Poznałem Alana rok temu. Zapewniał mnie o swojej lojalności i oddaniu, twierdząc, że jego uczucia wobec mnie są szczere. Naprawdę bardzo się do siebie upodabnialiśmy. Oboje mieliśmy za sobą nieudane małżeństwa. Potrzebowaliśmy wsparcia i zrozumienia. Wydawało mi się, że wzajemnie to znaleźliśmy. Ale okazało się, że Alan był tylko pasożytem, który chciał mnie wykorzystać na każdy możliwy sposób.
Moi przyjaciele ostrzegali mnie, żebym się nie śpieszył i nie zapraszał go od razu do siebie. Nie chciałem nikogo słuchać. Wcale mnie nie zdziwiło, że w wieku trzydziestu lat nie miał stałej pracy. Praktycznie był bezdomny. Nawet nie umiał prowadzić samochodu. Ale byłem tak zapatrzony w całą tę romantyczność, że nie myślałem racjonalnie. Myślałem emocjami, jak nastolatek.
Ale kiedy nie wrócił do domu pewnej nocy i rano nie znalazłem pieniędzy, wtedy dotarło do mnie, co się dzieje i obudziłem się. To cała historia.
Nawet próbowałem znaleźć mu pracę. Żył na mój koszt. Kupiłem mu ubrania. Odwiedzaliśmy razem różne miejsca w Warszawie: restauracje, centra handlowe, których nigdy wcześniej nie widział. Zachowywał się przyzwoicie. W stosunku do mojej rodziny i przyjaciół był uprzejmy i nie wszczynał kłótni. Szczerze wierzyłem, że się zmieni i weźmie życie w swoje ręce.
Jak się jednak okazało, myliłem się. Skończyła mi się cierpliwość. Wyrzuciłem go z mieszkania. Cały czas miał minę, jakby nic się nie stało i zamierzał zabrać ze sobą telefon, który mu kupiłem. Musiałem go upomnieć i powiedzieć, że może wziąć tylko to, z czym przyszedł.
Czy poczułem się zawiedziony? Jasne! Żal mi było całego roku zmarnowanego na Alana? Oczywiście! Ostatecznie kosztowało mnie to zbyt wiele i to dosłownie. Ten pasożyt po prostu mnie wykorzystał. Na przyszłość będę mądrzejszy.
Nie dajcie się nabrać tak jak ja. Bądźcie ostrożni i rozważni. Zawsze sprawdzajcie szczerość swojego partnera. Jeśli coś jest nie tak, nie wahajcie się zareagować zdecydowanie. Odpowiadajcie ludziom tak, jak na to zasługują.



