Żona dowiaduje się za późno — To tego szukasz? — podała mu list. Kuba pobladł. — Żeniu, nie myśl sobie… Tadek… To nie… — Czego nie powinnam wiedzieć, Kubo? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że oboje mnie macie za naiwną dziewuchę?! — Jak to — miesiąc? Żeniu, przecież się umawialiśmy, że do jesieni na pewno! Mój młodszy dopiero zaczął żłobek, znalazłam tu pracę… Co się stało? Przecież płacimy na czas, nie hałasujemy… — Tu nie chodzi o was… — zawahała się Żenia. — Muszę wrócić do swojego mieszkania. — Po co? Pokłóciłaś się z mężem? — Proszę, nie zadawaj zbędnych pytań. Dokładnie miesiąc od dzisiaj! Zrobię przeliczenie, oddam kaucję. Wybacz… Żenia nacisnęła „zakończ” i zadrżała. Chciała już mieć to wszystko za sobą… *** Żenia nie mogła oderwać wzroku od koperty leżącej na kuchennym stole. Zwykła koperta, którą dosłownie pięć minut temu wyjęła ze skrzynki razem z ulotkami i rachunkiem za internet. Tadek zwykle sam odbierał pocztę, ale dziś to ona z jakiegoś powodu sięgnęła do skrzynki… Stempel. Adres zwrotny. ZK nr 6. I nazwisko nadawcy: Suworowa Lidia Nikołajewna. To imię Żenia słyszała od męża — tak nazywała się jego matka. Czyli teściowa, której Żenia nigdy nie widziała na oczy. Nie miała pojęcia, że kobieta, która dała życie jej mężowi, w ogóle żyje. — Nie mam nikogo, Żeniu — powiedział Tadek na trzeciej randce, gdy siedzieli w taniej kawiarni, grzejąc się po spacerze w deszczu. — Ojciec odszedł jeszcze przed moimi narodzinami, nigdy go nie poznałem. A mama… mama zmarła, gdy miałem dwadzieścia lat. Serce. Jestem jak bez korzeni. Sam sobie. — Zupełnie sam? — Żenia prawie się wtedy popłakała. — Bez cioć, bez wujków? — Gdzieś daleko na Syberii, ale się nie kontaktujemy. Wiesz, tak nawet łatwiej. Zero rodzinnych dramatów, żadnych obowiązkowych obiadów u teściowej czy teścia. Tylko ty i ja. Pomyślała wtedy: „Boże, ale on silny. Przeżył tyle i nie stracił serca…” Zaroiła go takim ciepłem, jakby próbując nadrobić całą miłość, której nie dostał od matki. Potem był ślub — skromny, tylko dla bliskich. Z jej strony rodzice, dwie przyjaciółki, z jego — tylko najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, Kuba, który przez cały wieczór podejrzanie milczał i unikał jej wzroku. Wtedy myślała, że to przez nieśmiałość. Teraz już wiedziała: Kuba po prostu bał się wygadać za dużo. — Gdzie ona leży? — zapytała Żenia pół roku po ślubie. — Może pojedziemy, uporządkujemy grób? To w końcu twoja mama… Tadek dziwnie się wtedy skrzywił. Odwrócił się, zaczął poprawiać kołnierzyk. — Daleko, Żeniu, na starym zamkniętym cmentarzu za miastem. Sam pojadę, nie zawracaj sobie głowy. Nie chcę cię tam zabierać, ciężka energia. Lepiej myśleć o żyjących, co? I uwierzyła. Głupia! *** Drzwi wejściowe trzasnęły, Żenia drgnęła i szybko schowała kopertę do szuflady, przysypując ją kuponami z Biedronki. — Cześć, kochanie! — głos Tadka jak zawsze pogodny i ciepły. — Jak nasz mały mistrz? Dał ci popalić? Wszedł do kuchni, chciał pocałować ją w czubek głowy — odsunęła się mimowolnie. — Coś nie tak? Zmęczona? — zmarszczył brwi. — Mały znowu nie dał ci spać? Przebiorę się, zabiorę go na spacer, a ty się prześpij. Kolację też zrobię. — Nie trzeba, nie jestem głodna. Tadeusz, przyszła dziś poczta… Zastygł — na sekundę tylko, ale ona to dostrzegła. — Tak? I co przyszło? Rachunki? — Rachunki. Reklamy. Tyle. Wyraźnie się rozluźnił, głośno wypuścił powietrze. — To dobrze! Idę umyć ręce, pobawię się z synkiem. Tęskniłem za nim. Patrzyła mu na plecy. Człowiek, z którym dzieliła wszystko, właśnie ją okłamywał. Tak bezwstydnie, że robiło się niedobrze. „Wyobraź sobie, że jestem sierotą” — mówił. A z więzienia nr 6 pisała Lidia Nikołajewna. Za co siedzi? Kogoś skrzywdziła? Ukradła? Naciągała ludzi? Ile jeszcze będzie tam siedzieć? Żenia wyobraziła sobie, jak za rok, dwa ktoś dzwoni do ich drzwi — kobieta ze smutnym spojrzeniem i kryminalną przeszłością. I mówi: „Cześć synku, dzień dobry synowo. A gdzie mój wnuczek? Teraz u was zamieszkam!” O siebie się nie bała, bała się o Nikodema. Jak taki chłopiec ma żyć obok babci, która była w więzieniu?! Jak w ogóle dopuścić dziecko do kogoś takiego?! — Żeniu, herbaty chcesz? — zawołał Tadek z pokoju. — W Lidlu promocja na pieluchy, znalazłem ulotkę. Trzeba jutro kupić. Nie odpowiedziała. Już otwierała aplikację bankową, sprawdzając swoje oszczędności. Powinno wystarczyć na początek. Mieszkanie w innej dzielnicy — to dobrze. Lokatorzy wyprowadzą się za miesiąc. Byle przetrwać miesiąc i się nie zdradzić. *** Tadek wyszedł do pracy, długo całował