ŻYCIE JAK KSIĘŻYC RAZ PEŁNIA, RAZ NÓW
Wspominając tamte lata, wydaje mi się, że nasz związek był tak trwały i niezmienny, jak gwiazdy na niebie. Niestety…
Z przyszłym mężem poznaliśmy się na Akademii Medycznej w Warszawie. Oboje byliśmy studentami. Na piątym roku postanowiliśmy się pobrać. Teściowa, zamiast prezenty, wręczyła nam na ślub klucze do mieszkania na Pradze i vouchery na podróż poślubną do Jugosławii (teraz to Słowenia). To był dopiero początek.
Zamieszkaliśmy w trzypokojowym mieszkaniu, które dostał od rodziców męża. Teść z teściową chętnie i często nam pomagali. Co roku, dzięki nim, zwiedzaliśmy Europę. Ja i mój mąż, Marek wirusolog, ja internistka byliśmy młodzi i szczęśliwi. Praca, dom, miłość. Urodzili się nasi chłopcy: Daniel i Wacław.
Z perspektywy czasu widzę, że życie wtedy płynęło niczym pełna, szeroka Wisła. Mogę śmiało powiedzieć, że przez dziesięć lat małżeństwa opływałam w dostatek, którego dziś już nie znam. Ale wszystko runęło niespodziewanie.
Pewnego dnia ktoś zadzwonił do drzwi. Otwieram w progu stoi młoda, całkiem urodziwa, lecz przygnębiona dziewczyna.
Kogo szukasz, panno? spytałam uprzejmie.
Czy pani jest Zofia? W takim razie do pani przychodzę. Czy mogę wejść? zapytała nieśmiało.
Proszę odpowiedziałam już zaciekawiona.
Przy bliższym spojrzeniu zauważyłam, że dziewczyna jest w ciąży.
Pani Zofio, nazywam się Kinga. Wstyd mi, ale bardzo kocham pani męża. Marek także mnie kocha. Będziemy mieli dziecko wyrzuciła z siebie Kinga.
No, tego się nie spodziewałam. To już wszystko? we mnie się gotowało.
Nie, sięgnęła do kieszeni i podała mi eleganckie pudełeczko. Proszę, przyjmij pani to ode mnie.
Otworzyłam. W środku leżał złoty pierścionek.
Po co to? Chce mnie pani przekupić? Marek nie jest na sprzedaż! zatrzasnęłam pudełko, zaczynając się już naprawdę denerwować.
Nie chciałam pani urazić! Czuję się winna. Nie wiem, co mam robić. Wiem, pani i pani dzieci będą cierpieć. Moja mama zawsze mi powtarzała: “Córciu, pokochasz żonatego zniszczysz siebie!” Ale nie potrafię żyć bez Marka! Przyjmij ten pierścionek, może mi ulży Kinga się rozpłakała.
Przez chwilę było mi jej żal. Ale kto mnie pożałuje? To ona zabrała moje szczęście, a ja jej współczuję… Ocknęłam się, oddałam pierścionek i wyrzuciłam Kingę za drzwi. Od tego dnia wszystko się zmieniło…
Teściowa, pani Stanisława, zadzwoniła i oświadczyła, że Marek odchodzi. Przyszła osobiście i poprosiła, by spakować rzeczy syna. Pokazałam szafę, zupełnie jakby to działo się komu innemu. Teściowa ostrożnie i zgrabnie spakowała wszystko do walizki, którą sama przyniosła.
Zosiu, niezależnie od wszystkiego, zawsze będziemy rodziną. A Marek z Kingą cóż, jak cielęta: gdzie staną, tam się oblizują! starała się mnie pocieszyć teściowa.
Po pół roku Marek i Kinga mieli córkę. Usłyszałam potem, że Marek adoptował córkę Kingi z jej pierwszego małżeństwa. Przez ten czas Marek ani razu nie odwiedził swoich synów. Przez teściową dostawaliśmy jakieś drobniaki na alimenty wtedy były to jeszcze stare złote.
Wylądowałam w szpitalu z nerwicą. Daniel i Wacław trafili do babci teściowa bardzo ich kochała i rozpieszczała. Gdy wyszłam z kliniki, od razu pobiegłam po dzieci. Ale moi chłopcy odmówili u babci jedzenie lepsze, nikt nie krzyczy, a słodyczy pod dostatkiem. Tu nie miałam argumentów.
Teściowa poprosiła mnie serdecznie:
Zosiu, pozwól chłopakom tu zostać. I tak musisz zamienić mieszkanie, a dzieci potrzebują opieki. Przecież sama nie utrzymasz takiego dużego mieszkania. Na jedynkę ci wystarczy?
