Żona i teść Karina tylko udawała, że chce poznać rodziców Vadima. Po co miałaby to robić? Przecież nie zamierza z nimi zamieszkać, a od jego ojca – ponoć majętnego – poza problemami i podejrzliwością i tak niczego nie dostanie. Ale skoro już zdecydowała się wyjść za mąż, musiała grać do końca. Karina wystroiła się, lecz dość skromnie, by sprawiać wrażenie miłej dziewczyny. Spotkanie z rodzicami narzeczonego to zawsze wielka sprawa pełna ukrytych pułapek, a spotkanie z mądrymi rodzicami – to już prawdziwa próba charakteru. Vadim sądził, że Karina potrzebuje wsparcia: – Nie martw się, Karina, nie denerwuj się. Tata jest raczej ponury, ale da się dogadać. Niczego strasznego ci nie powiedzą. I na pewno cię polubią. Tata jest trochę dziwny, ale mama – dusza towarzystwa – zapewnił ją pod drzwiami rodzinnego domu. Karina tylko się uśmiechnęła, odgarniając niesforne pasmo włosów z ramienia. A więc tata ponury, mama dusza towarzystwa… Wyborne połączenie. Uśmiechnęła się do siebie. Dom nie zrobił na niej wrażenia. Bywała w bogatszych. Przywitali ich od razu. Karina nie była szczególnie spięta. Czego tu się bać? Ludzie jak ludzie. Pani Nina, jak już słyszała od Vadima, od lat gospodyni domowa, czasem jeździ z koleżankami na różne wycieczki, ale nic bardzo nadzwyczajnego. Ojciec, pan Walerian, ponoć mało radosny człowiek, ale za to milczący. Jego imię wydało się jej znajome… Przywitali ich… I Karina znieruchomiała na progu. To koniec… Przyszła teściowa była jej zupełnie obca, za to przyszłego teścia rozpoznała z miejsca… Widzieli się już. Trzy lata temu. Może niezbyt często, ale bardzo „owocnie”. W barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście, nikt z rodziny Waleriana nie miał o tym pojęcia. No to pięknie. Walerian rozpoznał ją również. W jego oczach pojawił się błysk, który mógł znaczyć zaskoczenie, szok albo… coś bardziej mrocznego, jakieś knowania, ale zachował milczenie. Vadim, nic nie podejrzewając, z radością przedstawił ją rodzicom. – Mama, tato, poznajcie Karinę. Moja narzeczona. Chciałem ją przyprowadzić wcześniej, ale jest bardzo nieśmiała. No pięknie… Pan Walerian podał jej rękę. Jego uścisk był mocny, aż twardy. – Bardzo mi miło, pani Karino – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała ledwo wyczuwalna nuta… czegoś, czego Karina nie potrafiła od razu zidentyfikować. Może złości? Może ostrzeżenia? Może… Karina dwoiła się i troiła, czekając aż Walerian zacznie ujawniać, kim była. – Mi również bardzo miło, panie Walerianie – odpowiedziała szybko, starając się nie dać po sobie nic poznać. Ścisnęła mu dłoń, serce waliło jej jak szalone. Co teraz będzie… Ale… nic się nie stało. Walerian, z trudem wymuszając uśmiech, sam przysunął jej krzesło do stołu. Pewnie chciał ją ośmieszyć później… Ale tak naprawdę nic się nie wydarzyło. Wtedy Karina zrozumiała – on nie powie nic. Bo gdyby ją wydał, sam też zdradziłby się przed żoną. Kiedy już trochę ochłonęła, wszystko stało się równie luźne, jak mogło być. Pani Nina opowiadała różne historie z dzieciństwa Vadima, a pan Walerian słuchał Kariny z udawaną ciekawością, pytając o jej pracę. On wiedział o niej znacznie więcej. Jego delikatna ironia już jej nie dotykała. Parę razy nawet zażartował, a Karina – ku własnemu zaskoczeniu – śmiała się z nim. Jednak w tych żartach kryły się ukryte aluzje, zrozumiałe tylko dla nich. Na przykład, patrząc na Karinę, zauważył: – Wie pani, jest pani bardzo podobna do mojej koleżanki z dawnych lat… Ona także była bardzo bystra. I umiała zjednywać sobie ludzi. Dosłownie każdego. Karina nie straciła rezonu: – Każdy ma swoje talenty, panie Walerianie. Vadim, jak zakochany narzeczony, patrzył na Karinę z zachwytem, niczego nie dostrzegając. Naprawdę ją kochał. I to było najważniejsze. I najbardziej gorzkie. Zwłaszcza dla niego. Później, gdy zeszło na podróże, Walerian, teatralnie patrząc na Karinę, rzucił: – Ja, na przykład, lubię odosobnione miejsca. Żadnego zgiełku. Można