Zrozumiała, że jej szczęście jest bez granic
Katarzyna postanowiła spędzić weekend w rodzinnej wsi, odwiedzając starszą matkę i siostrę. Sama mieszka w wojewódzkim mieście, pracuje jako kardiolog w szpitalu i rzadko udaje się wyrwać w rodzinne strony.
Katarzyna ma czterdzieści pięć lat, jest urodziwą kobietą, dawno była zamężna i urodziła córkę. Ta już skończyła studia i po ślubie z kolegą z roku wyjechała do jego rodzinnej miejscowości. Z mężem żyli siedem lat i się rozstali okazali się zbyt różni. Zdecydowali wspólnie, że to koniec.
Dobrze, że mam trzy dni wolnego cieszyła się Katarzyna. Trzeba wstąpić do sklepu, kupić coś dla mamy i siostry.
Pochodziła ze wsi, od dziecka marzyła, by zostać lekarzem i jak najszybciej wyjechać z domu. Szczerze mówiąc, życie na wsi było nudnawe, choć nazwa wsi brzmiała dumnie: Weselna. Choć w Weselnej nie było nic wesołego wieś podupadała. Wesołowscy rozjechali się za pracą, gdzie kto mógł, młodzież uciekała do miasta.
Jesienią i zimą w Weselnej robiło się szczególnie smutno. Trochę jaśniej stawało się wiosną, gdy zaczynały się prace polowe. Wokół szalała zieleń, a słońce sprawiało, że życie w Weselnej stawało się choć trochę weselsze.
Teraz był drugi tydzień czerwca. Katarzyna jechała autobusem z miasta, w oknie migotały soczyste kolory. Na duszy było lekko prawie dwa miesiące nie widziała rodziny, praca
Mama nie najlepiej się czuje, dobrze, że Agnieszka mieszka z nią w domu. To prawdziwe szczęście, bo inaczej musiałabym tu częściej przyjeżdżać, a droga nie jest krótka trzy godzinny autobusem myślała Katarzyna, wpatrując się w okno.
Młodsza siostra, Agnieszka, nigdzie się nie wyprowadziła wyszła za miejscowego chłopaka i tak już zostało. Ojciec zmarł wcześnie, więc Agnieszka z mężem mieszkali z matką. Wojtek okazał się złotą rączką wyremontował dom, dobudował część dla swojej rodziny z osobnym wejściem, żeby nie przeszkadzać teściowej. Agnieszka urodziła bliźniaków, którzy też już wyjechali na studia.
W przeciwieństwie do mnie, Agnieszka zawsze chciała żyć na wsi, a ja miałam ochotę uciec z tej wesołej rzeczywistości zwierzała się przyjaciółce Ewie, którą kiedyś nawet przywiozła do Weselnej. Tamta zachwycała się świeżym powietrzem i pięknem wokół.
Rozumiem, Ewka, dla ciebie, mieszczuchy, to nowość, więc się zachwycasz. A gdybyś tu mieszkała jesienią, w błocie, albo wiosną, gdy drogi są nieprzejezdne No nie wiem, czy zachwyt by przetrwał śmiała się Katarzyna.
Tym razem podróż minęła szybko, bo Katarzyna zdrzemnęła się, a oczy otworzyła dopiero, gdy minęli sporą wieś. Zaraz potem ukazała się Weselna. Kierowca skręcił z głównej drogi, teraz jechali po wyboistej polnej ścieżce.
Wysiadłszy z autobusu, Katarzyna rozejrzała się.
Nic się nie zmienia uśmiechnęła się i ruszyła w stronę domu.
Słońce przyjemnie grzało, powietrze było wyjątkowo świeże, ptaki śpiewały humor dopisywał. W końcu rodzinne strony.
Witaj, Kasiu usłyszała starczy głos. Przed nią stała babcia Bronisława, sąsiadka matki. Przyjechałaś do mamusi?
Witaj, babciu Broniu. Tak, odwiedzić trzeba, stęskniłam się.
Dobrze, dobrze, mamusia cię wspominała, czeka No idź, a ja muszę do sklepu, drobiazgi kupić, emeryturę przynieśli.
A zdrowie jak?
Jak na wiek, kochanie, jak na wiek odparła staruszka i ruszyła przed siebie.
Katarzyna weszła w bramę rodzinnego domu. Na podwórku nikogo nie było. Gdy otworzyła drzwi, na progu powitał ją kot Mruczek, ocierając się o nogi.
Witaj, ty mój puszysty pogłaskała go, a ten już mruczał na cały regulator.
A właśnie, puszysty zaśmiała się Agnieszka, wyglądając z kuchni. Brzuch już do miski nie pasuje, prawdziwy balon. Witaj, siostrzyczko. Uściskały się. Witaj, nasza podróżniczko. Czekamy z mamą, zjesz coś?
Oczywiście, a jakże, po podróży.
W domu czy na dworze?
Na dworze, słońce, ciepło, pięknie Gdzie indziej tak zjem?
Ja też wolę na powietrzu, zaraz nakryję.
A gdzie mama?
W ogródku, ale już idzie, patrz, nawet jagody dla ciebie zebrała, trochę truskawek. Trzeba przecież córkę rozpieszczać śmiała się Agnieszka.
Cześć, mamo podbiegła Katarzyna, biorąc miskę z owocami. Jak się masz? Stęskniłam się przytuliła matkę.
Cześć, Kasiu, cześć, córeczko matka promieniała, obie córki były przy niej. Obiad w altance? No to chodźcie.
Przy stole Katarzyna wysłuchała wszystkich wiejskich nowin, wesołych i mniej wesołych. W Weselnej zostali głównie starsi ludzie, odchodzili jeden po drugim ci, których znała od dziecka.
A gdzie twój Wojtek?
Na szychcie. Teraz tak się zarabia. Pracy tu nie ma. Wyjechał dwa tygodnie temu, miesiąc tam, miesiąc w domu. Dobre pieniądze przywozi, widzisz, samochód kupiliśmy machnęła ręką.
No to Wojtek złoty chłop. Dba o rodzinę, tobie się udało, nie tak jak mnie uśmiechała się siostra.
Bo ty nie tam szukałaś męża. Trzeba było miejscowego, jak ja. Tobie za to miastowego było trzeba śmiała się Agnieszka, a matka przytaknęła.
Gdy tak siedziały, na podwórko weszła listonoszka Genia z awizem dla Agnieszki.
Agnieszka, znów coś zamówiłaś? Przyjdź na pocztę, odbierzesz.
Dzięki, Geniu, przyjdę, jak będzie czas. Siadaj z nami, herbatę naleję
Nie, nie mogę, dużo roboty odmówiła.
Geniu, a ja mogę odebrać za Agnieszkę? Z jej dowodem zapytała Katarzyna.
Hmm no dobra, zadzwonię do Teresy, że ty odbierzesz. Ciebie tam znają uśmiechnęła się listonoszka.
Kasia,Katarzyna włożyła dżinsy, wskoczyła na rower i ruszyła w stronę poczty, uśmiechając się pod nosem na myśl o tym, że los czasem zaskakuje w najmniej spodziewanym momencie.



