Zrobiłem test na ojcostwo, żeby rozwiać wątpliwości – straciłem przez to rodzinę i od pięciu lat nie…

Zawsze uważałem się za odpowiedzialnego człowieka. Kiedy dowiedziałem się, że moja dziewczyna, Jowita, jest w ciąży, nie wahałem się i postanowiłem się z nią ożenić. Po ślubie przez jakiś czas mieszkaliśmy u moich rodziców w Poznaniu, bo nie mieliśmy własnego mieszkania i nie było nas stać, by od razu się usamodzielnić. Z czasem na świat przyszedł nasz syn, Tomek. Byłem dumny, że mogę być ojcem.

Po paru latach udało nam się wziąć kredyt hipoteczny na dwupokojowe mieszkanie w centrum miasta. W końcu razem zaczynaliśmy nowe życie, na swoim. Wtedy Jowita powiedziała mi, że znów jest w ciąży i urodziła się nasza córeczka Malwina. Dzieci rosły, a ja przyglądałem im się coraz uważniej. Zastanawiałem się czasem, skąd u nich te rude włosy i piegi, skoro ani ja, ani Jowita nie mamy takich cech. Razem z żoną byliśmy raczej spokojni, a nasze dzieci okazały się żywe jak iskry w życiu nie widziałem takiej energii. Żadne z nich nie przypominało ani mnie, ani ich matki.

Coraz częściej nachodziły mnie myśli czy to możliwe, żeby to naprawdę były moje dzieci? Sumienie kłuło, ale nie mogłem się od tego uwolnić. Podjąłem decyzję, żeby dla świętego spokoju zrobić test DNA. Czułem się paskudnie, ale musiałem znać prawdę. Poszedłem potajemnie do laboratorium i zostawiłem próbki, a potem przez dwa tygodnie żyłem w stresie, czekając na wyniki.

W końcu, kiedy zadzwonili z laboratorium, niemal wybiegłem z pracy, by jak najszybciej je odebrać. Uczucie ulgi, gdy zobaczyłem wynik potwierdzający moje ojcostwo, było nie do opisania. Wróciłem do domu i schowałem dokumenty na dnie szuflady, żeby nikt ich nie znalazł. Dziś nie potrafię sobie wyjaśnić, dlaczego od razu ich nie zniszczyłem. Zabrakło mi rozumu.

Kilka dni później Jowita, sprzątając szafę, natrafiła na kopertę z laboratorium. Przeczytała wszystko od deski do deski. Wpadła w furię. Nigdy nie widziałem jej tak zdenerwowanej. Krzyczała, że zniszczyłem zaufanie, że zraniłem ją bardziej, niż mogła sobie wyobrazić. Próbowałem tłumaczyć się, przepraszać, wstydziłem się jak nigdy. Ale nie potrafiła mi wybaczyć.

Od tego czasu minęło już pięć lat. Żona mieszka z dziećmi u swoich rodziców pod Koninem. Mimo prób kontaktu nie pozwala mi się z nimi widywać. Zostałem sam, a winą obarczam własną ciekawość i nieufność. Nauczyłem się, że do budowania rodziny potrzeba zaufania i szczerości, a nie podejrzeń. Mam nadzieję, że pewnego dnia Jowita mi wybaczy, ale wiem, że straciłem coś najważniejszego własny dom i rodzinę.

Rate article
Fajna Tajna
Zrobiłem test na ojcostwo, żeby rozwiać wątpliwości – straciłem przez to rodzinę i od pięciu lat nie…