Została służącą Gdy Alwina postanowiła wyjść za mąż, syn i synowa byli w szoku i nie wiedzieli, jak zareagować na taką wiadomość. – Jesteście pewni, że chcecie tak radykalnie zmienić życie w tym wieku? – pytała Kasia, spoglądając na męża. – Mamo, po co takie nagłe decyzje? – denerwował się Rafał. – Rozumiem, że od lat jesteś sama i większość życia poświęciłaś na moje wychowanie, ale teraz wychodzić za mąż to głupota. – Jesteście młodzi, dlatego tak myślicie – odpowiadała spokojnie Alwina. – Mam sześćdziesiąt trzy lata i nikt nie wie, ile jeszcze nam zostało. Mam prawo przeżyć resztę życia z ukochaną osobą. – Nie spiesz się z papierami – próbował przemówić do rozsądku Rafał. – Znasz tego Jerzego dopiero parę miesięcy i już chcesz zmieniać wszystko w życiu. – W naszym wieku nie ma na co czekać, nie warto tracić czasu – mówiła Alwina. – I co mi do wiedzenia: jest starszy o dwa lata, mieszka z córką i jej rodziną w dużym mieszkaniu, ma dobrą emeryturę i działkę. – A gdzie zamierzacie mieszkać? – nie rozumiał Rafał. – My przecież mieszkamy razem, jeszcze jedna osoba się tu nie zmieści. – Nie martwcie się, Jerzy nie chce naszego metrażu, ja się przeprowadzę do niego – opowiadała Alwina. – Tam jest duże mieszkanie, z jego córką się dogadujemy, wszyscy są dorośli, więc powodu do konfliktów nie będzie. Rafał przejmował się, Katarzyna przekonywała go, by zaakceptowali decyzję matki. – Może jesteśmy po prostu egoistami? – zastanawiała się. – Oczywiście, wygodnie nam, że twoja mama nam pomaga i często siedzi z Kamilą. Ale ona ma prawo ułożyć sobie życie. Skoro ma taką szansę, nie powinniśmy jej przeszkadzać. – No dobra, ale po co się żenić? – nie rozumiał Rafał. – Wyobraź sobie jeszcze suknię ślubną, wesele z konkursami… – Ludzie starej daty, może tak czują się spokojniej i pewniej – tłumaczyła Kasia. Ostatecznie Alwina wyszła za Jerzego, poznanego przypadkiem na ulicy, i wkrótce zamieszkała w jego mieszkaniu. Na początku wszystko wydawało się w porządku, domownicy ją przyjęli, mąż nie sprawiał problemów i Alwina uwierzyła, że na starość wreszcie może być szczęśliwa. Jednak szybko wyszły pierwsze oznaki wspólnego życia w nowej rodzinie. – Może zrobi pani na kolację pieczeń? – pytała Inna. – Sama bym zrobiła, ale w pracy mam urwanie głowy, a pani ma dużo czasu. Alwina zrozumiała aluzję i wzięła na siebie gotowanie, a potem robienie zakupów, sprzątanie, pranie oraz obowiązkowe wypady na działkę. – Skoro jesteśmy małżeństwem, działka to nasz wspólny teren – oznajmił Jerzy. – Córka z zięciem nie mają czasu, wnuczka jeszcze mała, będziemy wszystko robić razem. Alwina nie protestowała, lubiła być częścią większej rodziny, gdzie panuje wzajemna pomoc. Z pierwszym mężem nie miała szczęścia – był leniwy, cwany, potem uciekł, gdy Rafał miał dziesięć lat. Od tamtej pory minęło już dwadzieścia lat i nie wiedzieli, co się z nim stało. Teraz wszystko zdawało się poprawne, a obowiązki jej nie męczyły. – Mama, czy jesteś pracownikiem na działce? – pytał Rafał. – Po każdej wycieczce ci ciśnienie skacze, masz to potrzebne? – Pewnie, że potrzebne, poza tym lubię to robić – tłumaczyła emerytka. – Z Jerzym wyhodujemy plon dla wszystkich, podzielimy się i z wami. Ale Rafał miał wątpliwości, bo przez kilka miesięcy nie zaproszono ich nawet na krótkie spotkanie. Rafał z Kasią sami zapraszali Jerzego, ten wiecznie nie miał czasu i sił. W końcu przestali się narzucać, uznając, że nowa rodzina nie jest skora do kontaktu. Pozostało im tylko mieć nadzieję, że matka jest szczęśliwa. Na