**Ułożyć sobie życie**
“Mamo, daj spokój, przecież Krzysztof mówił, że mnie kocha. Pobierzemy się, mamo” – Bronisława była spokojna jak nigdy.
“Jak mam się nie denerwować? Jesteś w ciąży, nie zamężna, jeszcze nie skończyłaś studiów, a twojego chłopaka nawet na oczy nie widziałam! Myślisz, że dziecko to zabawka? Niech ten Krzysztof natychmiast tu przyjdzie i spojrzy mi w oczy, gdy będzie obiecywał, że weźmie odpowiedzialność” – krzyczała Halina.
“Nie krzycz tak, myślałam, że ucieszysz się wnukiem. Zaraz przyprowadzę Krzysztofa, wraca z pracy. Mam klucz do jego pokoju w akademiku. Lepiej tam poczekam, bo jesteś nervowa” – powiedziała urażona Bronisława i wybiegła z domu, machając lekko torebką.
Halina chwyciła się za serce, ciężko opadła na stołek i spojrzała na portret męża.
“Oto ci mają, bez ojca!” – zwróciła się do portretu. – “Mieciu, dlaczego tak wcześnie nas zostawiłeś? Nie uchroniłam córki, Bronka nasza okazała się przedwcześnie dojrzała. A jeśli chłopak ją porzuci? Jak sobie poradzimy? Zarabiam grosze, a kto zatrudni Bronisławę w ciąży? Do końca studiów jeszcze pół roku. O Boże, co za nieszczęście!”
Halina wtuliła twarz w fartuch i rozpłakała się. Ciężar życia spadł na nią, gdy była jeszcze młoda. Mąż zginął w tartaku, gdy córka miała zaledwie dwa lata. Mieszkały na przedmieściach. Tylko jedyna przyjaciółka i sąsiedzi wiedzieli, jak ciężko wtedy było Halinie. Najlepsze kąski oddawała córeczce, a do tego musiała ciągnąć całe gospodarstwo. I teraz, gdy życie wreszcie się układało, córka zaskoczyła ją taką nowiną.
“Trzeba zagnieść ciasto na pierogi, w końcu zięć przyjdzie. Ech, Bronka, Bronka…”
Gdy stół był nakryty, Halina przebrała się w odświętną sukienkę i zabrała się za dzierganie skarpet, by przegonić nerwowe oczekiwanie.
W sieni zatrzaśnięto drzwi – to wróciła Bronisława. Matka spojrzała za nią, ale nikogo nie zobaczyła.
“A gdzie zięć? Zostawiłaś go za progiem?”
“Był i przepadł” – szlochała Bronisława. – “Zostawił mnie.”
“Jak to?!” – Halina osunęła się na krzesło.
“Tak! Zwolnił się z pracy, spakował rzeczy i wyjechał. Tak mówiła pani od akademika…”
Bronisława była zrozpaczona, łzy napływały do jej oczu. Nie planowała zostać samotną matką.
“Co mam teraz zrobić, mamo?”
Halina chciała powiedzieć, że przecież ostrzegała, ale się powstrzymała. Matczyne serce to nie kamień.
“Rodzić, co innego. Samo się nie rozwiąże. Kiedy się spodziewać?”
“W lipcu, zdążę obronić dyplom” – westchnęła Bronisława, gładząc brzuch.
…Bronisława urodziła w terminie. Była to dziewczynka, którą nazwała Weroniką. I tak zamieszkały we trzy, jak trzy siostry w starym domu.
Dziewczynka rosła zdrowa i radosna, patrząc na świat bystrymi oczkami. Halina uwielbiała wnuczkę, ale matka traktowała Weronikę z obojętnością. Dziewczynka, niczym ten oszust Krzysztof, miała rude loki i wielkie zielone oczy.
“Mama przyszła!” – sześcioletnia Weronika, zobaczywszy Bronisławę przez okno, biegła do drzwi, by się przytulić.
“Co mi przyniosłaś?” – zawisła na ramieniu matki, patrząc ufnie w jej twarz.
“Nic” – odparła zmęczona Bronisława.
“A dlaczego? Chcę loda! Obiecałaś wczoraj!”
“Zostaw! Jestem zmęczona!” – Bronisława zrzuciła Weronikę z kolan i wyszła do sypialni.
Dziewczynka stanęła pośrodku pokoju i rozpłakała się. Tak czekała na matkę, a ta ją odtrąciła. A w przedszkolu kazali narysować rodzinę. Weronika namalowała trzy osoby: siebie, mamę i babcię. Dzieci zaczęły się śmiać, że Weronika jest “bez tatusia”.
Halina rzuciła się uspokajać wnuczkę, ale fala smutku i rozpaczu przelała się przez dziewczynkę.
“Gdzie jest tata? Dlaczego mama jest zła?” – krzyczała Weronika.
Halina tylko przytuliła ją mocno.
“Nie wszyscy mają tatusiów, kochanie. Poradzimy sobie. Więcej placek dla nas. Chodź, kupimy lody.”
Weronika zaczęła się uspokajać.
“Dla mamy też?”
“Dla mamy też.”
W domu Haliny Dzień Kobiet zawsze obchodzono uroczyście. W końcu mieszkały tu same kobiety. Stół uginał się od jedzenia, Bronisława zapraszała koleżanki, wymieniały się prezentami. Ale tym razem zamiast przyjaciółek przyprowadziła mężczyznę. I nawet nie uprzedziła matki.
W drzwiach stanął elegancki mężczyzna w drogim garniturze, znacznie starszy od Bronisławy.
“Mamo, poznaj Jacka. Pracujemy razem, jest moim szefem. Wkrótce przenoszą go do innego miasta. Pobierzemy się.”
“Co?!” – Halina zamarła.
“O! To mój tata?” – Weronika, która wyglądała z pokoju i wszystko słyszała, była tak szczęśliwa, że zapomniała się przywitać.
“Nie, dziewczynko, nie jestem twoim tatą” – uśmiechnął się Jacek. – “Masz, przyniosłem ci lalkę.”
Weronika odwróciła się i nie wzięła zabawki. Nie podobał jej się ten człowiek.
Wieczór minął bez energii. Jacek nie starał się nikomu przypodobać, a Bronisława łasiła się do przyszłego męża, jednocześnie strofując córkę.
“Usiądź prosto! Co sobie o nas pomyśli wujek Jacek? Nie wierć się!”
Halina milczała, czując się nieswojo. Jacek za to rozkoszował się swoją wyższością nad biedakami, jak ich postrzegał. Weronika prawie nie jadła, patrząc ze strachem na matkę.
“Nasz oddział osiągnął świetne wyniki. Gratulujcie mi, wkrótce zostanę dyrektorem. Tylko że fabryka jest trzy tysiące kilometrów stąd. Trzeba się przeprowadzić. Bronisława jedzie ze mną. Czeka na nas dom z ogrodem.”
“Ja też pojadę? A przedszkole tam jest dobre?” – spytała Weronika.
Jacek milczał, znacząco spoglądając na Bronisławę. Ta zrozumiała i szybko zmieniła temat.
“MamoWeronika spojrzała na babcię, a Halina mocno ścisnęła jej dłoń, dając jej siłę, by zrozumiała, że prawdziwa rodzina to nie ci, którzy odchodzą, lecz ci, którzy zostają.



