Żona spakowała rzeczy i zniknęła bez śladu
Daj spokój, Ola, przestań udawać świętą. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Kobiety przecież szybko przechodzą złość, pokrzyczy i jej przejdzie. Najważniejsze, że osiągnęliśmy cel mamy syna, ród się ciągnie, a to się liczy.
Oliwia nic nie odpowiedziała.
Piotrek odezwała się ciszej, zbliżając się do brata tydzień temu powiedziałeś mi, że załatwiłeś sprawę z ciążą Kasi. Co miałeś na myśli?
Piotr odłożył widelec i rozparł się na krześle.
Co miałem na myśli? To, co słyszałaś. Przez pięć lat mi zawracała głowę. Nie jestem gotowa, kariera ważniejsza, jeszcze przyjdzie czas.
A kiedy niby miał ten czas nadejść? Mam 32 lata, Oliwia. Zawsze chciałem mieć syna, normalną rodzinę, jak wszyscy. No więc… podmieniłem jej tabletki.
Oliwia zaniemówiła.
Powiedziałeś jej to? Kiedy?
W dzień, gdy się wyprowadziła mruknął. Wtedy zaczęła wrzeszczeć. To powiedziałem, żeby przywykła, że sama tego chciała, a ja tylko pomogłem.
Liczyłem, że ochłonie, zrozumie, że już nie ma wyjścia. A ona… jakaś nienormalna. Złapała torbę i wybiegła z domu.
***
Na kuchennym stole, tuż obok sterty brudnych butelek po mleku, leżała zapomniana przez brata szczotka do włosów.
Oliwia patrzyła na nią, aż złość w niej wrzała. Czemu zawsze musi być taki bałagan?!
W pokoju obok wreszcie ucichł dzieciak, ale cisza była złudna minie godzina, może dwie i koncert rozpocznie się od nowa.
Poprawiła szlafrok i chwyciła za czajnik. Zaledwie miesiąc temu odbierali Kasię, szwagierkę, ze szpitala po porodzie. Piotrek wtedy całą drogę się śmiał, biegał za pielęgniarkami z wielkimi bukietami, a Kasia… wyglądała jakby ją prowadzili na ścięcie.
Oliwia uznała, że to tylko zmęczenie pierwsze dziecko, hormony, wiadomo jak jest. A powinna wtedy poczuć, że coś się dzieje.
Drzwi wejściowe trzasnęły brat wrócił z pracy. Wszedł od razu do kuchni, poprawiając krawat, i pierwsze co zrobił, to zanurkował do lodówki.
Jest coś do jedzenia? rzucił bez spojrzenia na siostrę.
W garnku są makaron i parówki. Odgrzałam.
Piotrek, młody dopiero co zasnął. Bądź ciszej, okej?
Piotrek parsknął, wyjmując talerz.
Padam, Ola. Cały dzień na nogach, klienci wykończyli mnie psychicznie.
Jak Kajtek?
Kajtek to twój syn Oliwia mocniej niż zamierzała postawiła kubek na stole. Nazywa się Bartek. I płakał trzy godziny bez przerwy. Brzuch go boli.
Dasz radę, jesteś kobietą, macie to we krwi Piotrek wzruszył ramionami, siadając do stołu. Mama z nami przecież też sama się męczyła, kiedy tata pracował za granicą miesiącami.
Oliwię aż skręcało. Najchętniej cisnęłaby w niego tym talerzem.
Mieszkała tu tymczasowo, do momentu aż nie ogarnie długów za wynajem swojego studia, ale w ciągu dwóch tygodni zmieniła się w darmową nianię, kucharkę i sprzątaczkę.
A Piotrek zachowywał się, jakby nic się nie stało. Jakby jego żona właśnie nie spakowała się i nie zniknęła z niewiadomych powodów.
Kasia dzwoniła? zagadnęła Oliwia, patrząc jak Piotrek łapczywie je kolację.
W tej chwili zamarł z widelcem w ustach, twarz na chwilę ściemniała.
Nie odbiera. Odrzuca połączenia. Wariatka, nie? Zostawić dziecko Na to tylko baba może wpaść…
Wkurza się, że podmieniłem jej tabletki. Chciałem, żeby szybciej zaszła w ciążę.
Ty draniu powiedziała cicho Oliwia.
Słucham?! wytrzeszczył na nią oczy. Robiłem to dla rodziny! Ja pracuję, kasę do domu przynoszę!
A ona syna rzuciła! Kto tutaj jest winny?
Zabrałeś jej wybór Oliwia wstała. Oszukałeś kobietę, którą rzekomo kochasz.
Co miała zrobić? Powiedzieć: Dzięki, kochanie, że mi rozwaliłeś życie?
Nie zaczynaj machnął ręką Piotrek. Odpokutuje, ochłonie. Przecież nie odejdzie, dziecko tutaj, rzeczy tutaj.