początku tak było – Alwina cieszyła się z nowych obowiązków. Tylko ich ilość stale rosła, co zaczynało ją męczyć. Na działce Jerzy od razu narzekał na kręgosłup lub serce. Alwina układała go do odpoczynku, a sama robiła wszystko: nosiła gałęzie, grabiła liście i wynosiła śmieci. – Znowu barszcz? – krzywił się Antoni, zięć Jerzego. – Wczoraj był, myślałem, że dziś coś innego. – Nie zdążyłam nic innego ugotować, nawet po zakupy nie poszłam – tłumaczyła Alwina. – Cały dzień prałam firanki, wieszane z powrotem, zmęczyłam się i musiałam chwilę odpocząć. – Rozumiem, ale ja nie lubię barszczu – odsunął talerz zięć. – Jutro Ala urządzi nam prawdziwą ucztę – wtrącił Jerzy. I faktycznie, następnego dnia Alwina spędziła cały dzień w kuchni, by wieczorem wszystko zniknęło w pół godziny. Potem sprzątała, i tak codziennie. Niezadowolenie córki i zięcia narastało, a Jerzy stawał po ich stronie, obwiniając żonę. – Ale ja też nie jestem dzieckiem, męczę się i nie rozumiem, czemu wszystko mam robić sama? – nie wytrzymała po kolejnym protestach. – Jesteś moją żoną, więc pilnuj porządku w tym domu – przypominał Jerzy. – Jako żona mam nie tylko obowiązki, ale też prawa – rozpłakała się Alwina. Potem uspokajała się, starała się wszystkim dogodzić i troszczyć się o dom. Aż pewnego dnia wytrzymałość pękła. Tego dnia Inna z mężem wychodzili do znajomych, swoją córkę chcieli zostawić z Alwiną. – Niech mała zostanie z dziadkiem, albo pójdzie z wami, bo dziś mam spotkanie z moją wnuczką – mówiła Alwina. – Dlaczego wszyscy mamy się do ciebie dostosowywać? – wybuchnęła Inna. – Nie musicie, ale ja też nie muszę! – przypominała Alwina. – Moja wnuczka ma dziś urodziny, mówiłam wam jeszcze we wtorek. Nie dość, że nikt nie zwrócił na to uwagi, to chcecie mnie jeszcze zatrzymać w domu. – Tak nie wolno, naprawdę – zezłościł się Jerzy. – Inna ma plany, twoja wnuczka jest jeszcze mała, nic jej się nie stanie, jak pogratulujesz jutro. – Nie stanie się też nic, jeśli wszyscy pójdziemy do moich dzieci, albo ty zostaniesz z wnuczką, a ja wrócę później – postawiła warunki Alwina. – Wiedziałam, że z tego małżeństwa nic dobrego nie wyjdzie – prychnęła Inna. – Gotuje tak sobie, źle sprząta, myśli tylko o sobie. – Po tym wszystkim, co zrobiłam dla was przez te miesiące, ty tak myślisz? – zwróciła się do Jerzego. – Powiedz otwarcie, szukałeś żony czy służącej do spełniania wszystkich zachcianek? – Teraz nie masz racji, próbujesz zrobić ze mnie winnego – Jerzy nerwowo mrugał. – Nie wywołuj awantury bez powodu. – Zadałam proste pytanie i mam prawo usłyszeć odpowiedź – nie ustępowała. – Skoro tak mówisz, rób jak uważasz, ale u mnie takie podejście do obowiązków jest niedopuszczalne – odparł dumnie Jerzy. – W takim razie rezygnuję – powiedziała Alwina, zaczęła pakować rzeczy. – Przyjmiecie z powrotem nieudolną babcię? – taszczyła walizkę i prezent dla wnuczki. – Poszłam za mąż, wróciłam, już mi nie zależy, nie pytajcie, po prostu powiedzcie: przyjmiecie czy nie? – Oczywiście! – Katarzyna i Rafał rzucili się jej na szyję. – Twój pokój czeka, cieszymy się, że wracasz. – Tak po prostu się cieszycie? – chciała usłyszeć upragnione słowa. – A dlaczego jeszcze cieszyć się bliskimi? – nie rozumiała Kasia. Alwina już wiedziała, że nie jest służącą. Owszem, pomagała w domu i przy wnuczce, ale syn i synowa nigdy jej nie wykorzystywali. Tutaj była po prostu mamą, babcią, teściową, członkiem rodziny, a nie służącą. Na dobre wróciła do domu, złożyła wniosek o rozwód i próbowała nie myśleć o tym, co przeżyła.