Nikodema w pulchny policzek, obiecując, że wróci szybko. Patrzyła na tę scenę z obrzydzeniem. Jak mógł tak bezczelnie ją oszukiwać? Czy takie rzeczy się ukrywa?! Gdy wyszedł, wyjęła list. Ręce ją świerzbiły, by go otworzyć, przeczytać, ale się bała. A jeśli przeczyta — już nie odejdzie? Może tam coś, co zmieni jej decyzję… — Nie, — powiedziała głośno. — Nie ma znaczenia, co tam jest. Okłamywał mnie dwa lata! Ktoś zadzwonił do drzwi. Żenia zadrżała. Kto to? Rodzice zawsze uprzedzają. Przyjaciółki? Zerknęła przez judasza — na klatce stał Kuba. Nerwowo stał, rozglądał się na windę. Otworzyła. — Kuba? Tadka nie ma, jest w pracy. — Wiem, Żeniu… — Kuba się zawahał, chowając ręce w kieszeniach. — Wiesz, tylko przechodziłem. Tadek mówił, może klucze do garażu zostawił w domu? Miały leżeć na stoliku. — Klucze? — uniosła brew. — Nie widziałam żadnych kluczy. Jesteś pewny, że je tu zostawił? — Tak mówił… Wiesz, prosił mnie też, żeby odebrać pocztę z waszej skrzynki. Sprawdziłem, pusto. Nie wzięłaś dziś poczty? — Wzięłam. A co? Kuba przełknął ślinę. — Nic, czekamy na paczkę z częściami, Tadek prosił sprawdzić, czy nie przyszło awizo. Żenia spokojnie wróciła do kuchni, wzięła szarą kopertę i wróciła do drzwi. — Tego szukasz? — podała mu list. Kuba pobladł. — Żeniu, nie myśl źle… Tadek… To… — Czego nie powinnam wiedzieć, Kuba? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że obaj uważacie mnie za naiwną idiotkę?! Że urodziłam dziecko człowiekowi, którego życie to wielka tajemnica? — Żeniu, chciał dobrze! — Kuba zaczął szybko, szeptem. — Chciał normalności, bez tamtego wszystkiego. Jego matka… Trudna osoba, Tadek od niej doświadczył więcej zła, niż sobie wyobrażasz. On nie ze złej woli, po prostu chciał to wymazać, żeby cię nie wystraszyć. — Wymazać? — Żenia uśmiechnęła się gorzko. — Kuba, jak można wymazać matkę? Tak podle? Odebrał mi prawo wyboru! Miałam prawo wiedzieć, w jaką rodzinę wchodzę. — Jaka tam rodzina! — machnął ręką Kuba. — Tam nie ma żadnej rodziny. Tylko ona i jej… lewe sprawki. Żeniu, oddaj list, dobra? Przecież go nie czytałaś? Przekażę Tadkowi, powie wszystko. — Idź już, Kuba — powiedziała cicho. — Listu ci nie oddam. Jest do Tadeusza Suworowa, sam go odbierze. Z moich rąk. Trzasnęła drzwiami przed zaskoczonym Kubą. *** Dzień minął jak we śnie. Karmiła syna, przebierała, chodziła z nim na dwór, ale w myślach wciąż wracała do tej sprawy. Co zabrać najpierw? Wózek, łóżeczko, dokumenty. Meble… pies z nimi. W jej starym mieszkaniu na obrzeżach był tapczan i szafa. Wystarczy. Do szóstej wieczorem była już spokojna. Nakryła stół, zrobiła kolację, ułożyła synka. Usiadła czekać na męża. — Mmm, pachnie pysznie! — Tadek wszedł z pracy, wyraźnie udając, że nic się nie stało. — Zobacz, co kupiłem. Nową karuzelę dla Nikodema! Spokojne melodie. Siedziała bez słowa, a przed nią leżała ta szara koperta. Tadek zaglądnął i przestał udawać. — Znalazł Kuba? — spytał cicho. — Ja znalazłam. Kuba przyszedł na twoją prośbę, chciał zabrać. Ale nie dałam… Tadek usiadł ciężko naprzeciw. — Dlaczego, Tadek? Dlaczego mówiłeś, że zmarła? — Bo dla mnie umarła dwanaście lat temu — spojrzał jej w oczy. Łzy mu stały. — Kiedy pierwszy raz trafiła do więzienia. Potem wyszła, była pół roku na wolności i znowu poszła siedzieć. Żeniu, masz normalną rodzinę, ojciec inżynier, mama nauczycielka. Nie zrozumiałabyś. Ona jest zawodową oszustką. Aferzystką. — I uznałeś, że możesz mnie okłamywać? Rok? — Żenia nie wytrzymała. — Wiesz, że przez taki numer straciłam do ciebie całe zaufanie? — Bałem się, że odejdziesz! — wybuchnął. — Powiedziałabyś: „Nie, matka siedzi, kto wie, co mu we krwi!” Chciałem, żeby Nikodem miał normalne dzieciństwo. A ja myślałem, że lepiej być sierotą, niż synem złodziejki! — Teraz będzie miał ojca po rozwodzie — odpowiedziała lodowato. Tadek zamarł. — Co? Że jak? Żeniu, przez list? Przez to, że nie powiedziałem? — Przez to, że cię nie znam, Tadku. Skoro umiałeś wymyślić śmierć matki, to o czym jeszcze mnie okłamałeś? A ojciec? Może też nie „zniknął”, tylko gdzieś siedzi? — Żeniu, nie gadaj… — Nie gadam. Napisałam do lokatorów. Za miesiąc się wyprowadzam. Jutro wnioskuję o rozwód. Tadek błagał. Klęczał, prosił, mówił, że to było w dobrej wierze. Na darmo. Decyzję już podjęła. *** Lokatorzy się wyprowadzili, Żenia mieszka z synem u siebie. Z Tadkiem są już po rozwodzie, próbował ją odzyskać, ale nie może pojąć, co zrobił źle? Przecież chciał chronić rodzinę… Syna widuje często, zapewnia mu wszystko. Ale wrócić do Żeni nie może. Ona nie ma zamiaru do niego wracać.

