Dzień dobry, kochanie Kasia skrzywiła się, słysząc w słuchawce głos swojej teściowej, Barbary Nowak. Jeśli dzwoniła, oznaczało to, że zamierzała zepsuć ten właśnie dobry poranek.
Kasia ledwo znosiła Barbarę. Zresztą, uczucie było obopólne. I wcale nie chodziło o to, że synowa była złą osobą. Po prostu wyszła za jej starszego, niekochanego syna, Piotra, i automatycznie trafiła na listę wrogów publicznych.
Mam dla pani świetną wiadomość ciągnęła złośliwie Barbara. Moja teściowa, Helena Kowalska, od dziś będzie mieszkać z wami. Trzeba odrobić tę niezasłużoną kawalerkę.
Kasia odetchnęła z ulgą to wcale nie była zła wiadomość. Zwykle teściowa wymyślała dla niej znacznie gorsze psikusy. Początkowo młoda kobieta nie mogła zrozumieć, dlaczego tak nie spodobała się matce męża, aż ten nie opowiedział jej całej historii.
Piotr był najstarszym z trojga dzieci Barbary. Urodziła go bez męża, jak to się mówi, “jeszcze w panieństwie”, i bardzo wstydziła się jego obecności w swoim życiu.
Mimo to udało się tej przystojnej, choć złośliwej kobiecie z trzyletnim synem uwieść statecznego i zamożnego wdowca, Jana Wiśniewskiego. W prawowitym małżeństwie doczekali się jeszcze dwójki dzieci chłopca i dziewczynki.
Ojczym Piotra był człowiekiem bystrym i przedsiębiorczym. Dorobił się jeszcze w latach 80., zakładając spółdzielnię. Potem przetrwał dzikie lata 90., a w nowym wieku poszybował jeszcze wyżej.
Nigdy nie dzielił dzieci na “swoje” i “nie swoje”. Jako sprawiedliwy człowiek zawsze kupował wszystkim równo zabawki, ubrania, jedzenie.
Ale i pasem mógł sprawiedliwie obdzielić każdego, jeśli było za co.
Barbara jednak robiła wyraźne różnice między dziećmi. Między kuksańcami i szturchańcami często syczała do Piotra:
Po co cię tylko urodziłam, ciemnooki? Cały w tego niesfornego ojca, jak wrona wśród gołębi miała na myśli swoich jasnowłosych potomków.
Co zawinił biedny chłopiec? Tego nie wiadomo. Przecież sam nie prosił się na ten świat, a to właśnie dzięki niemu matka zdobyła męża.
Jan Wiśniewski zauważył w parku zapłakanego chłopca po kolejnej awanturze z matką i podszedł go pocieszyć. Tak poznał tę złośliwą kobietę.
Jako mąż i ojciec Jan okazał się wspaniały żonę rozpieszczał, na dzieciach nie oszczędzał. Pieniędzy i uwagi starczało mu dla wszystkich, a Piotr nigdy nie czuł się obcy. Za to młodsze rodzeństwo, podjudzane przez matkę, ciągle próbowało mu przypominać jego miejsce.
Ty nam nie jesteś nikim, my tobie nie rodzina. Nasz tata cię żywi i poi słyszał często podczas dziecięcych sprzeczek.
Siostra Magda i brat Tomek robili wszystko, by podkreślić swoją wyższość.
Wiesz, czasem myślę, że ojczym to jedyna bliska mi osoba w tej rodzinie tłumaczył Kasi stosunek teściowej w pierwszych miesiącach małżeństwa.
Młoda żona szybko zrozumiała, że lepiej trzymać się od matki męża z daleka, by nie psuć sobie humoru.
Kasia doskonale pamiętała, jak przyszła teściowa skrzywiła się na jej widok podczas pierwszego spotkania.
O Boże, narzeczona Chociaż czego można się spodziewać po tym durniu? syknęła. Żyjcie sobie, jak chcecie, skoro się zleciliście. Tylko u mnie nie liczcie na gościnę.
I tak się stało. Piotr z Kasią zamieszkali razem, pobrali się, najpierw wynajmowali kąt, potem małe mieszkanie. Nie prosili o pomoc, nie narzucali się. Może nie żyli bogato, ale byli niezależni. Jedyne, co robił Jan Wiśniewski, to czasem ich odwiedzał, nagabywał o wnuki, żartując, że tęskni za dziecięcym śmiechem.
Rok po ślubie Jana zabrakło. Pogrzeb, stypa Piotra ogarnęła żałoba, jakby stracił własnego ojca. Przy odczycie testamentu u notariusza zebrała się cała rodzina. Magda z Tomkiem ze zdumieniem spoglądali na spóźnionego nieco Piotra.
A ten po co tu przyszedł? syczeli.
Ale Piotr nawet nie spojrzał w ich stronę. Skoro został oficjalnie wezwany, znaczyło to, że miał tam prawo być. Wtedy adwokat zmarłego odczytał dokument.
Jan Wiśniewski w formie darowizny przekazał swój dom ukochanej żonie Basi, a każdemu z dzieci, w tym Piotrowi, przypadało po dużym mieszkaniu. Gdy tylko Tomek i Magda zrozumieli, że dostali dokładnie tyle samo co pasierb, wybuchła awantura.
Kim on w ogóle jest? krzyczała Magda, wbijając w Piotra palec. To obcy człowiek! Po co mu mieszkanie?! Wierzgała w gabinecie jak wiedźma na sabacie, rzucając przekleństwa i groźby pod adresem przyrodniego brata. Tomek zaś podszedł do adwokata i zapytał zgryźliwie:
Ciekawe, ile mu zapłacił? Da się to podważyć?
Ale prawnik szybko ostudził ich zapał:
Darowizna jest nieodwołalna, ale za pół roku zostanie odczytany testament dotyczący firmy. Wtedy będzie można spróbować go zakwestionować.
Dostawszy własne mieszkanie, Kasia z Piotrem byli w siódmym niebie. Teraz mogli spełnić prośbę ojczyma pomyśleć o dzieciach.
Piotra trochę martwiły wrogie zaczepki rodzeństwa, ale przez 30 lat życia zdążył już przywyknąć. Ciekawiło go tylko, dlaczego milczy matka. I oto wisienka na torcie Kasia powiedziała mu, że teściowa żąda, by zabrali do siebie matkę Jana.
Bez wahania Piotr zadzwonił do matki.
Natychmiast zabierz tę staruchę z mojego domu! wrzeszczała do słuchawki. Całe życie jej nie znosiłam, a teraz mam jej pieluchy zmieniać?
Zrobiło mu się strasznie żal babci. Tak wiele wysiłku włożyła w urządzenie ich rodzinnego domu. Wspierała syna, niańczyła wnuki, a teraz, gdy po udarze stała się bezradna, chciano ją wyrzucić jak niepotrzebny grat.
Piotr w milczeniu zebrał się i pojechał po Helenę Kowalską bo ona, tak jak ojczym, zawsze była dla niego dobra. Kasia tymczasem pospieszyła uprzątnąć z mieszkania zbędne rzeczy. Po chorobie starsza pani nie mogła chodzić i teraz poruszała się na wózku inwalidzkim. Trzeba było zrobić miejsce.
Tak