spokojnie posiedzieć, pomyśleć. Zwłaszcza z dobrą książką. A pani, Karino, jakie miejsca woli? Chciał ją złapać. – Lubię, gdy wokół dużo ludzi, żeby było gwarno i wesoło – odpowiedziała Karina, nie dając się sprowokować – Chociaż czasem zbyt wiele uszu bywa niebezpieczne. Pani Nina na chwilę spoważniała, ale szybko odgoniła nieprzyjemne myśli. Walerian dobrze wiedział, że Karina nie jest osobą szukającą ciszy. I wiedział, dlaczego. Gdy wieczór dobiegł końca i przyszła pora spać, Walerian objął Vadima. – Synku, dbaj o nią. Ona… jest wyjątkowa. Brzmiało to jak komplement i kpina jednocześnie. Choć tylko Karina to dostrzegła. Poczuła, jak temperatura w pokoju gwałtownie spadła. „Wyjątkowa”. Akurat to słowo. *** W nocy, gdy dom spowił sen, Karina nie mogła zasnąć. Leżała, rozważając niespodziewane spotkanie i obmyślając, jak żyć z tą nową sytuacją. Perspektywy nie wyglądały najlepiej. Podejrzewała, że Walerian, jak ona, też nie śpi. On z powodu zaskakującej konfrontacji, ona – przez wszystko naraz. Cicho wstała, narzuciła na siebie domową bluzę i wymknęła się z pokoju. Zeszła po schodach, głośniej niż zwykle, by nieśpiący usłyszał, i wyszła na werandę, pewna, że to właśnie tam zobaczy Waleriana. I rzeczywiście – długo nie musiała czekać. – Nie śpisz? – spytał cicho, podchodząc z tyłu. – Jakoś nie mogę – odpowiedziała. Poczuła dobrze znany mu zapach jego perfum. Patrzył na nią badawczo. – Powiedz, czego chcesz od mojego syna, Karina? – nie zostało nic z dawnej serdeczności – Wiem, na co cię stać. Wiem, ilu takich jak ja przewinęło się przez twoje życie. Wiem też, że zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. Nawet nie kryłaś się z tym. Cenę, choć dyskretną, podawałaś od razu. Po co ci Vadim? Skoro nie ma ochoty wspominać dawnych czasów, ona też nie zamierza być miła. Wyszczerzyła się: – Bo go kocham, panie Walerianie – zaśpiewała słodko – Dlaczego nie mogę? Nie uwierzył. – Ty? Kochać? To śmieszne. Wiem dobrze, kim jesteś, Karina. I powiem Vadimowi wszystko. Kim byłaś, co robiłaś. Myślisz, że wtedy cię poślubi? Karina podeszła bliżej, z ledwo wyciągniętym ramieniem dzielącym ich od siebie. Nachyliła się, patrząc mu prosto w oczy. Jakby dotąd nie mogła się napatrzeć! – Opowiadaj, panie Walerianie – przeciągnęła każde słowo – Ale wtedy i pani Nina pozna nasz mały sekret. – To… – To nie szantaż. To uczciwość. Jeśli zdradzisz okoliczności naszego poznania, to nie da się już ukryć, czym się zajmowaliśmy. Uwierz mi, uzupełnię twoją opowieść. – To zupełnie co innego… – Doprawdy? Tak samo żonie powiesz? Walerian zamarł. Próba zastraszenia Kariny nie powiodła się. Zrozumiał, że jest w potrzasku. Jesteście po jednej stronie. – Co powiesz swojej żonie? – Nie tylko jej. Wszystkim. Vadimowi też. Powiem, jakim jesteś „rodzinnym” mężem i dlaczego się spóźniałeś do domu. Wszystkim opowiem. Już nic nie stracę. Chcesz ratować syna przed mną? Ratuj. Niełatwy wybór. Odwodzić syna od ślubu – to podpisać własny wyrok na rozwód. – Nie odważysz się. – Ja? – Karina aż się roześmiała – Nie odważysz się, jeśli ty nie odważysz się zdradzić Vadimowi mojej „chciwości”, kiedy sam masz takiego trupa w szafie? Pani Nina… ona przecież ceni wierność. Dawno temu, zamroczony alkoholem, Walerian żalił się Karinie, że zdradza żonę. Mówił, jaka ona wierna, a on taki podły. Nina by mu nie wybaczyła. Nigdy. Wiedział, że Karina nie blefuje. – Dobrze – wyszeptał – Nikomu nic nie powiem. I ty… też milcz. Zapomnijmy, co było. I dlatego Karina się nie przejmowała. On ryzykował więcej. – Jak pan każe, panie Walerianie. Następnego ranka odjechali z domu rodziców Vadima. Żegnając się z panią Niną, która już zdążyła ją nazywać „córką”, Karina poczuła na sobie nienawistny wzrok przyszłego teścia. U Waleriana aż drgnęła powieka. Dręczyło go, że nie może ostrzec syna przed wyrachowaniem narzeczonej, ale bał się o własną skórę. Strata Niny to nie tylko rozwód, ale i połowa majątku. Syn też pewnie