Dziennik osobisty 13 marca

Dzisiaj wszystko się rozpadło.

Tego szukasz? wyciągnęłam w jego stronę kopertę.

Kuba zbladł gwałtownie.

Ewka, to nie zrozum tego źle Krzysiek to

Czego nie powinnam wiedzieć, Kuba? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że obaj mnie traktujecie jak naiwną stokrotkę?!

Jak to miesiąc? Ewka, przecież ustaliliśmy, że do jesieni spokojnie!

Dopiero co najmłodszy zaczął chodzić do przedszkola, znalazłam pracę niedaleko

Co się nagle stało?

Przecież czynsz płacimy na czas, nawet nie imprezujemy

Nie chodzi o was zająknęłam się. Muszę wrócić do swojego mieszkania.

Dlaczego? Pokłóciłaś się z mężem?

Błagam, nie zadawaj mi więcej pytań.

Równo miesiąc, licząc od dziś. Zrobię przeliczenie, kaucję oddam.

Przepraszam

Szybko rozłączyłam się, ogarnął mnie dreszcz. Chciałabym już postawić kropkę nad i

***

Nie mogłam oderwać wzroku od koperty leżącej na kuchennym stole.

Zwyczajna koperta, którą pięć minut wcześniej wyciągnęłam ze skrzynki na listy razem z ulotkami i rachunkiem za internet.

Zwykle to Kuba przynosił pocztę, ale dziś jakoś sama zajrzałam

Stempel. Adres zwrotny: ZK Wołów.

Nadawca: Zofia Nowak.

To nazwisko obiło mi się o uszy kilka razy tak miała na imię jego matka. Czyli teściowa, którą znałam wyłącznie z opowieści. Zresztą, nie wiedziałam, że kobieta, która dała Kubie życie, w ogóle jeszcze żyje.

