Dziennik, 8 maja
Zastanawiam się czasem, jak daleko można się zaplątać w sprawy sercowe. Właściwie nigdy nie zależało mi na poznaniu rodziców Michała. Po co mi to było? Nie zamierzałam przecież z nimi mieszkać, a od jego ojca, o którym mówią, że całkiem dobrze sobie radzi finansowo, raczej nic dobrego i tak bym nie dostała poza problemami i podejrzeniami.
Ale skoro już postanowiłam trzeba było grać do końca.
Wybrałam prostą sukienkę, bez przesady, by wyjść na sympatyczną, zwyczajną dziewczynę.
Wizyty u rodziców narzeczonego bywają trudne, a kiedy oboje są przebiegli i inteligentni, to już wręcz test na przetrwanie.
Michał próbował mnie uspokoić przed wejściem do domu rodziców w Gdańsku:
Nie stresuj się, Adelo, naprawdę. Tata wydaje się ponury, ale dogadany. Nic ci nie zrobią. Pokocha cię. Tata jest trochę dziwny, ale mama to zupełnie inna bajka dusza towarzystwa zapewniał, ściskając mnie za rękę.
Uśmiechnęłam się tylko, poprawiając kosmyk włosów za ucho. Tata ponury, mama dusza towarzystwa? Ciekawe połączenie. Prawie się uśmiechnęłam do siebie.
Dom też nie zrobił na mnie wrażenia, widziałam już wiele bardziej okazałych.
Przyjęli nas od razu.
Nie denerwowałam się. Po co? Ludzie jak ludzie. Teresa, mama Michała, z tego co już wiedziałam, odkąd pamiętam prowadzi dom, czasem jeździła z koleżankami do sanatorium, ale to wszystko. Ojciec Stanisław Zawadzki podobno mało wylewny. Swoją drogą, to nazwisko wydało mi się znajome
Uśmiechałam się, wchodząc do środka, a wtedy zamarłam.
To koniec przemknęło mi przez głowę. Matki Michała nie kojarzyłam, ale ojca rozpoznałam od razu. Spotkaliśmy się już kiedyś. Trzy lata temu, nie często, ale z obopólną korzyścią. W barach, hotelach, restauracjach. Żona Stanisława i jego syn Michał nie mieli o tym pojęcia.
Sprawa się rypła.
Stanisław także mnie poznał. Przez sekundę spojrzał na mnie z błyskiem w oczach, takim, który można było odczytać i jako zdziwienie, i jako ostrzeżenie lecz nie odezwał się słowem.
Michał, niczego nieświadomy, wprowadzał mnie w swój świat:
Mamo, tato, poznajcie Adelę. Moja narzeczona. Miała wcześniej być, ale jest bardzo nieśmiała.
Aż żal, że nie widzieliście wtedy miny Stanisława.
Przywitał się stanowczo, ściskając mi dłoń mocno, aż nazbyt mocno.
Bardzo mi miło, pani Adelo powiedział z ledwo dostrzegalną nutką Może złości, a może ostrzeżenia? Trudno było odgadnąć.
Czekałam, czy zaraz nie zdecyduje się zdradzić kim jestem. Adrenalina aż mi zawrzała w żyłach.
Mnie również miło, panie Stanisławie odpowiedziałam spokojnie, ukrywając rozbiegane myśli.
Ale nic.
Podsunął mi krzesło, cały czas z tą swoją sztuczną uprzejmością.
Pewnie postanowił wyczekać na odpowiedni moment, żeby mnie skompromitować.
Chwilę czekałam, ale nie zrobił nic. Wtedy mnie olśniło przecież dla niego wyjawienie prawdy to strzał we własną stopę. Musiałby się sam przyznać przy żonie.
Gdy ochłonęłam, atmosfera zrobiła się całkiem swobodna. Teresa rozpływała się w opowieściach o dzieciństwie Michała, a Stanisław jawnie słuchał mnie z zainteresowaniem, zadając pytania o moją pracę (zabawne, bo przecież dobrze wiedział, ile wiem i robię). Jego ironiczne wtrącenia już mnie nie ruszały. Kilka razy nawet żartował, i sama się zdziwiłam, gdy śmiałam się razem z nim, choć tylko my rozumieliśmy prawdziwy sens jego słów.
Na przykład, gdy spojrzał na mnie z uśmiechem i rzucił:
Wie pani, Adelo, przypomina mi pani pewną byłą koleżankę. Też potrafiła rozmawiać z każdym, była bardzo sprytna.
