W marcu mój mąż i ja sprzedaliśmy nasze mieszkanie i przeprowadziliśmy się do innego miasta. Małe miasteczko i mili ludzie od razu przypadli nam do gustu. Na początku trudno było się przyzwyczaić… wszystko wokół nas wydawało się obce, ale po miesiącu trochę się przyzwyczailiśmy i powoli zaczęliśmy wracać do normalnego życia.
Mieszkanie, które kupiliśmy znajdowało się na czwartym piętrze pięciopiętrowego budynku. Pierwszą osobą, która postanowiła nas bliżej poznać była siedemdziesięcioletnia kobieta – nasza sąsiadka z naprzeciwka. Zapukała do naszych drzwi i przyniosła trochę ciasta. Powiedziała, że jej córka mieszka w wiosce, więc zawsze przywozi jej swojskie jaka , warzywa i owoce. Zapytała nas skąd jesteśmy.
Zrobiliśmy jej herbatę. W ciągu godziny, którą z nami spędziła, dowiedzieliśmy się trochę o każdym mieszkańcu bloku. Dowiedzieliśmy się nawet, że nad nami mieszka policjant, a na parterze lekarz pierwszego kontaktu. Dowiedzieliśmy się, kto może hałasować i puszczać muzykę o północy.
Tydzień później ta sama sąsiadka ponownie zapukała do naszych drzwi. Tym razem poprosiła nas o rozmienienie pięciuset złotych. Powiedziała, że idzie do supermarketu kupić chleb, ale nie chciała zabierać ze sobą takich pieniędzy.
Biegłam właśnie do pracy, więc szybko rozmieniłam jej pieniądze i wepchnęłam jej pięćset złotych do portfela.
Po pracy poszłam do sklepu, kupiłam trochę warzyw , masło i dałam pieniądze. Nagle kasjerka odwróciła się do mnie.
– Proszę pani, co pani mi daje za pieniądze? Są fałszywe.
Poczułam się bardzo zawstydzona. Nie miałam przy sobie innych pieniędzy. Wszyscy klienci patrzyli na mnie z ukosa. Nigdy wcześniej nie czułam się tak niezręcznie. Miałam wrażenie, że jestem jakimś złodziejem. Kasjerka wydawała się zdawać sobie sprawę, że jestem niewinna, więc poradziła mi, żebym była ostrożna. W końcu wokół jest wielu oszustów. Zostawiłam jedzenie przy kasie, przeprosiłam i wyszłam.
Wieczorem opowiedziałam tę historię mężowi. Oboje zgodziliśmy się, że sąsiadka nie mogła tego zrobić. Prawdopodobnie nawet nie wiedziała, że dostała fałszywe pieniądze.
Ale niecały tydzień później sąsiadka przyszła ponownie. Tym razem poprosiła o rozmienienie dwustu złotych.
– Widzisz, dali mi emeryturę w takich banknotach. Wolę z takimi nominałami nie chodzić do sklepu.
Powiedziałam jej, że nie mam pieniędzy w domu. Wszystkie pieniądze mam na koncie i płacę kartą. Poza tą sąsiadką nie rozmawialiśmy z nikim innym.
Później jeden z sąsiadów powiedział nam, że ta kobieta odsiedziała już wyrok za oszustwo.
Jak można ufać ludziom po czymś takim? Jeszcze się nie zadomowiliśmy, a już mieliśmy kłopoty.