Nie mam nikogo, Ewka powiedział Kuba na trzeciej randce, kiedy siedzieliśmy w taniej kawiarni, grzejąc się po deszczowym spacerze. Ojciec odszedł przed moim narodzeniem, nigdy go nie widziałem.

A mama Mama zmarła, jak miałem dwadzieścia lat. Zawał serca. Jestem jak liść na wietrze, sam sobie.

Całkiem sam? wzruszyłam się do łez. Żadnej cioci, żadnego wuja?

Jakaś daleka rodzina pod Lublinem, ale kontaktów brak.

Nam tak chyba łatwiej. Zero rodzinnych dramatów, żadnych obowiązkowych niedzielnych obiadów. Tylko ty i ja.

Pomyślałam wtedy: Boże, jaki on silny! Przeżył tyle, a serca nie stracił.

Otoczyłam Kubę troską, tak jakby chciałam nadrobić miłość, której nie dostał od matki.

Potem była kameralna uroczystość tylko najbliżsi. Moi rodzice, dwie przyjaciółki. Po Kuby stronie: tylko jego przyjaciel z dzieciństwa, Krzysiek, dziwnie milczący, unikający mojego wzroku.

Wtedy uznałam, że jest po prostu nieśmiały. Teraz wiem, Krzysiek najpewniej bał się wygadać.

Słuchaj, gdzie ona spoczywa? zapytałam kiedyś pół roku po ślubie. Możemy pojechać, uporządkować grób? Przecież to mama…

Kuba wtedy dziwnie się spięło. Odwrócił głowę, zaczął poprawiać kołnierzyk.

Daleko, Ewka. W innym województwie. Stary cmentarz, do którego praktycznie nikt nie zagląda.

Sam kiedyś pojadę, nie chcę, byś miała takie ciężkie wspomnienia. Zostawmy przeszłość, skupmy się na żywych, dobrze?

A ja mu uwierzyłam. Naiwna ja!

***

Usłyszałam, że drzwi wejściowe się otwierają. Szybko wsunęłam kopertę do szuflady i przykryłam ulotkami z Biedronki.

Cześć, kochanie! głos Kuby był jak zwykle pogodny. Jak tam nasz mistrz? Nie rozrabiał?

Wszedł do kuchni, chciał mnie pocałować w głowę, ale mimowolnie się odsunęłam.

Co się dzieje? Zmęczona? spojrzał z troską Kasper znowu nie dawał spać?

Zaraz się przebiorę, zabiorę Kaspra, ty się połóż. Kolację też sam ogarnę.

Nie trzeba, nie jestem głodna. Kubo, dostałam dzisiaj list

Zastygł na sekundę, dosłownie na ułamek. Zauważyłam.

Tak? Coś ważnego? Rachunki znowu?

Rachunki, reklamy nic ciekawego.

Wyraźne rozluźnienie, odetchnął z ulgą.

To dobrze! Myję ręce i lecę do naszego synka. Stęskniłem się!

Patrzyłam mu w plecy. Człowiek, z którym dzielę życie, dom, codzienność, właśnie mnie kłamał.

Tak bezczelnie, że aż robiło mi się słabo.

Jestem sierotą mówił.

A z zakładu karnego pisała Zofia Nowak.

Za co siedzi? Kogo skrzywdziła? Ukradła coś? Oszukała? Ile jej jeszcze zostało?

Zobaczyłam w wyobraźni, jak za rok czy dwa ktoś puka do drzwi i staje kobieta z więziennym spojrzeniem.

Cześć, synu. Dzień dobry, synowo. Gdzie mój wnuczek? Teraz z wami zamieszkam!

Nie, nie o siebie się bałam. Przerażałam się o Kaspra.

Jak chłopiec ma dorastać przy babci, która siedziała w więzieniu?!

Jak dopuścić kryminalistkę do własnego dziecka?!

Ewka, napijesz się herbaty? usłyszałam z pokoju. W Lidlu są zniżki na pampersy, znalazłem ulotkę w szufladzie. Trzeba jutro zajrzeć.

Nie odpowiedziałam. Otworzyłam aplikację bankową i sprawdziłam swój rachunek.

Powinno wystarczyć na start. Mieszkanie w innej dzielnicy to dobrze.

Lokatorzy wyprowadzą się za miesiąc. Muszę tylko wytrzymać ten czas i nie dać nic po sobie poznać.

***

Kuba wyszedł do pracy. Przed wyjściem długo tulił Kaspra i obiecywał szybki powrót.

Patrzyłam na tę scenę z narastającą odrazą. Jak mógł tak cynicznie kłamać? Jak można zatajać takie rzeczy?!