Tak, pozbywszy się i męża, i dzieci, wróciłam samotnie do pustego mieszkania. Krok po kroku wszystko mi odebrano. Musiałam zamienić mieszkanie na maleńką kawalerkę. Ściany obdrapane, lazienka z dawnej epoki, drewniana podłoga, wszystko rozpadające się ze starości.
Moi synowie zostali z babcią. Miałam ich widywać tylko przy większych okazjach.
Zosiu, nie zakłócaj swoim pojawianiem się spokoju chłopców szeptała teściowa. Zadbaj o swoje szczęście.
Syny zaczęły się ode mnie oddalać. Z biegiem lat ledwo się znaliśmy. Siedziałam w mojej zimnej norze, chciałam zniknąć, straciłam sens życia.
Babcia mawiała: Życie, jak księżyc raz pełnia, raz nów. Wiedziałam, że tak dłużej nie może trwać, bo oszaleję. Pragnęłam zrobić coś szalonego, nieadekwatnego, by nie pozwolić się dłużej pomiatać. Przecież ukończyłam medycynę z wyróżnieniem!
Wydelegowano mnie na konferencję medyczną do Francji. Tam poznałam młodego lekarza, Milana, Serba z Belgradu. Do dziś nie wiem, jak się dogadywaliśmy, ale słowa były zbędne. Płomienny romans na dziesięć dni ożywił mnie jak nic innego. Poczułam, że znowu chce mi się żyć! Potem jednak wróciłam do domu, a życie toczyło się dalej: krótkie znajomości, przelotne spotkania, nic poważnego.
Zofio, piękniejesz z dnia na dzień, prawdziwa pani wiosna! zauważyła pewnego dnia teściowa.
Ale mimo to, byłam sama. Moja najlepsza przyjaciółka, Hela, wyjeżdżając na stałe do Grecji, zaprosiła mnie pożegnać się przed wyjazdem. Była stanu wolnego i nie miała dzieci.
Zosiu, wychodzę za Greka. Mam dość naszych pijaków. Zamierzam w końcu żyć jak kobieta na poziomie powiedziała przez łzy Hela.
Po co te łzy, przed tobą nowy rozdział! Czterdzieści lat to dopiero początek! odpowiadałam zdziwiona jej smutkiem.
Wiesz co, Zosiu, mój Aleksander nic nie wie. Poznajcie się. Może tobie się uda go pocieszyć. Bierz go, oddaję ci! Hela zażartowała.
Skoro prezent, to prezent. Przygarnęłam porzuconego narzeczonego.
Tak Aleksander został moim drugim mężem. Miał tylko jedną wielką wadę, która przekreślała wszystkie zalety pił na umór. Ale miłość bywa ślepa zakochałam się w nim szaleńczo i nie umiałam życia sobie bez niego wyobrazić! I zaczęło się…
Odwyki, terapie, łzy. Wszystko na nic. Cały czas byłam przy nim, ale on powtarzał jedno:
Zosiu, to TY chcesz mieć trzeźwego męża. Ja nie chcę.
Nie przyszłoby mi do głowy go opuścić! Wydawało mi się, że choć dziurawy, to przynajmniej mąż jest. Samotność była dla mnie gorsza niż wszystko inne. Postanowiłam walczyć tak jak Kinga, która odebrała mi Marka. Ta walka pochłonęła siedem lat…
Wreszcie Aleksander się opamiętał. Zaczął pracować jako kierowca w prosektorium. To, co tam widzi na co dzień, robi wrażenie. Ale ja byłam szczęśliwa! To pewnie brzmi niesmacznie, ale wreszcie miałam przykładnego, spokojnego, trzeźwego męża. Aleksander wracał do domu wyciszony i zamyślony.
Hela, będąc raz na jakiś czas w Polsce, nie mogła uwierzyć:
Aleksander nie pije? No coś takiego!
A ja się śmiałam:
Prezentów się nie reklamuje!
Moi synowie dorośli. Każdy już po trzydziestce, obaj kawalerowie. W dzieciństwie napatrzyli się na nasze zawirowania i nie chcą się żenić. Chociaż próby były. Przeczuwam, że z wnukami nie będzie łatwo.
A jak potoczyły się losy Marka? Jego druga żona, Kinga, niestety utopiła się w wódce. Ich córka samotnie wychowuje dziecko. Marek po raz trzeci ożenił się z pielęgniarką z przychodni. Przed ślubem zapytał jednak naszych synów:
Może wasza mama chciałaby zacząć wszystko od nowa?
A ja odparłam krótko: Jak mi kaktus na dłoni zakwitnie! Czyli nigdy.