nie wybaczy… Któregoś razu Karina i Vadim zamieszkali u rodziców na dwa tygodnie. Wakacje w pełni. Walerian za wszelką cenę unikał Kariny, zasłaniając się obowiązkami. Ale któregoś dnia, kiedy był sam w domu, ciekawość zwyciężyła. Postanowił zajrzeć do jej torebki. Może znajdzie coś, co da mu przewagę. Przekopał się przez kosmetyczkę, organizer, mały notesik. I wtedy zobaczył biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy. Z wyraźnymi dwiema kreskami. – Myślałem, że katastrofą będzie ślub mojego syna z… Ale nie, to jest prawdziwa katastrofa! – odłożył test, nie zdążając zamknąć torby. Karina go przyłapała. – Oj, niedobrze grzebać w cudzych rzeczach – skomentowała kąśliwie, ale chyba nie była wcale zła. Walerian nie zaprzeczył. – Jesteś w ciąży z Vadimem? Karina spokojnie podeszła, wzięła torbę z jego rąk i spojrzała mu w oczy: – Chyba właśnie zepsuł pan niespodziankę, panie Walerianie. Walerian wpadł w złość. Teraz Karina na pewno nie odpuści synowi. Teraz, gdyby wszystko się wydało… klęska. Trzeba milczeć. A tak ciężko milczeć, widząc, w jaką pułapkę idzie syn. *** Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku. Vadim i Karina wychowywali małą Alisę. Walerian starał się do nich nie przyjeżdżać. Nie widywać ich. Nie myśleć o tym. Nie traktował wnuczki jak własnej. Karina go przerażała. Bał się jej obojętności wobec Vadima i jej ukrytej przeszłości. I znowu. Pani Nina szykowała się na wizytę do syna i synowej. – Walerku, jedziesz ze mną? – Nie, głowa mnie boli. – Znowu? To chyba poważna sprawa. – Po prostu jestem zmęczony. Jedź sama. Jak zwykle znalazł powód, by nie jechać. Wziął nawet tabletki „na wszelki wypadek”. Nie mógł znieść Kariny. Ale i nie umiał powiedzieć prawdy rodzinie. Wieczór był nudny, o ile nie liczyć natrętnych myśli. Położył się. Poczytał. I nagle zauważył, że Nina długo nie wraca. Już jedenasta, a żony nie ma. Nie odbiera telefonu. Zadzwonił do Vadima. – Vadim, wszystko w porządku? Mama już wyjechała? Nie ma jej w domu. – Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą chcę teraz rozmawiać. Rozłączył się… Walerian prawie wybiegł z domu, gdy przed domem zaparkował samochód Kariny. Na jej widok zabrakło mu tchu. – Co tu robisz?! Mów, co się stało?! Karina sprawiała wrażenie niewzruszonej. Nalała sobie wina. Wypiła. Usiadła wygodnie. – Skończyło się. – Co się skończyło? – Nasze życie. Razem. Vadim znalazł na stronie jednej z kawiarni nasze stare zdjęcia, sprzed czterech lat. Z tamtej imprezy w „Oazisie”, pamiętasz? Chciał zamówić tam coś na rocznicę i… niespodzianka. Jesteśmy tam razem. Fotograf – idiota – wrzucił wszystko! Vadim w furii. Twoja Nina chce się rozwieść. Ja, jak widać, też kończę małżeństwo z twoim synem. Walerian usiadł ciężko. W jego głowie przewinęła się cała sekwencja wydarzeń. Ten portal, ta impreza… Przypomniał sobie, jak próbowali wtedy nie pozować do zdjęć. Ale kto by przypuszczał, że los tak to rozwiąże! – Po co tu przyszłaś? – Chciałam uciec na wieczór – uśmiechnęła się Karina. – W domu chaos. Alisa została z nianią. Chcesz wina? Podała mu jego własny trunek. Siedzieli na werandzie i pili. Wydawało się, że tylko noc i cykanie świerszczy ich łączy. – To wszystko przez ciebie – powiedział Walerian. Karina pokiwała głową, nie odrywając wzroku od kieliszka. – Prawda. – Jesteś nie do zniesienia. – Fakt. – Nawet ci nie żal Vadima. – Żal. Ale siebie żal mi bardziej. – Kochasz tylko siebie. – Zgadza się. Nagle złapał ją za brodę, przyciągając jej twarz do siebie. – Wiesz przecież, że nigdy cię nie kochałem – wyszeptał. – Wierzę. *** Rano, kiedy pani Nina wróciła z zamiarem pogodzenia się z mężem – nawet jeśli miało ją to kosztować połowę nerwów – zastała Karinę i Waleriana razem. Jeszcze śpiących. – Kto tam? – podniosła się Karina. – To ja – odezwała się Nina, patrząc, jak walą się jej marzenia. Karina, widząc ją, tylko spokojnie się uśmiechnęła. Walerian obudził się później, ale do żony nie poszedł.

