Znowu do niej idziesz?
Agnieszka zadaje pytanie, choć zna odpowiedź. Szymon kiwa głową, nie patrząc jej w oczy. Wkłada kurtkę, sprawdza kieszenie klucze, telefon, portfel. Wszystko jest. Można wychodzić.
Czekała na choćby jedno słowo. Przepraszam albo zaraz wrócę. Ale Szymon po prostu otwiera drzwi i wychodzi. Zamek cicho kliknął, jakby przepraszał za właściciela.
Agnieszka podchodzi do okna. Na podwórku miękkie światła latarni oświetlają znajomą sylwetkę. Szymon idzie szybkim, pewnym krokiem. Wie dokładnie, dokąd zmierza. Do niej. Do Magdy. Do ich siedmioletniej Zuzki.
Agnieszka opiera czoło o zimną szybę.
Wszystko wiedziała przecież od początku. Gdy się poznali, Szymon był jeszcze żonaty. Formalnie. Pieczątka w dokumencie, wspólne mieszkanie, dziecko. Ale już z Magdą nie mieszkał wynajmował pokój, wpadał tylko dla córki.
Zdradziła mnie” powiedział wtedy Szymon. Nie mogłem wybaczyć. Złożyłem papiery do rozwodu.
Agnieszka uwierzyła. Bo chciała wierzyć, bo się zakochała głupio, dziko, jak osiemnastolatka. Randki w kawiarni, nocne rozmowy przez telefon, pierwszy pocałunek w deszczu pod jej blokiem. Szymon patrzył na nią, jakby była jedyną kobietą na świecie.
Rozwód. Ich ślub. Nowe mieszkanie, wspólne plany, rozmowy o przyszłości.
A potem się zaczęło:
Najpierw telefony. Szymek, przywieź Zuzi lekarstwo, dusi się. Szymek, kran cieknie, nie umiem tego naprawić. Szymek, córka płacze, chce cię zobaczyć. Przyjedź natychmiast.
Szymon rzuca wszystko i jedzie. Za każdym razem.
Agnieszka starała się to zrozumieć. Dziecko to świętość. Córka niczemu nie winna. Oczywiście, że ojciec powinien być blisko, pomagać. Czasem Szymon próbował stawiać granice byłej żonie.
Ale Magda szybko zmieniała sposób.
Nie przyjeżdżaj w weekend. Zuzka nie chce cię widzieć
Nie dzwoń, denerwujesz ją
Zapytała, czemu tata nas zostawił. Co miałam jej odpowiedzieć?
I Szymon pękał. Gdy próbował odmówić w kolejnej pilnej sprawie Magda uderzała w najczulsze miejsce. Po tygodniu Zuzka powtarzała za matką: Nie kochasz nas. Wybrałeś inną panią. Nie chcę cię widzieć.
Siedmioletnie dziecko nie wymyśliłoby tego samo.
Szymon wracał po takich rozmowach załamany, winny, bez życia w oczach. Biegł do byłej żony, gdy tylko zadzwoniła byleby córka nie odwracała się od niego, byleby nie patrzyła nieznajomym, lodowatym wzrokiem.
Agnieszka rozumiała. Naprawdę rozumiała.
Ale była wykończona.
Szymon znika za rogiem bloku. Agnieszka odchodzi od okna, odruchowo pociera czoło została na nim czerwona smuga od szyby.
Puste mieszkanie przytłacza.
Na zegarze prawie północ, gdy w zamku przekręca się klucz.
Siedzi w kuchni, przed nią dawno wystygnięta herbata. Nawet jej nie dotknęła tylko patrzy, jak na powierzchni pojawia się ciemna powłoka. Trzy godziny. Trzy długie godziny czekała, nasłuchując każdego kroku na klatce.
Szymon wchodzi cicho, zdejmuje kurtkę, wiesza na haczyk. Porusza się ostrożnie, jakby miał nadzieję zamknąć się w cieniu.
Co tym razem się stało?