Została służącą

Gdy Alicja oznajmiła, że wychodzi za mąż, mój syn Michał i jego żona Małgorzata byli zszokowani nowiną i zupełnie nie potrafili odpowiednio zareagować.

Jesteście pewni, że chcecie taką zmianę w tym wieku? zapytała Małgorzata, patrząc niepewnie na męża.

Mamo, po co ci takie nagłe decyzje? denerwował się Michał. Rozumiem, od lat jesteś sama, mnóstwo poświęciłaś na moje wychowanie, ale teraz ślub? To brzmi nierozsądnie.

Jesteście młodzi, dlatego tak myślicie odparła ze spokojem Alicja. Mam sześćdziesiąt trzy lata, nie wiadomo, ile mi jeszcze zostało. Ale mam prawo spędzić resztę życia z kimś, kogo kocham.

To nie śpiesz się z papierami próbował przekonać ją Michał. Znasz tego Edwarda parę miesięcy, a już chcesz zmieniać wszystko.

W tym wieku trzeba się spieszyć, czas umyka rozważała Alicja. Co tu jeszcze wiedzieć? Jest o dwa lata starszy ode mnie, mieszka z córką Anną i jej rodziną w dużym mieszkaniu, dostaje dobrą emeryturę, ma działkę pod Warszawą.

A gdzie planujecie mieszkać? nie rozumiał Michał. Przecież mieszkamy razem, nie ma miejsca dla jeszcze jednej osoby.

Nie martwcie się, Edward nie ma chrapki na nasze metry kwadratowe, przeprowadzam się do niego opowiadała Alicja. Mają duże mieszkanie, z Anną złapałam kontakt, jesteśmy dorosłymi ludźmi, nie będzie kłótni i awantur.

Michał się zamartwiał, Małgosia próbowała go przekonać, by zaakceptował decyzję matki.

A może jesteśmy po prostu samolubni? zastanawiała się. Wygodnie nam, że twoja mama pomaga, często siedzi z Zosią. Ale przecież ma prawo poukładać sobie życie. Skoro ma taką szansę, nie powinniśmy jej przeszkadzać.

No dobrze, mieszkać razem bym jeszcze zrozumiał, ale po co ślub? nie dowierzał Michał. Brakowałoby mi tylko teściowej w białej sukni i wesela z konkursami.

Są ze starszego pokolenia, może tak czują się bezpieczniej próbowała znaleźć uzasadnienie Małgorzata.

Ostatecznie Alicja wyszła za Edwarda, z którym poznała się przypadkiem na ulicy, i niedługo potem zamieszkała w jego mieszkaniu. Początkowo wszystko układało się dobrze domownicy ją zaakceptowali, mąż nie robił przykrości, Alicja uwierzyła, że na stare lata może zaznać szczęścia i cieszyć się każdym dniem.