Dziennik, 8 maja

Zastanawiam się czasem, jak daleko można się zaplątać w sprawy sercowe. Właściwie nigdy nie zależało mi na poznaniu rodziców Michała. Po co mi to było? Nie zamierzałam przecież z nimi mieszkać, a od jego ojca, o którym mówią, że całkiem dobrze sobie radzi finansowo, raczej nic dobrego i tak bym nie dostała poza problemami i podejrzeniami.

Ale skoro już postanowiłam trzeba było grać do końca.

Wybrałam prostą sukienkę, bez przesady, by wyjść na sympatyczną, zwyczajną dziewczynę.

Wizyty u rodziców narzeczonego bywają trudne, a kiedy oboje są przebiegli i inteligentni, to już wręcz test na przetrwanie.

Michał próbował mnie uspokoić przed wejściem do domu rodziców w Gdańsku:

Nie stresuj się, Adelo, naprawdę. Tata wydaje się ponury, ale dogadany. Nic ci nie zrobią. Pokocha cię. Tata jest trochę dziwny, ale mama to zupełnie inna bajka dusza towarzystwa zapewniał, ściskając mnie za rękę.

Uśmiechnęłam się tylko, poprawiając kosmyk włosów za ucho. Tata ponury, mama dusza towarzystwa? Ciekawe połączenie. Prawie się uśmiechnęłam do siebie.

Dom też nie zrobił na mnie wrażenia, widziałam już wiele bardziej okazałych.

Przyjęli nas od razu.

Nie denerwowałam się. Po co? Ludzie jak ludzie. Teresa, mama Michała, z tego co już wiedziałam, odkąd pamiętam prowadzi dom, czasem jeździła z koleżankami do sanatorium, ale to wszystko. Ojciec Stanisław Zawadzki podobno mało wylewny. Swoją drogą, to nazwisko wydało mi się znajome

Uśmiechałam się, wchodząc do środka, a wtedy zamarłam.

To koniec przemknęło mi przez głowę. Matki Michała nie kojarzyłam, ale ojca rozpoznałam od razu. Spotkaliśmy się już kiedyś. Trzy lata temu, nie często, ale z obopólną korzyścią. W barach, hotelach, restauracjach. Żona Stanisława i jego syn Michał nie mieli o tym pojęcia.

Sprawa się rypła.

Stanisław także mnie poznał. Przez sekundę spojrzał na mnie z błyskiem w oczach, takim, który można było odczytać i jako zdziwienie, i jako ostrzeżenie lecz nie odezwał się słowem.

Michał, niczego nieświadomy, wprowadzał mnie w swój świat:

Mamo, tato, poznajcie Adelę. Moja narzeczona. Miała wcześniej być, ale jest bardzo nieśmiała.

Aż żal, że nie widzieliście wtedy miny Stanisława.

Przywitał się stanowczo, ściskając mi dłoń mocno, aż nazbyt mocno.

Bardzo mi miło, pani Adelo powiedział z ledwo dostrzegalną nutką Może złości, a może ostrzeżenia? Trudno było odgadnąć.

Czekałam, czy zaraz nie zdecyduje się zdradzić kim jestem. Adrenalina aż mi zawrzała w żyłach.

Mnie również miło, panie Stanisławie odpowiedziałam spokojnie, ukrywając rozbiegane myśli.

Ale nic.

Podsunął mi krzesło, cały czas z tą swoją sztuczną uprzejmością.

Pewnie postanowił wyczekać na odpowiedni moment, żeby mnie skompromitować.

Chwilę czekałam, ale nie zrobił nic. Wtedy mnie olśniło przecież dla niego wyjawienie prawdy to strzał we własną stopę. Musiałby się sam przyznać przy żonie.

Gdy ochłonęłam, atmosfera zrobiła się całkiem swobodna. Teresa rozpływała się w opowieściach o dzieciństwie Michała, a Stanisław jawnie słuchał mnie z zainteresowaniem, zadając pytania o moją pracę (zabawne, bo przecież dobrze wiedział, ile wiem i robię). Jego ironiczne wtrącenia już mnie nie ruszały. Kilka razy nawet żartował, i sama się zdziwiłam, gdy śmiałam się razem z nim, choć tylko my rozumieliśmy prawdziwy sens jego słów.

Na przykład, gdy spojrzał na mnie z uśmiechem i rzucił:

Wie pani, Adelo, przypomina mi pani pewną byłą koleżankę. Też potrafiła rozmawiać z każdym, była bardzo sprytna.

Z uśmiechem odpowiedziałam:

Każdy ma swój talent, panie Stanisławie.

Michał patrzył na mnie rozkochany jak wierny pies, nie dostrzegał podtekstów. Serio mnie kochał. Aż żal dla niego.

Później, gdy rozmawialiśmy o podróżach, Stanisław wciąż patrząc mi prosto w oczy zaczął:

Osobiście wolę odludne miejsca. Spokój, cisza, dobra książka. A pani, Adelo, gdzie się pani najlepiej czuje?

Podchwyciłam grę.

Uwielbiam gwar i ludzi, wśród śmiechów i rozmów, choć czasem za dużo uszu bywa niebezpieczne ripostowałam spokojnie.

Tu kątem oka zauważyłam, że Teresa lekko spochmurniała, ale zaraz odgoniła złe myśli.

Stanisław wiedział, że nie jestem osobą, która szukała ciszy. I wiedział dlaczego.

Wieczorem, gdy wychodziliśmy spać, Stanisław uściskał syna.

Michał, dbaj o nią. To wyjątkowa kobieta.

W jego głosie zabrzmiał jednocześnie komplement i kpina, której raczej nie usłyszał nikt poza mną.

Niemal zadrżałam, gdy określił mnie wyjątkową.

***

W nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, rozważając, co dalej, i jak wytrzymać z nową wiedzą. Przeczuwałam, że Stanisław też raczej nie spał. On przez to zaskakujące spotkanie, ja przez rozmowę, która nas czekała. I przez wszystko inne.

Cicho wstałam, narzuciłam domową bluzę na piżamę i zeszłam na dół. Niby przypadkiem robiłam trochę hałasu, wystarczająco, by obudzony ktoś usłyszał. Wyszłam na werandę. Stanisław naprawdę przyszedł po chwili.

Problemy z zaśnięciem? zapytał, podchodząc bezszelestnie.

Tak, nie mogę zmrużyć oka odparłam.

Delikatny wiatr przyniósł zapach znanych mi doskonale perfum.

Patrzył na mnie długo.