Z uśmiechem odpowiedziałam:
Każdy ma swój talent, panie Stanisławie.
Michał patrzył na mnie rozkochany jak wierny pies, nie dostrzegał podtekstów. Serio mnie kochał. Aż żal dla niego.
Później, gdy rozmawialiśmy o podróżach, Stanisław wciąż patrząc mi prosto w oczy zaczął:
Osobiście wolę odludne miejsca. Spokój, cisza, dobra książka. A pani, Adelo, gdzie się pani najlepiej czuje?
Podchwyciłam grę.
Uwielbiam gwar i ludzi, wśród śmiechów i rozmów, choć czasem za dużo uszu bywa niebezpieczne ripostowałam spokojnie.
Tu kątem oka zauważyłam, że Teresa lekko spochmurniała, ale zaraz odgoniła złe myśli.
Stanisław wiedział, że nie jestem osobą, która szukała ciszy. I wiedział dlaczego.
Wieczorem, gdy wychodziliśmy spać, Stanisław uściskał syna.
Michał, dbaj o nią. To wyjątkowa kobieta.
W jego głosie zabrzmiał jednocześnie komplement i kpina, której raczej nie usłyszał nikt poza mną.
Niemal zadrżałam, gdy określił mnie wyjątkową.
***
W nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, rozważając, co dalej, i jak wytrzymać z nową wiedzą. Przeczuwałam, że Stanisław też raczej nie spał. On przez to zaskakujące spotkanie, ja przez rozmowę, która nas czekała. I przez wszystko inne.
Cicho wstałam, narzuciłam domową bluzę na piżamę i zeszłam na dół. Niby przypadkiem robiłam trochę hałasu, wystarczająco, by obudzony ktoś usłyszał. Wyszłam na werandę. Stanisław naprawdę przyszedł po chwili.
Problemy z zaśnięciem? zapytał, podchodząc bezszelestnie.
Tak, nie mogę zmrużyć oka odparłam.
Delikatny wiatr przyniósł zapach znanych mi doskonale perfum.
Patrzył na mnie długo.
Powiedz, Adelo, czego właściwie chcesz od mojego syna? od razu zniknęła cała maska uprzejmości Doskonale wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja było w twoim życiu. I wiem, że zawsze chodziło ci o pieniądze. Nawet nie ukrywałaś tego. Byłaś bardzo konkretna. Czego szukasz w Michale?
Nie zamierzałam być grzeczna, skoro on też nie był.
Kocham go, panie Stanisławie. A co, nie wolno?
Nie uwierzył.
Ty? Miłość? To śmieszne. Wiem, kim jesteś. Powiem Michałowi. Powiem mu, co robiłaś, kim naprawdę jesteś. Zobaczymy, czy wtedy się z tobą ożeni.
Zbliżyłam się, stojąc tuż obok.
Powiedz, Stanisławie. Wtedy żona też dowie się o naszym małym sekrecie.
To
To nie szantaż, tylko zwykła wzajemność. Jeśli zdradzisz nasze spotkania, wyjdzie wszystko. Ja opowiem resztę.
To nie to samo
Tak myślisz? Swojej Teresie powiesz to bez problemu?
Stanisław się zaciął. Miałam rację. Mógł przegrać wszystko żonę, dom, pieniądze. Przecież Teresa bardzo ceniła wierność.
Wiesz, że nie żartuję rzuciłam.
Zrezygnowany syknął:
Dobrze. Nikomu nic nie powiem. Ty tak samo. Zapomnijmy.
Byłam spokojna. On straciłby więcej, niż ja.
Zgoda, panie Stanisławie.
Następnego ranka pożegnaliśmy się z rodzicami Michała. Stanisław patrzył na mnie z nienawiścią, a Teresa już nazywała mnie córeczką. Stanisław aż drgnął na te słowa.
Trzęsło go, że nie może ostrzec syna przed fałszywą żoną, ale nie chciał sam się pogrążyć. Gdyby Teresa go zostawiła, straciłby nie tylko rodzinę, ale i połowę majątku. Michał pewnie też by mu nie wybaczył
Później pojechaliśmy tam jeszcze raz, na dwa tygodnie, podczas wakacji.
