Zrobiłaś się taka szpetna, że na pewno urodzisz córkę mawiała moja teściowa.
Gdy inni narzekali, że nie dogadują się z rodziną męża, nie rozumiałam ich. U nas było w porządku, ale może dlatego, że zaraz po ślubie wyprowadziliśmy się aż do Krakowa.
Nie zdążyłam nawet poznać mojej nowej mamy. Po weselu tydzień spędziliśmy w ich domu, ale wtedy wszystko było dobrze. Potem wyjechaliśmy, bo mój Tomek dostał przydział w wojsku.
Mieszkaliśmy tam dziesięć lat. Aż nagle go przenieśli z powrotem pod Warszawę. Nie ucieszyłam się zdążyłam się tam zadomowić, dostaliśmy dobre mieszkanie, a ja byłam w trzeciej ciąży. Ale co było robić
Urodziłam w rodzinnej miejscowości. Rok później znów zaszłam w ciążę. Nieplanowaną, ale zawsze marzyliśmy o dużej rodzinie, więc nie protestowaliśmy. Gdy byłam w ciąży, teściowa przyjechała, żeby mi pomóc. Czasem wpadała, ale zamiast wspierać, siedziała, popijała herbatę i wydawała polecenia.
Na uwagi o sprzątaniu nie reagowałam. Ale gdy zaczęła pouczać mnie o wychowaniu dzieci, gotowałam się w środku. Drażniło mnie, że kobieta, która nie widziała mnie przez dekadę i zna wnuki tylko ze zdjęć, próbuje mi dyktować, co mam robić.
A potem, w ósmym miesiącu, rzuciła:
Na pewno będzie dziewczynka!.
Marzyliśmy o córce, mieliśmy już trzech synów. Spytałam więc z uśmiechem:
Skąd ta pewność?.
Postarzałaś się, spuchłaś, twarz masz jak poduszkę. Dziewczynka wyssała z ciebie resztki urody.
Dziękuję W każdej ciąży tak puchłam.
Nie w każdej.
A skąd wiesz? Widziałaś mnie tylko na zdjęciach.
Nie sprzeczaj się. Ja miałam syna i byłam olśniewająca, wszyscy mówili, że promienieję. A ty wyglądasz przerażająco napuchnięta jak balon. Butów już nie wciągniesz.
Nie odpowiedziałam. Nie powiedziałam, że to nie płeć dziecka, tylko moje 39 lat. Ona urodziła Tomka, mając dziewiętnaście wtedy każda jest kwiatkiem. Często nazywała mnie brzydką. Mąż w końcu jej ugryzł język.
A tak przy okazji urodził się nam syn