Ale stopniowo pojawiały się pierwsze oznaki wspólnego życia w nowej rodzinie.

Czy mogłaby pani zrobić pieczeń na obiad? pytała Anna. Chętnie bym sama ugotowała, ale mam zawal w pracy, nie daję rady, a pani ma sporo wolnego czasu.

Alicja zrozumiała aluzję i wzięła na siebie gotowanie, które szybko przerodziło się w zakupy, sprzątanie mieszkania, pranie, a nawet jeżdżenie na działkę.

Skoro jesteśmy małżeństwem, działka jest wspólna powiedział Edward. Anna z mężem nie mają czasu, wnuczka jeszcze mała, wszystko będziemy robić razem.

Alicja nie miała nic przeciwko, podobało jej się być częścią dużej, wspierającej rodziny. Pierwszy mąż jej nie dał takiego szczęścia był leniwy i cwany, a potem uciekł, gdy Michał miał dziesięć lat. Od tego czasu minęło już dwadzieścia lat, nic o nim nie wiedzieli. Teraz wydawało się jej, że wszystko jest na swoim miejscu obowiązki nie były ciężarem, a zmęczenie nie budziło irytacji.

Mamo, co z ciebie za ogrodniczka na działce? próbował swoje mówić Michał. Po każdej wycieczce ciśnienie ci pewnie skacze, po co ci to?

Potrzebuję tego, poza tym sprawia mi to przyjemność odpowiadała emerytka. Z Edwardem wyhodujemy mnóstwo plonów, wszystkim wystarczy, z wami się podzielimy.

Michał miał jednak wątpliwości przez kilka miesięcy nikt ich nie zaprosił nawet na kawę. Michał z Małgosią sami zapraszali Edwarda, obiecywał, że przyjdzie, ale zawsze coś mu wypadało, nie miał czasu, chęci W końcu przestali się narzucać i pogodzili się z tym, że nowa rodzina niezbyt chce utrzymywać kontakt. Jedyne, czego chcieli, to żeby matka była szczęśliwa i wszystko u niej było dobrze.

Początkowo tak było, więc Alicja cieszyła się każdą domową czynnością. Ale z czasem obowiązków przybywało i zaczynała być coraz bardziej zmęczona. Edward po przyjeździe na działkę zawsze narzekał na plecy, albo na serce. Troskliwa żona kładła go do łóżka, a sama ciągała gałęzie, grabiła liście i wynosiła śmieci.

Znowu barszcz? wykrzywiał się Antoni, zięć Edwarda. Wczoraj był, myślałem, że dziś będzie coś innego.

Nie zdążyłam zrobić nic nowego, nawet po zakupy nie wyszłam tłumaczyła się Alicja. Prałam dziś wszystkie firanki i z powrotem wieszałam, zmęczyłam się i rozbolała mnie głowa, więc musiałam się położyć.

No rozumiem, ale ja nie przepadam za barszczem odsuwał talerz zięć.

Jutro Alicka zrobi nam prawdziwą ucztę dodawał Edward.

I faktycznie, następnego dnia Alicja spędziła cały dzień w kuchni, żeby wieczorem wszystko zniknęło ze stołu w pół godziny. Potem sprzątała, i tak w kółko. Niezadowolenie córki i zięcia z każdej drobnostki rosło, a Edward stawał po ich stronie i sugerował, że żona jest winna.

Nie jestem już młoda, męczę się i nie rozumiem, czemu mam wszystko robić sama odważyła się w końcu Alicja po kolejnym wybuchu pretensji.

Jesteś moją żoną, więc porządek w domu należy do ciebie przypominał Edward.

Jako żona mam nie tylko obowiązki, ale i prawo do godności rozpłakała się Alicja.

Po chwili ochłonęła, znów próbowała dogodzić wszystkim i utrzymać miłą atmosferę. Ale pewnego dnia pękła. Anna z mężem wybierali się do przyjaciół i chcieli zostawić córeczkę pod opieką Alicji.