Powiedz, Adelo, czego właściwie chcesz od mojego syna? od razu zniknęła cała maska uprzejmości Doskonale wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja było w twoim życiu. I wiem, że zawsze chodziło ci o pieniądze. Nawet nie ukrywałaś tego. Byłaś bardzo konkretna. Czego szukasz w Michale?

Nie zamierzałam być grzeczna, skoro on też nie był.

Kocham go, panie Stanisławie. A co, nie wolno?

Nie uwierzył.

Ty? Miłość? To śmieszne. Wiem, kim jesteś. Powiem Michałowi. Powiem mu, co robiłaś, kim naprawdę jesteś. Zobaczymy, czy wtedy się z tobą ożeni.

Zbliżyłam się, stojąc tuż obok.

Powiedz, Stanisławie. Wtedy żona też dowie się o naszym małym sekrecie.

To

To nie szantaż, tylko zwykła wzajemność. Jeśli zdradzisz nasze spotkania, wyjdzie wszystko. Ja opowiem resztę.

To nie to samo

Tak myślisz? Swojej Teresie powiesz to bez problemu?

Stanisław się zaciął. Miałam rację. Mógł przegrać wszystko żonę, dom, pieniądze. Przecież Teresa bardzo ceniła wierność.

Wiesz, że nie żartuję rzuciłam.

Zrezygnowany syknął:

Dobrze. Nikomu nic nie powiem. Ty tak samo. Zapomnijmy.

Byłam spokojna. On straciłby więcej, niż ja.

Zgoda, panie Stanisławie.

Następnego ranka pożegnaliśmy się z rodzicami Michała. Stanisław patrzył na mnie z nienawiścią, a Teresa już nazywała mnie córeczką. Stanisław aż drgnął na te słowa.

Trzęsło go, że nie może ostrzec syna przed fałszywą żoną, ale nie chciał sam się pogrążyć. Gdyby Teresa go zostawiła, straciłby nie tylko rodzinę, ale i połowę majątku. Michał pewnie też by mu nie wybaczył

Później pojechaliśmy tam jeszcze raz, na dwa tygodnie, podczas wakacji.

Stanisław unikał mnie jak ognia, tłumacząc się pracą i obowiązkami. Jednak pewnego dnia, gdy był sam w domu, dopadła go ciekawość. Zakradł się do mojej torebki. Liczył, że znajdzie coś, co mu pomoże.

Buszował, przeglądał kosmetyczkę, terminarz, notatnik. I nagle test ciążowy. Dwie wyraźne kreski.

Myślałem, że katastrofa to ślub mojego syna z tobą Ale prawdziwa katastrofa to to! mruknął, ale nie zdołał zamknąć torebki, bo już weszłam do pokoju.

Niezbyt miło grzebać w cudzych rzeczach, panie Stanisławie skwitowałam z przekąsem, lecz nie byłam zdziwiona.

Nie zaprzeczał.

Jesteś w ciąży z Michałem?

Powoli podeszłam, zabrałam torebkę i patrząc mu w oczy, powiedziałam:

Chyba właśnie popsuł pan sobie niespodziankę.

Był wściekły. Teraz już wiedział, że nie odczepi się ode mnie. Teraz wyjawienie prawdy byłoby katastrofą dla wszystkich. Musiał milczeć, choć bolało go to niewyobrażalnie.

***

Minęło dziewięć miesięcy i kolejne pół roku.

Michał i ja wychowywaliśmy córeczkę Zosię.

Stanisław prawie w ogóle do nas nie przyjeżdżał. Nie patrzył na mnie, nie rozmawiał. Zosię traktował jak powietrze. Bał się mnie. Bał się mojego chłodu wobec Michała i mojej przeszłości.

Znów

Teresa wybierała się do nas w odwiedziny.

Stachu, jedziesz ze mną?

Nie, boli mnie głowa.

Znowu? Powinieneś się zbadać.

Po prostu jestem zmęczony, jedź sama wykręcał się, łykając nawet leki.

Nie mógł mnie znieść, ani udawać, ani powiedzieć prawdy.

Tego wieczora nie miałam spokoju. Leżał, czytał, rozmyślał.

W końcu zauważył, że Teresy nie ma w domu, a było już po jedenastej. Telefon milczał. Zadzwonił do Michała.

Michał, wszystko w porządku? Mama już wróciła? Bo jej nie ma

Tato, ostatnią osobą, z którą chciałbym teraz rozmawiać, jesteś ty.

I odłożył słuchawkę

Już miał się ubierać, gdy nagle podjechało auto. Samochód Adeli. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka.

Po co tu przyjechałaś? Co się stało? rzucił, prawie mną potrząsając.

Usiadłam sobie spokojnie, nalałam wina i powiedziałam:

Katastrofa, panie Stanisławie.

Jaka katastrofa?!

Nasza wspólna. Michał odkrył na stronie jednej knajpy nasze zdjęcia sprzed czterech lat. Z imprezy w Edenie, pamięta pan? Chciał nam coś zamówić na rocznicę i znalazł galerię. Wrzucili wszystko! Wkurzony do granic. Teresa chce się rozwieść. I ja chyba też z jego synem, tak na marginesie, zgodnie z pana marzeniami rzuciłam ponuro.

Usiadł, zbladł.

Po co przyjechałaś tutaj?

Chciałam uciec na wieczór uśmiechnęłam się krzywo. W domu chaos. Zosia z opiekunką. Może się pan napije?