Gdy wyszedł, wyjęłam kopertę. Palce świerzbiły, by ją otworzyć, przeczytać, ale się bałam.

A jeśli przeczytam i nie będę już potrafiła odejść? Może tam jest coś

Nie, powiedziałam do siebie zdecydowanie. Nieważne, co tam jest. On mnie okłamywał prawie dwa lata!

Zadzwonił dzwonek do drzwi. Aż podskoczyłam. Kto to może być?

Rodzice zawsze uprzedzają wcześniej. Znajome? Podchodzę do judasza na korytarzu stoi Krzysiek.

Przesuwa się z nogi na nogę, nerwowo zerka na windę.

Otworzyłam drzwi.

Krzysiek? Kuba jest w pracy.

Wiem, Ewka zakłopotał się, ręce schowane w kieszeniach bluzy. Przejeżdżałem akurat. Kuba mówił, że może klucze od garażu zostały?

Podobno trzymasz je na jakiejś półce.

Klucze? podniosłam brwi. Nie ma żadnych kluczy na półce. I w przedpokoju nie widziałam. Jesteś pewien, że je zostawił?

Tak mówił Wiesz, Ewka, jeszcze mnie prosił, żebym sprawdził pocztę. Ale jak zajrzałem, to już nic nie było. Ty, eee nie wyjmowałaś czegoś dzisiaj?

Wyjmowałam. A co?

Krzysiek przełknął ślinę.

Bo wiesz czekamy na jedną paczkę, Kuba chciał, żebym sprawdził awizo.

Wróciłam do kuchni, wzięłam ze stołu szarą kopertę, wróciłam do drzwi.

Tego szukasz? podałam mu list.

Krzysiek pobladł.

Ewka, to nie tak Kuba On

O czym nie powinnam wiedzieć, Krzysiek? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że mnie obaj traktujecie jak głupiutką dziewczynkę?

Urodziłam dziecko człowiekowi, w którego rodzinie tajemnice wychodzą jak trup sami z szafy?

Ewka, on miał dobre intencje! Krzysiek zaczął szybko, nerwowo. Chciał normalnego życia, bez tego wszystkiego.

Jego matka To trudna osoba, Ewka, narobiła mu tyle krzywdy, że nie masz pojęcia.

On nie ze złości, rozumiesz? Po prostu chciał cię oszczędzić.

Oszczędzić? parsknęłam gorzko. Krzysiek, jak można wymazać z życia własną matkę? I to tak podle?

Odebrał mi prawo wyboru! Miałam prawo wiedzieć, w co wchodzę.

O jakiej rodzinie ty mówisz! wybuchnął Krzysiek. Tam nie ma żadnej rodziny, tylko ona i jej szemrane sprawy.

Oddaj ten list, dobrze? Przecież go nie czytałaś? Dam Kubie, sam wszystko wyjaśni.

Odejdź, Krzysiek powiedziałam cicho. I listu ci nie oddam. Jest do Kuby Nowaka, odbierze go osobiście. Ode mnie.

Z trzaskiem zamknęłam drzwi przed oniemiałym Krzyśkiem.

***

Dzień minął jak we śnie. Karmiłam Kaspra, przebierałam, wychodziłam na spacer, ale myślami wracałam do tego wszystkiego.

Co zabrać na początek? Wózek, łóżeczko, dokumenty. Meble niech sobie zostaną.

W moim mieszkaniu na obrzeżach miasta stoi stara wersalka, szafa. Wystarczy.

Wieczorem byłam już spokojna.

Nakryłam stół do kolacji, ugotowałam obiad, położyłam syna spać. I czekałam na Kubę.

Mmm, ale pachnie! Kuba wszedł do kuchni z udawaną normalnością. Spójrz, co kupiłem. Nową pozytywkę dla Kaspra! Ma uspokajającą melodię.

Milczałam przy stole. Przed nami leżała szara koperta. Kuba tylko zerknął i już przestał udawać.

Krzysiek znalazł? zapytał cicho.

Znalazłam ja. Krzysiek był, chciał zabrać na twoje polecenie. Ale nie dałam

Kuba opadł ciężko na krzesło.

Dlaczego, Kuba? Dlaczego powiedziałeś, że nie żyje?

Bo dla mnie ona umarła dwanaście lat temu podniósł oczy. Były w nich łzy. Kiedy pierwszy raz trafiła za kratki. Potem wyszła, była pół roku na wolności i znowu wróciła za przestępstwa.

Ewka, twoja rodzina jest normalna: tata inżynier, mama nauczycielka. Nawet nie wiedziałabyś, jak z nią rozmawiać. Ona całe życie kombinowała. Cwaniara, oszustka.

