Żona bez tożsamości

Żona bez statusu

Alicja podeszła do lustra w przedpokoju, poprawiła włosy i raz jeszcze krytycznie się sobie przyjrzała. Nowa sukienka — granatowa, elegancka, ale dyskretna — leżała na niej idealnie. Buty na niewysokim obcasie, torebka w tym samym odcieniu. Wszystko, jak przystało na spotkanie z żonami współpracowników męża.

— Bartek, jestem gotowa! — zawołała w stronę gabinetu.

— Zaraz, zaraz! — odpowiedział mąż, ale odgłosy rozmowy przez telefon zdradzały, że jeszcze nie skończył.

Alicja westchnęła. Znów będą spóźnieni. A tak się starała zrobić dobre wrażenie na ludziach, z którymi Bartek pracował w nowej firmie. Minęły trzy miesiące, odkąd dostał awans na stanowisko wicedyrektora, ale ona wciąż czuła się niepewnie na firmowych imprezach.

— Alu, słuchaj — Bartek w końcu pojawił się w przedpokoju, zapinając marynarkę w biegu. — Będzie dziś Marek Zawadzki z żoną, pamiętasz, opowiadałem ci o nim? To bardzo wpływowy człowiek. Postaraj się znaleźć z jego żoną wspólny język.

— Jasne, postaram się — skinęła głową. — A czym ona się zajmuje?

— No… Nie wiem dokładnie. Pewnie gospodynią domową. Albo coś tam robi społecznie. Charytatywnie czy coś. Porozmawiaj, sama się dowiesz.

Mówił pospiesznie, myślami gdzie indziej. Alicja zrozumiała, że więcej nie wyciągnie, więc zamilkła.

Restauracja powitała ich przytłumionym światłem i cichą muzyką. Przy dużym stole siedziało już kilka par. Bartek od razu podszedł do mężczyzn, zostawiając Alicję samą wśród żon.

— To pani pewnie Alicja? — zwróciła się do niej elegancka kobieta po pięćdziesiątce w kosztownym kostiumie. — Jestem Danuta Zawadzka, żona Marka. Bartek nam o pani opowiadał.

— Bardzo mi miło! — Alicja wyciągnęła dłoń. — A o czym dokładnie opowiadał?

— Och, tak ogólnie. Że ma wspaniałą żonę, która go we wszystkim wspiera — uśmiechnęła się Danuta, ale w jej oczach przemknął błysk oceny.

Alicja usiadła obok niej, czując lekkie napięcie. Reszta kobiet przy stole była w podobnym wieku, wszystkie ubrane drogo i z klasą.

— A czym się pani zajmuje, Alicjo? — zapytała szczupła brunetka, która przedstawiła się jako Iwona.

— Jestem tłumaczem — odpowiedziała Alicja. — Głównie techniczne teksty, na freelancie.

— Ach, jakie ciekawe! — zawołała Danuta, ale w jej głosie nie było entuzjazmu. — A jakie języki?

— Angielski i niemiecki.

— Rozumiem. A dzieci macie?

— Jeszcze nie — Alicja poczuła, jak czerwienieje. To pytanie zawsze wprawiało ją w zakłopotanie.

— No nic, jeszcze wszystko przed wami! — wtrąciła się pulchna blondynka. — Ja mam trójkę, wszystkie już dorosłe. Najstarszy mieszka w Stanach, prowadzi biznes.

Rozmowa potoczyła się utartym torem. Kobiety mówiły o dzieciach, wnukach, wakacjach na ekskluzywnych kurortach, zakupach. Alicja słuchała, wtrącając czasem słowo, i czuła się coraz bardziej obco w tym towarzystwie.

— A dla jakiej firmy pani tłumaczy? — nagle zapytała Iwona.

— Pracuję z różnymi klientami. Samodzielnie, można powiedzieć.

— A, freelancer — skinęła głową Iwona. — To pewnie wygodne, pracować w domu. Ale zarobki chyba nieregularne?

— Wystarczające — odparła Alicja trochę ostrzej, niż zamierzała.

— No tak, oczywiście — Danuta uśmiechnęła się tym pustym uśmiechem, który nic nie znaczył. — My z koleżankami prowadzimy fundację charytatywną. Pomagamy domom dziecka, organizujemy święta. To bardzo satysfakcjonujące! Chciałaby pani do nas dołączyć?

— Zastanowię się — ostrożnie odpowiedziała Alicja.

— Warto, ale to wymaga czasu. Trzeba regularnie bywać na spotkaniach, jeździć na eventy. My wszystkie jesteśmy wolne, mężowie dobrze zarabiają, więc możemy sobie pozwolić na działalność społeczną.

Alicja skinęła głową, doskonale rozumiejąc aluzję. Nie była z ich kręgu. Nie miała czasu na filantropię, bo musiała pracować. A zatem nie była prawdziwą żoną sukcesu.

— Alu, jak tam? — Bartek pochylił się nad nią, kładąc dłoń na jej ramieniu. — Zapoznałaś się z paniami?

— Tak, wszystko w porządku — wymusiła uśmiech.

— Bartoszu, ma pan uroczą żonę! — oznajmiła Danuta. — Namawiamy ją do naszego funduszu.

— Świetny pomysł! — ucieszył się Bartek. — Alicja, to doskonała okazja! Przecież mówiłaś, że chciałabyś zająć się czymś pożytecznym.

Alicja spojrzała na niego zdumiona. Kiedy to mówiła? Wręcz przeciwnie — narzekała, że ma coraz więcej pracy i brakuje jej czasu.

— Powiedziałam, że się zastanowię — powtórzyła cicho.

— Naturalnie, niech pani się zastanowi — kiwnęła głową Danuta. — Tylko pamiętajmy, że są składki. Miesięcznie, po dwa tysiące złotych.

Alicja o mało nie zakrztusiła się winem. Dwa tysiące to połowa jej zarobków w dobrym miesiącu!

— To drobiazg! — machnął ręką Bartek. — Alicja, koniecznie dołącz. To dla dzieci!

Reszta wieczoru minęła jak we mgle. Alicja uśmiechała się, udawała zainteresowanie, ale myślami była gdzie indziej. Przypomniała sobie, jak rok temu z Bartkiem wybierali mieszkanie. Jak cieszyła się, że w końcu będą mogli pozwolić sobie na coś w dobrej dzielnicy. Jak była dumna, gdy dostał awans.

Ale wtedy wszystko wydawało się prostsze. Myślała, że są zespołem, że idą w tym samym kierunku. Teraz rozumiała: Bartek nie potrzebuje partnerki, tylko ozdoby do swojego nowego statusu.

W domu od razu poszła do sypialni, zaczęła zdejmować biżuterię. Bartek wszedł za nią, rozluźniając krawat.

— No i jak wieczór? — zapytał, siadając na łóżku. — Danuta to ciekawa kobieta, prawda? A ten fundusz — świetna okazja, żeby wejść w środowisko.

— Bartek, a po co mi te znajomości? — odwróciła się do niego. — Ja pracuję, mam swoje zajęcie.

— Ale co to za zajęcie, Alu? — uniósł brwi. — Siedzisz w domu, tłumaczysz teksty. To nie kariera. A tu masz szansę zaistnieć w towarzystwie, zdobyć pozycAlicja spojrzała przez okno na rozświetlone miasto i poczuła, jak w jej sercu rodzi się nowa siła – ta, która pozwala wybrać własną drogę, nawet jeśli oznacza to odejście od bezpiecznej przystani małżeńskiej stabilności.

Rate article
Fajna Tajna
Żona bez tożsamości