąż miał mnie wozić swoim. Wtedy nie mogłam już dłużej tego znieść. Nie wystarczyło mu ,że kupowałam mu bieliznę i produkty do pielęgnacji i higieny osobistej, ale teraz chce zabrać mi mój samochód. Byłam bardzo oburzona.
Mój mąż znowu bronił brata, mówiąc, że powinniśmy go wspierać w tak trudnym czasie. On jest moim bratem. A ja powiedziałam, że jestem tym wszystkim zmęczona. Zdrowy mężczyzna siedzi nam na karku. Niczego mu nie brakuje! Ileż można!
– Nie możesz być taką egoistką!” – krzyczał na mnie mąż. – Myślisz tylko o sobie.
Te słowa bardzo mnie rozzłościły. Zebrałam więc rzeczy Roberta i wyrzuciłam je za drzwi.
– Wystarczy! Limit gościnności się skończył!
To także mój dom. Mam więc prawo wyrazić swoją opinię.
Mąż przestał się do mnie odzywać. Nawet teściowa dzwoniła, krzycząc, że rujnuję życie Roberta i psuję relacje między braćmi, a oni nie chcą już ze mną rozmawiać.
W każdym razie nie żałuję tego, co zrobiłam. Przyjeliśmy Roberta, a on zrobił się naprawdę zarozumiały! Wchodził nam na głowy! Dwa dni temu w końcu pogodziliśmy się z mężem. Wrócił do dawnego spokojnego życia. Bez wpływu Roberta i jego manipulacji. W końcu mój mąż jest jak dawniej, naprawdę uprzejmy i miły.
Potem doświadczeniu stanowczo zdecydowałam: żadnych więcej krewnych w naszym domu. Tylko wtedy będzie spokój i zrozumienie w rodzinie.