Niech mała zostanie z dziadkiem albo idzie z wami, bo dziś idę do wnuczki, oznajmiła Alicja.

Niby dlaczego mielibyśmy się dostosować do ciebie? oburzyła się Anna.

Wcale nie musicie, ale ja też nic nie muszę przypomniała Alicja. Moja wnuczka ma dziś urodziny, mówiłam wam już we wtorek. Ignorujecie to, a jeszcze chcecie, żebym była przywiązana do domu.

No tak być nie może zdenerwował się Edward. Anna ma swoje plany, a twoja wnuczka jest jeszcze mała i nic jej się nie stanie, jeśli pogratulujesz jej jutro.

Nic się nie stanie, jeśli teraz pójdziemy we troje do moich dzieci albo zostaniesz z wnuczką, aż wrócę zdecydowanie odpowiedziała.

Wiedziałam, że twój ślub to zły pomysł rzuciła złośliwie Anna. Gotuje średnio, o czystość słabo dba, myśli tylko o sobie.

Po tym wszystkim, co tu zrobiłam, też tak myślisz? zapytała Alicja męża. Powiedz szczerze, szukałeś żony czy służącej do dogadzania wszystkim?

Teraz przesadzasz i próbujesz zrobić ze mnie winnego kręcił głową Edward. Nie rób afery bez powodu.

Zadałam proste pytanie i mam prawo usłyszeć odpowiedź nie ustępowała Alicja.

Skoro tak mówisz, rób jak uważasz, ale w moim domu takie podejście do obowiązków nie przejdzie uniósł się Edward.

W takim razie odchodzę powiedziała Alicja, zaczęła zbierać swoje rzeczy.

Przyjmiecie z powrotem kłopotliwą babcię? ciągnęła walizkę i prezent dla wnuczki. Wyszłam za mąż, wracam, więcej nie zamierzam, nie pytajcie, po prostu odpowiedzcie przyjmiecie czy nie?

Oczywiście rzucili Michał i Małgorzata. Twój pokój czeka, jesteśmy szczęśliwi, że wróciłaś.

I tak po prostu się cieszycie? chciała usłyszeć te słowa.

Po co jeszcze cieszyć się, jeśli nie z powrotu bliskiej osoby? uśmiechnęła się Małgosia.

W tej chwili Alicja poczuła, że nie jest służącą. Owszem, pomagała w domu i z wnuczką, ale nigdy nie była wykorzystywana syn i synowa nie nadużywali jej wsparcia, nie żerowali na niej. Tu naprawdę była mamą, babcią, teściową i członkiem rodziny, nigdy służącą. Alicja na zawsze wróciła do domu, sama złożyła pozew o rozwód i starała się już nie wspominać o tej historii.