Skończą się jej pieniądze, wróci jak ta lala. A na razie… no, pomożesz mi, co? Serio nie mam teraz czasu na zajmowanie się Bartkiem, zbliża się zamknięcie miesiąca.
Oliwia nie odpowiedziała. Odeszła do dziecięcego pokoju.
Bartek już spał, malutkie piąstki zacisnął mocno. Oliwia patrzyła na niego i aż serce jej pękało.
Tu z jednej strony był ten maleńki, bezbronny człowieczek, co niczemu nie zawinił. Z drugiej Kasia zagoniona w pułapkę.
Chciało się płakać i za jednym, i za drugim…
Wyjęła telefon, włączyła Messengera Kasia była online kilka minut wcześniej. Oliwia długo pisała, kasowała, pisała od nowa.
Kasia, tu Ola. Nie proszę, żebyś wracała. Chcę tylko wiedzieć, czy jesteś bezpieczna.
I… nie daję tu sama rady. Pogadajmy po prostu, okej? Bez krzyków.
Odpisała po dziesięciu minutach.
Jestem w hotelu. Za trzy dni jadę służbowo do Gdańska na trzy tygodnie.
To było zaplanowane zanim dowiedziałam się… zresztą, już dawno. Wrócę składam papiery o rozwód. Bartka nie porzucam, Ola.
Tylko teraz nie mogę tam być. Nie dam rady patrzeć na niego, bo widzę w nim Piotrka!
Oliwia westchnęła.
Rozumiem. Naprawdę. Piotrek mi wszystko już powiedział.
No i co? Jest z siebie dumny?
Coś w tym stylu. Przekonany, że wrócisz.
Niech sobie marzy. Ola, jak już nie będziesz dawać rady, powiedz. Znajdę kogoś do opieki, będę ci wysyłać pieniądze. Ale do niego nie wrócę. Nigdy.
Oliwia odsunęła telefon i ciężko westchnęła. Musiała szukać pracy, ogarnąć swoje sprawy i długi… Ale nie potrafiła zostawić Bartka na łaskę Piotrka, który nie wiedział, z której strony zabrać się do pieluch.
***
Przez kolejne trzy dni istniał tylko koszmar.
Piotrek wracał późno, jadł, od razu szedł spać.
Na wszelkie prośby o pomoc z Bartkiem rzucał: Jestem padnięty lub Ty lepiej wiesz, co robić.
Którejś nocy Bartek zanosił się tak potwornym płaczem, że Oliwia nie wytrzymała.
Poszła do pokoju brata, zapaliła światło.
Wstawaj powiedziała lodowatym głosem.
Piotrek zakrył głowę poduszką.
Daj spokój, muszę wstać o szóstej.
Mam to gdzieś. Idź i uśpij syna. Chce jeść, a ja nie mogę już nawet go nakarmić, trzęsą mi się ręce ze zmęczenia.
Oszalałaś?! usiadł w łóżku, rozczochrany i zły. Jesteś tu po to, żeby mi pomagać! Dach nad głową, prąd, woda wszystko płacę!
Czyli jestem tu gosposią? wybuchła Oliwia.
Na to wygląda wymamrotał. Kasia wróci, to odpoczniesz. Na razie pracuj.
Oliwia wyszła bez słowa.
Nie spała już tamtej nocy. Siedziała w kuchni, tuliła Bartka w ramionach i myślała, jak ukarać Piotrka za jego bezczelność.
Rano, gdy wyszedł do pracy, napisała znów do Kasi.
Musimy się spotkać. Dzisiaj, póki jego nie ma. Proszę.
Kasia się zgodziła.
Umówiły się w małym parku niedaleko bloku.
Kasia wyglądała strasznie: blada, podkrążone oczy, wyraźnie schudła.
Podeszła do wózka, długo patrzyła na śpiącego Bartka. Ręce jej się trzęsły.
Ale wyrósł szepnęła. Przez dwa tygodnie tak się zmienił…
Kasia, on cię nawet nie rozpoznaje powiedziała delikatnie Oliwia.
Wiem załkała Kasia, chowając twarz w dłoniach. Nie jestem potworem. Może nawet go kocham, gdzieś głęboko czuję, że to moje dziecko.
Ale nie dam rady żyć z Piotrkiem, spać obok faceta, który tak podle mnie oszukał… nawet oddychać przy nim nie mogę bez bólu.
A jeśli nie z Piotrkiem? zapytała Oliwia.
Kasia uniosła głowę zaskoczona.
Co masz na myśli?
On jest przekonany, że nigdzie nie pójdziesz. Myśli, że należycie do niego z Bartkiem. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: jemu nie zależy na dziecku. Dla niego liczy się tylko fakt, że ma syna, który przedłuża nazwisko. On nawet nie wie, ile mleka do butelki wsypać. Zarządzanie rodziną to dla niego nowy projekt, nie uczucie.