I uznałeś, że masz prawo mnie oszukiwać rokami?! nie wytrzymałam i wrzasnęłam. Ty wiesz, że tym rozbiłeś cały mój świat?!

Bałem się, że odejdziesz! bronił się. Bałem się, że stwierdzisz: Nie, facet z taką matką, kto wie, co w nim siedzi?

Chciałem, żeby Kasper dorastał normalnie. Stwierdziłem, że lepiej być sierotą, niż synem przestępczyni.

A teraz ma ojca po rozwodzie ucięłam chłodno.

Kuba zdrętwiał.

Co? Jak to? Ewka z powodu tego listu? Bo ci nie powiedziałem?

Bo cię nie znam, Kuba. Jeśli stać cię na taką bajkę o śmierci mamy, co jeszcze potrafisz ukryć?

Kim jest twój ojciec? Może on też nie zniknął, tylko siedzi w celi obok?

Ewka, nie przesadzaj…

Nie przesadzam. Lokatorzy już wiedzą. Za miesiąc się wyprowadzam. Jutro składam pozew.

Kuba błagał na kolanach, próbował wszystko tłumaczyć na własną korzyść.

Nie słuchałam. Dla mnie wszystko było już jasne.

***
Miesiąc później mieszkałam z Kasprzem u siebie. Z mężem się rozstaliśmy, lecz Kuba wciąż miał nadzieję mnie odzyskać. Nie rozumiał, co zrobił źle. Przecież tak dbał o rodzinę

Synka widuje regularnie, wszystkiego mu nie odmawia. Ale moje zaufanie stracił bezpowrotnie. Nie zamierzam już do niego wracać.

