Raz przydarzyła mi się nieprzyjemna sytuacja. Zostałam sama w szpitalu. Mój mąż i ja żyliśmy w dobrych stosunkach, szanował mnie i kochał, chcieliśmy dziecka. Kiedy zaszłam w ciążę, Wiktor dosłownie nosił mnie na rękach. Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. Mąż kupował mi wszystko, co chciałam, spełniał wszystkie moje zachcianki. Pewnego dnia zachciałam zjeść tiramisu, a mąż przyniósł mi ten pyszny deser o trzeciej w nocy. Nie sądzę, że każdy wytrzymałby moje zachcianki. W ostatnim miesiącu ciąży Wiktor i ja wiedzieliśmy już, że urodzi nam się córka. Natychmiast wymyśliliśmy jej imię-Zofia.
To imię bardzo mi się podobało. Ostatni tydzień przed porodem, leżałam w szpitalu położniczym. Lekarz nakazał mi, aby pójść do szpitala, ponieważ miałam drobne problemy z nerkami. Zrobiłam wszystko tak, jak zlecił. Poszłam do szpitala i czekałam na najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Niestety moja aktywność porodowa była słaba, więc miałam cesarskie cięcie. Po znieczuleniu obudziłam się, a całe moje ciało było bardzo obolałe. Trudno było mi się poruszać i opiekować dzieckiem.
Mój mąż pomagał mi przez pierwsze dwa dni, a trzeciego dnia mogłam już wstać samodzielnie.
W dniu, w którym sama wstałam, mogłam wziąć córkę w ramiona i swobodnie chodzić po oddziale. Bardzo czekałam na przybycie męża. Myślałam, że będziemy razem cieszyć się, że już robię wszystko na własną rękę. Dzwoniłam do niego wiele razy, ale nie odebrał telefonu i nie przyszedł. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła, a ja zaczęłam się martwić, dlaczego mój mąż tak nagle zniknął, bo przecież wszystko było w porządku. Nadszedł dzień wypisu ze szpitala. Jedyną osobą, która przyszła mnie odebrać, była moja przyjaciółka Natalia. Tak bardzo chciałam, aby był tam mój mąż. Niestety tak się nie stało. Natalia przyszła na spotkanie ze mną, pogratulowała mi i wręczyła mi bukiet kwiatów, mówiąc, że przekazał je Wiktor. Ucieszyłam się, ale później zauważyłam karteczkę wsadzoną w środek bukietu. Było tam napisane: Żegnaj. Nie możemy być razem. Zakochałem się w innej.
Prawie zemdlałam po przeczytaniu tej wiadomości. Jak mógł mi to zrobić? Dałam mu córkę, kochałam go.
Po tym, jak Wiktor mnie opuścił, wpadłam w depresję. Nie miałam ochoty na nic, a jedyną radością i pociechą była dla mnie Zosia. Jestem ogromnie wdzięczna, że ją mam.
Pewnego dnia, kiedy szłam na spacer z córką, poczułam się bardzo źle. Zabrali mnie prosto z ulicy do szpitala, bo straciłam przytomność.
Lekarz mnie zbadał, a nad dzieckiem czuwała kobieta, która wezwała karetkę. Byłam w szoku po tym, co usłyszałam. Lekarz kazał mi przejść badania i stwierdził podejrzenie nowotworu.
Wszystko się potwierdziło. Zostały mi tylko dwa miesiące życia. Wiedziałam, że nic się nie zmieni, że nie wyzdrowieję, ale bardzo martwiłam się o córkę. Nie chciałam, aby trafiła do domu dziecka. Postanowiłam porozmawiać z przyjaciółką Natalią i podjęłam ważną decyzję. Opowiedziałam jej, co się stało i co mnie czeka. Natalia mnie wspierała. Poprosiłam ją, żeby nie opuściła mojej córki, kiedy mnie nie będzie. Poprosiłam Natalię o adoptowanie Zofi, aby dziewczynka żyła w szczęśliwej rodzinie.