Rate article
Fajna Tajna
Została służącą Gdy Alwina postanowiła wyjść za mąż, syn i synowa byli w szoku i nie wiedzieli, jak zareagować na taką wiadomość. – Jesteście pewni, że chcecie tak radykalnie zmienić życie w tym wieku? – pytała Kasia, spoglądając na męża. – Mamo, po co takie nagłe decyzje? – denerwował się Rafał. – Rozumiem, że od lat jesteś sama i większość życia poświęciłaś na moje wychowanie, ale teraz wychodzić za mąż to głupota. – Jesteście młodzi, dlatego tak myślicie – odpowiadała spokojnie Alwina. – Mam sześćdziesiąt trzy lata i nikt nie wie, ile jeszcze nam zostało. Mam prawo przeżyć resztę życia z ukochaną osobą. – Nie spiesz się z papierami – próbował przemówić do rozsądku Rafał. – Znasz tego Jerzego dopiero parę miesięcy i już chcesz zmieniać wszystko w życiu. – W naszym wieku nie ma na co czekać, nie warto tracić czasu – mówiła Alwina. – I co mi do wiedzenia: jest starszy o dwa lata, mieszka z córką i jej rodziną w dużym mieszkaniu, ma dobrą emeryturę i działkę. – A gdzie zamierzacie mieszkać? – nie rozumiał Rafał. – My przecież mieszkamy razem, jeszcze jedna osoba się tu nie zmieści. – Nie martwcie się, Jerzy nie chce naszego metrażu, ja się przeprowadzę do niego – opowiadała Alwina. – Tam jest duże mieszkanie, z jego córką się dogadujemy, wszyscy są dorośli, więc powodu do konfliktów nie będzie. Rafał przejmował się, Katarzyna przekonywała go, by zaakceptowali decyzję matki. – Może jesteśmy po prostu egoistami? – zastanawiała się. – Oczywiście, wygodnie nam, że twoja mama nam pomaga i często siedzi z Kamilą. Ale ona ma prawo ułożyć sobie życie. Skoro ma taką szansę, nie powinniśmy jej przeszkadzać. – No dobra, ale po co się żenić? – nie rozumiał Rafał. – Wyobraź sobie jeszcze suknię ślubną, wesele z konkursami… – Ludzie starej daty, może tak czują się spokojniej i pewniej – tłumaczyła Kasia. Ostatecznie Alwina wyszła za Jerzego, poznanego przypadkiem na ulicy, i wkrótce zamieszkała w jego mieszkaniu. Na początku wszystko wydawało się w porządku, domownicy ją przyjęli, mąż nie sprawiał problemów i Alwina uwierzyła, że na starość wreszcie może być szczęśliwa. Jednak szybko wyszły pierwsze oznaki wspólnego życia w nowej rodzinie. – Może zrobi pani na kolację pieczeń? – pytała Inna. – Sama bym zrobiła, ale w pracy mam urwanie głowy, a pani ma dużo czasu. Alwina zrozumiała aluzję i wzięła na siebie gotowanie, a potem robienie zakupów, sprzątanie, pranie oraz obowiązkowe wypady na działkę. – Skoro jesteśmy małżeństwem, działka to nasz wspólny teren – oznajmił Jerzy. – Córka z zięciem nie mają czasu, wnuczka jeszcze mała, będziemy wszystko robić razem. Alwina nie protestowała, lubiła być częścią większej rodziny, gdzie panuje wzajemna pomoc. Z pierwszym mężem nie miała szczęścia – był leniwy, cwany, potem uciekł, gdy Rafał miał dziesięć lat. Od tamtej pory minęło już dwadzieścia lat i nie wiedzieli, co się z nim stało. Teraz wszystko zdawało się poprawne, a obowiązki jej nie męczyły. – Mama, czy jesteś pracownikiem na działce? – pytał Rafał. – Po każdej wycieczce ci ciśnienie skacze, masz to potrzebne? – Pewnie, że potrzebne, poza tym lubię to robić – tłumaczyła emerytka. – Z Jerzym wyhodujemy plon dla wszystkich, podzielimy się i z wami. Ale Rafał miał wątpliwości, bo przez kilka miesięcy nie zaproszono ich nawet na krótkie spotkanie. Rafał z Kasią sami zapraszali Jerzego, ten wiecznie nie miał czasu i sił. W końcu przestali się narzucać, uznając, że nowa rodzina nie jest skora do kontaktu. Pozostało im tylko mieć nadzieję, że matka jest