— Więc co mi właściwie było? Czuję się świetnie. — Barbara westchnęła, przyciskając dłoń do serca.
— To była zwykła infekcja, którą już dawno pani pokonała. — Doktor Nowak mówił szybko, jakby chciał zrzucić z siebie ciężar. — Tamten wynik dotyczył innej pacjentki, starszej, z podobnym nazwiskiem. Przepraszam za ten błąd i… całe zamieszanie.
Barbara opuściła się na krzesło, niezdolna wydusić słowa. Łzy napłynęły jej do oczu, ale tym razem były to łzy ulgi.
— Dziękuję, doktorze. — W końcu wyszeptała.
Położyła słuchawkę i wyjrzała przez okno. Jerzy pracował w ogrodzie, wyrywając chwasty. Słońce oświetlało jego siwiejące skronie. *Mogę żyć. Naprawdę żyć.*
Wyszła na zewnątrz i podeszła do niego, obejmując go od tyłu.
— Wiesz co? — szepnęła, gdy się odwrócił. — Mam całe życie przed sobą. I zamierzam je przeżyć… tylko dla siebie. A także dla ciebie.
Jerzy uśmiechnął się, nie rozumiejąc do końca, ale widząc błysk w jej oczach.
— Brzmi jak dobry plan. — Odpowiedział, całując ją w czoło.
Barbara zamknęła oczy, wdychając zapach morza i kwiatów. Była wolna. I szczęśliwa.
Koniec.