Stanisław unikał mnie jak ognia, tłumacząc się pracą i obowiązkami. Jednak pewnego dnia, gdy był sam w domu, dopadła go ciekawość. Zakradł się do mojej torebki. Liczył, że znajdzie coś, co mu pomoże.
Buszował, przeglądał kosmetyczkę, terminarz, notatnik. I nagle test ciążowy. Dwie wyraźne kreski.
Myślałem, że katastrofa to ślub mojego syna z tobą Ale prawdziwa katastrofa to to! mruknął, ale nie zdołał zamknąć torebki, bo już weszłam do pokoju.
Niezbyt miło grzebać w cudzych rzeczach, panie Stanisławie skwitowałam z przekąsem, lecz nie byłam zdziwiona.
Nie zaprzeczał.
Jesteś w ciąży z Michałem?
Powoli podeszłam, zabrałam torebkę i patrząc mu w oczy, powiedziałam:
Chyba właśnie popsuł pan sobie niespodziankę.
Był wściekły. Teraz już wiedział, że nie odczepi się ode mnie. Teraz wyjawienie prawdy byłoby katastrofą dla wszystkich. Musiał milczeć, choć bolało go to niewyobrażalnie.
***
Minęło dziewięć miesięcy i kolejne pół roku.
Michał i ja wychowywaliśmy córeczkę Zosię.
Stanisław prawie w ogóle do nas nie przyjeżdżał. Nie patrzył na mnie, nie rozmawiał. Zosię traktował jak powietrze. Bał się mnie. Bał się mojego chłodu wobec Michała i mojej przeszłości.
Znów
Teresa wybierała się do nas w odwiedziny.
Stachu, jedziesz ze mną?
Nie, boli mnie głowa.
Znowu? Powinieneś się zbadać.
Po prostu jestem zmęczony, jedź sama wykręcał się, łykając nawet leki.
Nie mógł mnie znieść, ani udawać, ani powiedzieć prawdy.
Tego wieczora nie miałam spokoju. Leżał, czytał, rozmyślał.
W końcu zauważył, że Teresy nie ma w domu, a było już po jedenastej. Telefon milczał. Zadzwonił do Michała.
Michał, wszystko w porządku? Mama już wróciła? Bo jej nie ma
Tato, ostatnią osobą, z którą chciałbym teraz rozmawiać, jesteś ty.
I odłożył słuchawkę
Już miał się ubierać, gdy nagle podjechało auto. Samochód Adeli. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka.
Po co tu przyjechałaś? Co się stało? rzucił, prawie mną potrząsając.
Usiadłam sobie spokojnie, nalałam wina i powiedziałam:
Katastrofa, panie Stanisławie.
Jaka katastrofa?!
Nasza wspólna. Michał odkrył na stronie jednej knajpy nasze zdjęcia sprzed czterech lat. Z imprezy w Edenie, pamięta pan? Chciał nam coś zamówić na rocznicę i znalazł galerię. Wrzucili wszystko! Wkurzony do granic. Teresa chce się rozwieść. I ja chyba też z jego synem, tak na marginesie, zgodnie z pana marzeniami rzuciłam ponuro.
Usiadł, zbladł.
Po co przyjechałaś tutaj?
Chciałam uciec na wieczór uśmiechnęłam się krzywo. W domu chaos. Zosia z opiekunką. Może się pan napije?
Podałam mu wino, jego własne.
Siedzieliśmy na werandzie, pijąc w milczeniu, wsłuchani tylko w brzęczenie nocnych chrząszczy.
To przez ciebie wszystko powiedział wreszcie Stanisław.
Kiwnęłam głową, wpatrzona w kieliszek.
Owszem.
Nie do zniesienia jesteś.
Może i tak.
Nawet ci nie żal Michała.
Żal, ale siebie bardziej.
Ty kochasz tylko siebie.
Nie przeczę.
Nagle złapał mnie za brodę, spojrzał w oczy.
Wiesz, że nigdy cię nie kochałem wyszeptał.
Wcale mnie to nie dziwi.
***
Rano, gdy Teresa w końcu przyszła, w nadziei na pogodzenie, nawet kosztem własnych nerwów, zastała mnie razem ze Stanisławem śpiących na sofie.
Kto tam? mruknęłam, przecierając oczy.
Ja odpowiedziała Teresa, patrząc, jak wali się jej świat.
Spojrzałam na nią spokojnie, niemal z uśmiechem. Stanisław obudził się chwilę później, ale za żoną nie pobiegł.