Podałam mu wino, jego własne.

Siedzieliśmy na werandzie, pijąc w milczeniu, wsłuchani tylko w brzęczenie nocnych chrząszczy.

To przez ciebie wszystko powiedział wreszcie Stanisław.

Kiwnęłam głową, wpatrzona w kieliszek.

Owszem.

Nie do zniesienia jesteś.

Może i tak.

Nawet ci nie żal Michała.

Żal, ale siebie bardziej.

Ty kochasz tylko siebie.

Nie przeczę.

Nagle złapał mnie za brodę, spojrzał w oczy.

Wiesz, że nigdy cię nie kochałem wyszeptał.

Wcale mnie to nie dziwi.

***

Rano, gdy Teresa w końcu przyszła, w nadziei na pogodzenie, nawet kosztem własnych nerwów, zastała mnie razem ze Stanisławem śpiących na sofie.

Kto tam? mruknęłam, przecierając oczy.

Ja odpowiedziała Teresa, patrząc, jak wali się jej świat.

Spojrzałam na nią spokojnie, niemal z uśmiechem. Stanisław obudził się chwilę później, ale za żoną nie pobiegł.

Rate article
Fajna Tajna
Żona i teść Karina tylko udawała, że chce poznać rodziców Vadima. Po co miałaby to robić? Przecież nie zamierza z nimi zamieszkać, a od jego ojca – ponoć majętnego – poza problemami i podejrzliwością i tak niczego nie dostanie. Ale skoro już zdecydowała się wyjść za mąż, musiała grać do końca. Karina wystroiła się, lecz dość skromnie, by sprawiać wrażenie miłej dziewczyny. Spotkanie z rodzicami narzeczonego to zawsze wielka sprawa pełna ukrytych pułapek, a spotkanie z mądrymi rodzicami – to już prawdziwa próba charakteru. Vadim sądził, że Karina potrzebuje wsparcia: – Nie martw się, Karina, nie denerwuj się. Tata jest raczej ponury, ale da się dogadać. Niczego strasznego ci nie powiedzą. I na pewno cię polubią. Tata jest trochę dziwny, ale mama – dusza towarzystwa – zapewnił ją pod drzwiami rodzinnego domu. Karina tylko się uśmiechnęła, odgarniając niesforne pasmo włosów z ramienia. A więc tata ponury, mama dusza towarzystwa… Wyborne połączenie. Uśmiechnęła się do siebie. Dom nie zrobił na niej wrażenia. Bywała w bogatszych. Przywitali ich od razu. Karina nie była szczególnie spięta. Czego tu się bać? Ludzie jak ludzie. Pani Nina, jak już słyszała od Vadima, od lat gospodyni domowa, czasem jeździ z koleżankami na różne wycieczki, ale nic bardzo nadzwyczajnego. Ojciec, pan Walerian, ponoć mało radosny człowiek, ale za to milczący. Jego imię wydało się jej znajome… Przywitali ich… I Karina znieruchomiała na progu. To koniec… Przyszła teściowa była jej zupełnie obca, za to przyszłego teścia rozpoznała z miejsca… Widzieli się już. Trzy lata temu. Może niezbyt często, ale bardzo „owocnie”. W barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście, nikt z rodziny Waleriana nie miał o tym pojęcia. No to pięknie. Walerian rozpoznał ją również. W jego oczach pojawił się błysk, który mógł znaczyć zaskoczenie, szok albo… coś bardziej mrocznego, jakieś knowania, ale zachował milczenie. Vadim, nic nie podejrzewając, z radością przedstawił ją rodzicom. – Mama, tato, poznajcie Karinę. Moja narzeczona. Chciałem ją przyprowadzić wcześniej, ale jest bardzo nieśmiała. No pięknie… Pan Walerian podał jej rękę. Jego uścisk był mocny, aż twardy. – Bardzo mi miło, pani Karino – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała ledwo wyczuwalna nuta… czegoś, czego Karina nie potrafiła od razu zidentyfikować. Może złości? Może ostrzeżenia? Może… Karina dwoiła się i troiła, czekając aż Walerian zacznie ujawniać, kim była. – Mi również bardzo miło, panie Walerianie – odpowiedziała szybko, starając się nie dać po sobie nic poznać. Ścisnęła mu dłoń, serce waliło jej jak szalone. Co teraz będzie… Ale… nic się nie stało. Walerian, z trudem wymuszając uśmiech, sam przysunął jej krzesło do stołu. Pewnie chciał ją ośmieszyć później… Ale tak naprawdę nic się nie wydarzyło. Wtedy Karina zrozumiała – on nie powie nic. Bo gdyby ją wydał, sam też zdradziłby się przed żoną. Kiedy już trochę ochłonęła, wszystko stało się równie luźne, jak mogło być. Pani Nina opowiadała różne historie z dzieciństwa Vadima, a pan Walerian słuchał Kariny z udawaną ciekawością, pytając o jej pracę. On wiedział o niej znacznie więcej. Jego delikatna ironia już jej nie dotykała. Parę razy nawet zażartował, a Karina – ku własnemu zaskoczeniu – śmiała się z nim. Jednak w tych żartach kryły się ukryte aluzje, zrozumiałe tylko dla nich. Na