Rate article
Fajna Tajna
Żona dowiaduje się za późno — To tego szukasz? — podała mu list. Kuba pobladł. — Żeniu, nie myśl sobie… Tadek… To nie… — Czego nie powinnam wiedzieć, Kubo? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że oboje mnie macie za naiwną dziewuchę?! — Jak to — miesiąc? Żeniu, przecież się umawialiśmy, że do jesieni na pewno! Mój młodszy dopiero zaczął żłobek, znalazłam tu pracę… Co się stało? Przecież płacimy na czas, nie hałasujemy… — Tu nie chodzi o was… — zawahała się Żenia. — Muszę wrócić do swojego mieszkania. — Po co? Pokłóciłaś się z mężem? — Proszę, nie zadawaj zbędnych pytań. Dokładnie miesiąc od dzisiaj! Zrobię przeliczenie, oddam kaucję. Wybacz… Żenia nacisnęła „zakończ” i zadrżała. Chciała już mieć to wszystko za sobą… *** Żenia nie mogła oderwać wzroku od koperty leżącej na kuchennym stole. Zwykła koperta, którą dosłownie pięć minut temu wyjęła ze skrzynki razem z ulotkami i rachunkiem za internet. Tadek zwykle sam odbierał pocztę, ale dziś to ona z jakiegoś powodu sięgnęła do skrzynki… Stempel. Adres zwrotny. ZK nr 6. I nazwisko nadawcy: Suworowa Lidia Nikołajewna. To imię Żenia słyszała od męża — tak nazywała się jego matka. Czyli teściowa, której Żenia nigdy nie widziała na oczy. Nie miała pojęcia, że kobieta, która dała życie jej mężowi, w ogóle żyje. — Nie mam nikogo, Żeniu — powiedział Tadek na trzeciej randce, gdy siedzieli w taniej kawiarni, grzejąc się po spacerze w deszczu. — Ojciec odszedł jeszcze przed moimi narodzinami, nigdy go nie poznałem. A mama… mama zmarła, gdy miałem dwadzieścia lat. Serce. Jestem jak bez korzeni. Sam sobie. — Zupełnie sam? — Żenia prawie się wtedy popłakała. — Bez cioć, bez wujków? — Gdzieś daleko na Syberii, ale się nie kontaktujemy. Wiesz, tak nawet łatwiej. Zero rodzinnych dramatów, żadnych obowiązkowych obiadów u teściowej czy teścia. Tylko ty i ja. Pomyślała wtedy: „Boże, ale on silny. Przeżył tyle i nie stracił serca…” Zaroiła go takim ciepłem, jakby próbując nadrobić całą miłość, której nie dostał od matki. Potem był ślub — skromny, tylko dla bliskich. Z jej strony rodzice, dwie przyjaciółki, z jego — tylko najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, Kuba, który przez cały wieczór podejrzanie milczał i unikał jej wzroku. Wtedy myślała, że to przez nieśmiałość. Teraz już wiedziała: Kuba po prostu bał się wygadać za dużo. — Gdzie ona leży? — zapytała Żenia pół roku po ślubie. — Może pojedziemy, uporządkujemy grób? To w końcu twoja mama… Tadek dziwnie się wtedy skrzywił. Odwrócił się, zaczął poprawiać kołnierzyk. — Daleko, Żeniu, na starym zamkniętym cmentarzu za miastem. Sam pojadę, nie zawracaj sobie głowy. Nie chcę cię tam zabierać, ciężka energia. Lepiej myśleć o żyjących, co? I uwierzyła. Głupia! *** Drzwi wejściowe trzasnęły, Żenia drgnęła i szybko schowała kopertę do szuflady, przysypując ją kuponami z Biedronki. — Cześć, kochanie! — głos Tadka jak zawsze pogodny i ciepły. — Jak nasz mały mistrz? Dał ci popalić? Wszedł do kuchni, chciał pocałować ją w czubek głowy — odsunęła się mimowolnie. — Coś nie tak? Zmęczona? — zmarszczył brwi. — Mały znowu nie dał ci spać? Przebiorę się, zabiorę go na spacer, a ty się prześpij. Kolację też zrobię. — Nie trzeba, nie jestem głodna. Tadeusz, przyszła dziś poczta… Zastygł — na sekundę tylko, ale ona to dostrzegła. — Tak? I co przyszło? Rachunki? — Rachunki. Reklamy. Tyle. Wyraźnie się rozluźnił, głośno wypuścił powietrze. — To dobrze! Idę umyć ręce, pobawię się z synkiem. Tęskniłem za nim. Patrzyła mu na plecy. Człowiek, z którym dzieliła wszystko, właśnie ją okłamywał. Tak bezwstydnie, że robiło się niedobrze. „Wyobraź sobie, że jestem sierotą” — mówił. A z więzienia nr 6 pisała Lidia Nikołajewna. Za co siedzi? Kogoś skrzywdziła? Ukradła? Naciągała ludzi? Ile jeszcze będzie tam siedzieć? Żenia wyobraziła sobie, jak za rok, dwa ktoś dzwoni do ich drzwi — kobieta ze smutnym spojrzeniem i kryminalną przeszłością. I mówi: „Cześć synku, dzień dobry synowo. A gdzie mój wnuczek? Teraz u was zamieszkam!” O siebie się nie bała, bała się o Nikodema. Jak taki chłopiec ma żyć obok babci, która była w więzieniu?! Jak w ogóle dopuścić dziecko do kogoś takiego?! — Żeniu, herbaty chcesz? — zawołał Tadek z pokoju. — W Lidlu promocja na pieluchy, znalazłem ulotkę. Trzeba jutro kupić. Nie odpowiedziała. Już otwierała aplikację bankową, sprawdzając swoje oszczędności. Powinno wystarczyć na początek. Mieszkanie w innej dzielnicy — to dobrze. Lokatorzy wyprowadzą się za miesiąc. Byle przetrwać miesiąc i się nie zdradzić. *** Tadek wyszedł do