Więc co proponujesz?
Jedź na tę delegację powiedziała stanowczo Oliwia. Odpocznij, wróć do sił. Ja zostanę z Bartkiem te trzy tygodnie.
W tym czasie przygotuję papiery do rozwodu i przemyślimy plan działania.
Jaki plan?
Rozprawa o rozwód i podział opieki. Nie musisz do niego wracać. Wynajmiesz mieszkanie, pomogę ci przeprowadzę się, będę z Bartkiem zostawać, jak będziesz pracować.
Już mam parę zleceń zdalnych, w końcu wyjdę na prostą. Poradzimy sobie bez niego.
Kasia patrzyła na nią ze łzami w oczach, nie dowierzając.
Pójdziesz przeciwko swojemu bratu?
Jest mi bratem, ale zachował się podle. Nie chcę być wspólniczką w jego oszustwie.
On myśli, że jestem po jego stronie, bo nie mam gdzie iść. Myli się.
Kasia długo milczała, śledząc promień słońca na wózku.
A co z nim? Nie odda Bartka bez walki, będzie skandal.
Będzie przytaknęła Oliwia. Mamy jednak asa. Sam się przyznał, że podmienił tabletki. Jak to wyjdzie podczas rozwodu, sądu, ze mną jako świadkiem… Opowiem wszystko. I o tym, jak naprawdę pomaga w domu.
On nie chce dziecka, Kasia. Potrzebuje kogoś, kogo mógłby kontrolować.
Jak się przekona, ile obowiązków kosztuje Bartek, sam się podda. Łatwiej mu będzie udawać porzuconego ojca-bohatera przed kolegami niż naprawdę być tatą.
Pierwszy raz od dawna Kasia uśmiechnęła się słabo.
Ale z ciebie twardzielka, Ola.
Życie mnie zmusiło westchnęła. No co, dogadane?
Tak. Dziękuję ci.
Trzy tygodnie minęły błyskawicznie.
Piotrek z każdym dniem był coraz bardziej nie do zniesienia, zauważył w końcu, że siostra już nie leci z talerzem, gdy tylko przekracza próg mieszkania.
Kiedy Kasia wraca? rzucił pewnego wieczoru, rzucając teczkę na kanapę.
Jutro odparła Oliwia, tuląc Bartka.
Wreszcie! Może pójdziemy do jakiejś porządnej restauracji, mam już dość twojego makaronu.
Muszę jej prezent kupić, żeby się nie czepiała. Pierścionek… Albo kolczyki. Kobiety to lubią.
Oliwia spojrzała na niego z nieskrywaną niechęcią.
Serio myślisz, że pierścionek wszystko naprawi?
No przecież, Ola Piotrek próbował ją poklepać po ramieniu, ale się odsunęła. Skończ już z tym moralizowaniem, będzie dobrze! Kobiety są wyrozumiałe, pokrzyczy i się uspokoi. Ważne, że mamy syna, czego tu więcej chcieć?
Oliwia milczała.
***
Następnego ranka Kasia przyjechała, gdy Piotrek był w pracy. Nawet nie weszła do mieszkania, czekała w samochodzie na dole. Oliwia już miała spakowane wszystkie rzeczy Bartka, własną walizkę i najważniejsze drobiazgi.
Musiała zejść na dół aż trzy razy, żeby wszystko znieść. Bartek zasnął w foteliku.
Zostając na chwilę sama w mieszkaniu, zostawiła klucze na kuchennym stole, dokładnie tam, gdzie leżała trzy tygodnie temu szczotka Piotrka. Obok położyła kartkę.
Piotrek, wyprowadzamy się. Nie szukaj Kasi, odezwie się przez adwokata. Bartek jest z nią. Ja też.
Chciałeś rodziny, ale zapomniałeś, że rodzina opiera się na zaufaniu, a nie manipulacji.
Makaron masz w lodówce. Poradzisz sobie sam.
Odjechali.
Kasia wynajęła malutkie, ale bardzo przytulne mieszkanie na drugim końcu Poznania. Początki były ciężkie Bartek grymasił w nowym miejscu, Kasia raz po raz popłakiwała, a telefon Oliwii nie przestawał dzwonić. Brat krzyczał przez słuchawkę, groził, wyklinał, straszył sądem, odbieraniem dziecka, zostawieniem na lodzie.
Oliwia przyjęła to wszystko spokojnie.
Wytrzymały.
Po kilku dniach Piotrek się uspokoił, a potem zniknął z radarów.
Rozwód z Kasią przeszedł przez sąd. Na sprawie ani słowem nie zająknął się, że chce sam wychowywać syna.
Oliwia miała rację brat nie chciał się użerać, wolał zapłacić alimenty i szukać spokoju.
Nawet nie nalegał na spotkania z Bartkiem, bo to już nie był jego projekt.