przykład, patrząc na Karinę, zauważył: – Wie pani, jest pani bardzo podobna do mojej koleżanki z dawnych lat… Ona także była bardzo bystra. I umiała zjednywać sobie ludzi. Dosłownie każdego. Karina nie straciła rezonu: – Każdy ma swoje talenty, panie Walerianie. Vadim, jak zakochany narzeczony, patrzył na Karinę z zachwytem, niczego nie dostrzegając. Naprawdę ją kochał. I to było najważniejsze. I najbardziej gorzkie. Zwłaszcza dla niego. Później, gdy zeszło na podróże, Walerian, teatralnie patrząc na Karinę, rzucił: – Ja, na przykład, lubię odosobnione miejsca. Żadnego zgiełku. Można spokojnie posiedzieć, pomyśleć. Zwłaszcza z dobrą książką. A pani, Karino, jakie miejsca woli? Chciał ją złapać. – Lubię, gdy wokół dużo ludzi, żeby było gwarno i wesoło – odpowiedziała Karina, nie dając się sprowokować – Chociaż czasem zbyt wiele uszu bywa niebezpieczne. Pani Nina na chwilę spoważniała, ale szybko odgoniła nieprzyjemne myśli. Walerian dobrze wiedział, że Karina nie jest osobą szukającą ciszy. I wiedział, dlaczego. Gdy wieczór dobiegł końca i przyszła pora spać, Walerian objął Vadima. – Synku, dbaj o nią. Ona… jest wyjątkowa. Brzmiało to jak komplement i kpina jednocześnie. Choć tylko Karina to dostrzegła. Poczuła, jak temperatura w pokoju gwałtownie spadła. „Wyjątkowa”. Akurat to słowo. *** W nocy, gdy dom spowił sen, Karina nie mogła zasnąć. Leżała, rozważając niespodziewane spotkanie i obmyślając, jak żyć z tą nową sytuacją. Perspektywy nie wyglądały najlepiej. Podejrzewała, że Walerian, jak ona, też nie śpi. On z powodu zaskakującej konfrontacji, ona – przez wszystko naraz. Cicho wstała, narzuciła na siebie domową bluzę i wymknęła się z pokoju. Zeszła po schodach, głośniej niż zwykle, by nieśpiący usłyszał, i wyszła na werandę, pewna, że to właśnie tam zobaczy Waleriana. I rzeczywiście – długo nie musiała czekać. – Nie śpisz? – spytał cicho, podchodząc z tyłu. – Jakoś nie mogę – odpowiedziała. Poczuła dobrze znany mu zapach jego perfum. Patrzył na nią badawczo. – Powiedz, czego chcesz od mojego syna, Karina? – nie zostało nic z dawnej serdeczności – Wiem, na co cię stać. Wiem, ilu takich jak ja przewinęło się przez twoje życie. Wiem też, że zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. Nawet nie kryłaś się z tym. Cenę, choć dyskretną, podawałaś od razu. Po co ci Vadim? Skoro nie ma ochoty wspominać dawnych czasów, ona też nie zamierza być miła. Wyszczerzyła się: – Bo go kocham, panie Walerianie – zaśpiewała słodko – Dlaczego nie mogę? Nie uwierzył. – Ty? Kochać? To śmieszne. Wiem dobrze, kim jesteś, Karina. I powiem Vadimowi wszystko. Kim byłaś, co robiłaś. Myślisz, że wtedy cię poślubi? Karina podeszła bliżej, z ledwo wyciągniętym ramieniem dzielącym ich od siebie. Nachyliła się, patrząc mu prosto w oczy. Jakby dotąd nie mogła się napatrzeć! – Opowiadaj, panie Walerianie – przeciągnęła każde słowo – Ale wtedy i pani Nina pozna nasz mały sekret. – To… – To nie szantaż. To uczciwość. Jeśli zdradzisz okoliczności naszego poznania, to nie da się już ukryć, czym się zajmowaliśmy. Uwierz mi, uzupełnię twoją opowieść. – To zupełnie co innego… – Doprawdy? Tak samo żonie powiesz? Walerian zamarł. Próba zastraszenia Kariny nie powiodła się. Zrozumiał, że jest w potrzasku. Jesteście po jednej stronie. – Co powiesz swojej żonie? – Nie tylko jej. Wszystkim. Vadimowi też. Powiem, jakim jesteś „rodzinnym” mężem i dlaczego się spóźniałeś do domu. Wszystkim opowiem. Już nic nie stracę. Chcesz ratować syna przed mną? Ratuj. Niełatwy wybór. Odwodzić syna od ślubu – to podpisać własny wyrok na rozwód. – Nie odważysz się. – Ja? – Karina aż się roześmiała – Nie odważysz się, jeśli ty nie odważysz się zdradzić Vadimowi mojej „chciwości”, kiedy sam masz takiego trupa w szafie? Pani Nina… ona przecież ceni wierność. Dawno temu, zamroczony alkoholem, Walerian żalił się Karinie, że zdradza żonę. Mówił, jaka ona wierna, a on taki podły. Nina by mu nie wybaczyła. Nigdy. Wiedział, że Karina nie blefuje. – Dobrze – wyszeptał – Nikomu nic nie powiem. I ty… też milcz. Zapomnijmy, co było. I dlatego Karina się nie przejmowała. On ryzykował więcej. – Jak pan każe, panie Walerianie. Następnego ranka odjechali z domu rodziców Vadima. Żegnając się z panią Niną, która już