pracy, długo całował Nikodema w pulchny policzek, obiecując, że wróci szybko. Patrzyła na tę scenę z obrzydzeniem. Jak mógł tak bezczelnie ją oszukiwać? Czy takie rzeczy się ukrywa?! Gdy wyszedł, wyjęła list. Ręce ją świerzbiły, by go otworzyć, przeczytać, ale się bała. A jeśli przeczyta — już nie odejdzie? Może tam coś, co zmieni jej decyzję… — Nie, — powiedziała głośno. — Nie ma znaczenia, co tam jest. Okłamywał mnie dwa lata! Ktoś zadzwonił do drzwi. Żenia zadrżała. Kto to? Rodzice zawsze uprzedzają. Przyjaciółki? Zerknęła przez judasza — na klatce stał Kuba. Nerwowo stał, rozglądał się na windę. Otworzyła. — Kuba? Tadka nie ma, jest w pracy. — Wiem, Żeniu… — Kuba się zawahał, chowając ręce w kieszeniach. — Wiesz, tylko przechodziłem. Tadek mówił, może klucze do garażu zostawił w domu? Miały leżeć na stoliku. — Klucze? — uniosła brew. — Nie widziałam żadnych kluczy. Jesteś pewny, że je tu zostawił? — Tak mówił… Wiesz, prosił mnie też, żeby odebrać pocztę z waszej skrzynki. Sprawdziłem, pusto. Nie wzięłaś dziś poczty? — Wzięłam. A co? Kuba przełknął ślinę. — Nic, czekamy na paczkę z częściami, Tadek prosił sprawdzić, czy nie przyszło awizo. Żenia spokojnie wróciła do kuchni, wzięła szarą kopertę i wróciła do drzwi. — Tego szukasz? — podała mu list. Kuba pobladł. — Żeniu, nie myśl źle… Tadek… To… — Czego nie powinnam wiedzieć, Kuba? Że matka mojego męża żyje i siedzi w więzieniu? Że obaj uważacie mnie za naiwną idiotkę?! Że urodziłam dziecko człowiekowi, którego życie to wielka tajemnica? — Żeniu, chciał dobrze! — Kuba zaczął szybko, szeptem. — Chciał normalności, bez tamtego wszystkiego. Jego matka… Trudna osoba, Tadek od niej doświadczył więcej zła, niż sobie wyobrażasz. On nie ze złej woli, po prostu chciał to wymazać, żeby cię nie wystraszyć. — Wymazać? — Żenia uśmiechnęła się gorzko. — Kuba, jak można wymazać matkę? Tak podle? Odebrał mi prawo wyboru! Miałam prawo wiedzieć, w jaką rodzinę wchodzę. — Jaka tam rodzina! — machnął ręką Kuba. — Tam nie ma żadnej rodziny. Tylko ona i jej… lewe sprawki. Żeniu, oddaj list, dobra? Przecież go nie czytałaś? Przekażę Tadkowi, powie wszystko. — Idź już, Kuba — powiedziała cicho. — Listu ci nie oddam. Jest do Tadeusza Suworowa, sam go odbierze. Z moich rąk. Trzasnęła drzwiami przed zaskoczonym Kubą. *** Dzień minął jak we śnie. Karmiła syna, przebierała, chodziła z nim na dwór, ale w myślach wciąż wracała do tej sprawy. Co zabrać najpierw? Wózek, łóżeczko, dokumenty. Meble… pies z nimi. W jej starym mieszkaniu na obrzeżach był tapczan i szafa. Wystarczy. Do szóstej wieczorem była już spokojna. Nakryła stół, zrobiła kolację, ułożyła synka. Usiadła czekać na męża. — Mmm, pachnie pysznie! — Tadek wszedł z pracy, wyraźnie udając, że nic się nie stało. — Zobacz, co kupiłem. Nową karuzelę dla Nikodema! Spokojne melodie. Siedziała bez słowa, a przed nią leżała ta szara koperta. Tadek zaglądnął i przestał udawać. — Znalazł Kuba? — spytał cicho. — Ja znalazłam. Kuba przyszedł na twoją prośbę, chciał zabrać. Ale nie dałam… Tadek usiadł ciężko naprzeciw. — Dlaczego, Tadek? Dlaczego mówiłeś, że zmarła? — Bo dla mnie umarła dwanaście lat temu — spojrzał jej w oczy. Łzy mu stały. — Kiedy pierwszy raz trafiła do więzienia. Potem wyszła, była pół roku na wolności i znowu poszła siedzieć. Żeniu, masz normalną rodzinę, ojciec inżynier, mama nauczycielka. Nie zrozumiałabyś. Ona jest zawodową oszustką. Aferzystką. — I uznałeś, że możesz mnie okłamywać? Rok? — Żenia nie wytrzymała. — Wiesz, że przez taki numer straciłam do ciebie całe zaufanie? — Bałem się, że odejdziesz! — wybuchnął. — Powiedziałabyś: „Nie, matka siedzi, kto wie, co mu we krwi!” Chciałem, żeby Nikodem miał normalne dzieciństwo. A ja myślałem, że lepiej być sierotą, niż synem złodziejki! — Teraz będzie miał ojca po rozwodzie — odpowiedziała lodowato. Tadek zamarł. — Co? Że jak? Żeniu, przez list? Przez to, że nie powiedziałem? — Przez to, że cię nie znam, Tadku. Skoro umiałeś wymyślić śmierć matki, to o czym jeszcze mnie okłamałeś? A ojciec? Może też nie „zniknął”, tylko gdzieś siedzi? — Żeniu, nie gadaj… — Nie gadam. Napisałam do lokatorów. Za miesiąc się wyprowadzam. Jutro wnioskuję o rozwód. Tadek błagał. Klęczał, prosił, mówił, że to było w dobrej wierze. Na darmo. Decyzję już podjęła. *** Lokatorzy się wyprowadzili, Żenia mieszka z synem u siebie. Z Tadkiem są już po rozwodzie, próbował ją odzyskać, ale nie może pojąć, co zrobił źle? Przecież chciał chronić rodzinę… Syna widuje często, zapewnia mu wszystko. Ale wrócić do Żeni nie może. Ona nie ma zamiaru do niego wracać.