szczęśliwa. Na początku tak było – Alwina cieszyła się z nowych obowiązków. Tylko ich ilość stale rosła, co zaczynało ją męczyć. Na działce Jerzy od razu narzekał na kręgosłup lub serce. Alwina układała go do odpoczynku, a sama robiła wszystko: nosiła gałęzie, grabiła liście i wynosiła śmieci. – Znowu barszcz? – krzywił się Antoni, zięć Jerzego. – Wczoraj był, myślałem, że dziś coś innego. – Nie zdążyłam nic innego ugotować, nawet po zakupy nie poszłam – tłumaczyła Alwina. – Cały dzień prałam firanki, wieszane z powrotem, zmęczyłam się i musiałam chwilę odpocząć. – Rozumiem, ale ja nie lubię barszczu – odsunął talerz zięć. – Jutro Ala urządzi nam prawdziwą ucztę – wtrącił Jerzy. I faktycznie, następnego dnia Alwina spędziła cały dzień w kuchni, by wieczorem wszystko zniknęło w pół godziny. Potem sprzątała, i tak codziennie. Niezadowolenie córki i zięcia narastało, a Jerzy stawał po ich stronie, obwiniając żonę. – Ale ja też nie jestem dzieckiem, męczę się i nie rozumiem, czemu wszystko mam robić sama? – nie wytrzymała po kolejnym protestach. – Jesteś moją żoną, więc pilnuj porządku w tym domu – przypominał Jerzy. – Jako żona mam nie tylko obowiązki, ale też prawa – rozpłakała się Alwina. Potem uspokajała się, starała się wszystkim dogodzić i troszczyć się o dom. Aż pewnego dnia wytrzymałość pękła. Tego dnia Inna z mężem wychodzili do znajomych, swoją córkę chcieli zostawić z Alwiną. – Niech mała zostanie z dziadkiem, albo pójdzie z wami, bo dziś mam spotkanie z moją wnuczką – mówiła Alwina. – Dlaczego wszyscy mamy się do ciebie dostosowywać? – wybuchnęła Inna. – Nie musicie, ale ja też nie muszę! – przypominała Alwina. – Moja wnuczka ma dziś urodziny, mówiłam wam jeszcze we wtorek. Nie dość, że nikt nie zwrócił na to uwagi, to chcecie mnie jeszcze zatrzymać w domu. – Tak nie wolno, naprawdę – zezłościł się Jerzy. – Inna ma plany, twoja wnuczka jest jeszcze mała, nic jej się nie stanie, jak pogratulujesz jutro. – Nie stanie się też nic, jeśli wszyscy pójdziemy do moich dzieci, albo ty zostaniesz z wnuczką, a ja wrócę później – postawiła warunki Alwina. – Wiedziałam, że z tego małżeństwa nic dobrego nie wyjdzie – prychnęła Inna. – Gotuje tak sobie, źle sprząta, myśli tylko o sobie. – Po tym wszystkim, co zrobiłam dla was przez te miesiące, ty tak myślisz? – zwróciła się do Jerzego. – Powiedz otwarcie, szukałeś żony czy służącej do spełniania wszystkich zachcianek? – Teraz nie masz racji, próbujesz zrobić ze mnie winnego – Jerzy nerwowo mrugał. – Nie wywołuj awantury bez powodu. – Zadałam proste pytanie i mam prawo usłyszeć odpowiedź – nie ustępowała. – Skoro tak mówisz, rób jak uważasz, ale u mnie takie podejście do obowiązków jest niedopuszczalne – odparł dumnie Jerzy. – W takim razie rezygnuję – powiedziała Alwina, zaczęła pakować rzeczy. – Przyjmiecie z powrotem nieudolną babcię? – taszczyła walizkę i prezent dla wnuczki. – Poszłam za mąż, wróciłam, już mi nie zależy, nie pytajcie, po prostu powiedzcie: przyjmiecie czy nie? – Oczywiście! – Katarzyna i Rafał rzucili się jej na szyję. – Twój pokój czeka, cieszymy się, że wracasz. – Tak po prostu się cieszycie? – chciała usłyszeć upragnione słowa. – A dlaczego jeszcze cieszyć się bliskimi? – nie rozumiała Kasia. Alwina już wiedziała, że nie jest służącą. Owszem, pomagała w domu i przy wnuczce, ale syn i synowa nigdy jej nie wykorzystywali. Tutaj była po prostu mamą, babcią, teściową, członkiem rodziny, a nie służącą. Na dobre wróciła do domu, złożyła wniosek o rozwód i próbowała nie myśleć o tym, co przeżyła.