zdążyła ją nazywać „córką”, Karina poczuła na sobie nienawistny wzrok przyszłego teścia. U Waleriana aż drgnęła powieka. Dręczyło go, że nie może ostrzec syna przed wyrachowaniem narzeczonej, ale bał się o własną skórę. Strata Niny to nie tylko rozwód, ale i połowa majątku. Syn też pewnie nie wybaczy… Któregoś razu Karina i Vadim zamieszkali u rodziców na dwa tygodnie. Wakacje w pełni. Walerian za wszelką cenę unikał Kariny, zasłaniając się obowiązkami. Ale któregoś dnia, kiedy był sam w domu, ciekawość zwyciężyła. Postanowił zajrzeć do jej torebki. Może znajdzie coś, co da mu przewagę. Przekopał się przez kosmetyczkę, organizer, mały notesik. I wtedy zobaczył biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy. Z wyraźnymi dwiema kreskami. – Myślałem, że katastrofą będzie ślub mojego syna z… Ale nie, to jest prawdziwa katastrofa! – odłożył test, nie zdążając zamknąć torby. Karina go przyłapała. – Oj, niedobrze grzebać w cudzych rzeczach – skomentowała kąśliwie, ale chyba nie była wcale zła. Walerian nie zaprzeczył. – Jesteś w ciąży z Vadimem? Karina spokojnie podeszła, wzięła torbę z jego rąk i spojrzała mu w oczy: – Chyba właśnie zepsuł pan niespodziankę, panie Walerianie. Walerian wpadł w złość. Teraz Karina na pewno nie odpuści synowi. Teraz, gdyby wszystko się wydało… klęska. Trzeba milczeć. A tak ciężko milczeć, widząc, w jaką pułapkę idzie syn. *** Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku. Vadim i Karina wychowywali małą Alisę. Walerian starał się do nich nie przyjeżdżać. Nie widywać ich. Nie myśleć o tym. Nie traktował wnuczki jak własnej. Karina go przerażała. Bał się jej obojętności wobec Vadima i jej ukrytej przeszłości. I znowu. Pani Nina szykowała się na wizytę do syna i synowej. – Walerku, jedziesz ze mną? – Nie, głowa mnie boli. – Znowu? To chyba poważna sprawa. – Po prostu jestem zmęczony. Jedź sama. Jak zwykle znalazł powód, by nie jechać. Wziął nawet tabletki „na wszelki wypadek”. Nie mógł znieść Kariny. Ale i nie umiał powiedzieć prawdy rodzinie. Wieczór był nudny, o ile nie liczyć natrętnych myśli. Położył się. Poczytał. I nagle zauważył, że Nina długo nie wraca. Już jedenasta, a żony nie ma. Nie odbiera telefonu. Zadzwonił do Vadima. – Vadim, wszystko w porządku? Mama już wyjechała? Nie ma jej w domu. – Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą chcę teraz rozmawiać. Rozłączył się… Walerian prawie wybiegł z domu, gdy przed domem zaparkował samochód Kariny. Na jej widok zabrakło mu tchu. – Co tu robisz?! Mów, co się stało?! Karina sprawiała wrażenie niewzruszonej. Nalała sobie wina. Wypiła. Usiadła wygodnie. – Skończyło się. – Co się skończyło? – Nasze życie. Razem. Vadim znalazł na stronie jednej z kawiarni nasze stare zdjęcia, sprzed czterech lat. Z tamtej imprezy w „Oazisie”, pamiętasz? Chciał zamówić tam coś na rocznicę i… niespodzianka. Jesteśmy tam razem. Fotograf – idiota – wrzucił wszystko! Vadim w furii. Twoja Nina chce się rozwieść. Ja, jak widać, też kończę małżeństwo z twoim synem. Walerian usiadł ciężko. W jego głowie przewinęła się cała sekwencja wydarzeń. Ten portal, ta impreza… Przypomniał sobie, jak próbowali wtedy nie pozować do zdjęć. Ale kto by przypuszczał, że los tak to rozwiąże! – Po co tu przyszłaś? – Chciałam uciec na wieczór – uśmiechnęła się Karina. – W domu chaos. Alisa została z nianią. Chcesz wina? Podała mu jego własny trunek. Siedzieli na werandzie i pili. Wydawało się, że tylko noc i cykanie świerszczy ich łączy. – To wszystko przez ciebie – powiedział Walerian. Karina pokiwała głową, nie odrywając wzroku od kieliszka. – Prawda. – Jesteś nie do zniesienia. – Fakt. – Nawet ci nie żal Vadima. – Żal. Ale siebie żal mi bardziej. – Kochasz tylko siebie. – Zgadza się. Nagle złapał ją za brodę, przyciągając jej twarz do siebie. – Wiesz przecież, że nigdy cię nie kochałem – wyszeptał. – Wierzę. *** Rano, kiedy pani Nina wróciła z zamiarem pogodzenia się z mężem – nawet jeśli miało ją to kosztować połowę nerwów – zastała Karinę i Waleriana razem. Jeszcze śpiących. – Kto tam? – podniosła się Karina. – To ja – odezwała się Nina, patrząc, jak walą się jej marzenia. Karina, widząc ją, tylko spokojnie się uśmiechnęła. Walerian obudził się później, ale do żony nie poszedł.