Agnieszka jest zaskoczona, jak spokojnie zabrzmiał jej głos. Przez trzy godziny układała w głowie to pytanie, a o północy nie czuje już żadnych emocji, jakby wszystko się wypaliło.
Szymon przez chwilę milczy.
Bojler się zepsuł. Trzeba było naprawić.
Agnieszka podnosi wzrok. Stoi w progu kuchni, nie chce wejść do środka. Patrzy gdzieś w bok, w ciemne okno.
Przecież nie potrafisz naprawiać bojlerów.
Wezwałem fachowca.
I musiałeś czekać na miejscu? odsuwa kubek. Nie mogłeś zadzwonić po niego stąd?
Szymon marszczy czoło, krzyżuje ręce. Milczenie gęstnieje, robi się nieprzyjemne.
Może dalej ją kochasz?
Teraz patrzy prosto nagle, z gniewem i pretensją.
Co ty za bzdury gadasz? Ja wszystko robię dla Zuzi! To się nie tyczy Magdy!
Robi krok w stronę kuchni, Agnieszka odruchowo cofa się razem ze stołem.
Przecież wiedziałaś, że mam dziecko, że nie będę mógł być tylko tu. I co? Za każdym razem będziesz robić awanturę, gdy pojadę do córki?
Zasycha w gardle. Chciała odpowiedzieć twardo, z godnością, ale zamiast tego oczy pieką i pierwsza łza spływa jej po policzku.
Myślałam zawiesza głos, przełyka ślinę. Myślałam, że chociaż udasz, że mnie kochasz. Że będziesz się starał.
Agnieszka, już dosyć
Mam dość! głos zrywa się na krzyk, aż sama się przestraszyła. Mam dość bycia nawet nie na drugim! Na trzecim miejscu! Po Magdzie, jej fanaberiach, po zepsutych bojlerach o północy!
Szymon uderza dłonią o framugę drzwi.
Czego ty ode mnie chcesz?! Mam zostawić dziecko? Przestać do niej jeździć?!
Chcę, żebyś choć raz wybrał mnie! wstaje, kubek się przechyla, herbata wylewa na stół. Byś choć raz powiedział nie! Nie mi jej! Magdzie!
Mam dość tych histerii!
Szymon chwyta kurtkę.
Gdzie idziesz?
Zamiast odpowiedzi trzaska drzwiami.
Agnieszka stoi w kuchni, herbata kapie na podłogę, a wszystko w niej dzwoni. Chwyta telefon, wybiera numer. Sygnał, drugi, trzeci. Abonent niedostępny.
Jeszcze raz. I znowu.
Cisza.
W końcu siada, przyciska telefon do piersi. Gdzie on poszedł? Do niej? Znowu do niej? Czy tylko włóczy się po nocnych ulicach, wściekły i rozgoryczony?
Nie wie. I ta niewiedza boli jeszcze bardziej.
Noc wlecze się w nieskończoność.
Agnieszka siedzi na łóżku, telefon w dłoni ekran ciemnieje i znów się rozświetla. Dzwoni, słucha sygnałów, rozłącza. Pisze: Gdzie jesteś?. Potem kolejne: Odpowiedz, proszę. Jeszcze: Boję się. Wysyła patrzy na szarą ptaszkę pod każdym. Niedostarczone. A nawet jak doręczone, to nieprzeczytane. Jaka to różnica?
O czwartej przestaje płakać. Łzy już się skończyły, wyschły w środku, zostawiając pustkę. Wstaje, włącza światło w sypialni, otwiera szafę.
Dość.
Ma dość.
Walizka leży zapomniana na pawlaczu, zakurzona, z urwanym znaczkiem z jakiejś starej podróży. Zrzuca ją na łóżko, zaczyna pakować. Swetry, spodnie, bielizna. Bez sortowania wszystko, co się nawinie. Jemu wszystko jedno jej też. Niech wraca do pustego mieszkania. Niech szuka, dzwoni, pisze wiadomości, których już nie przeczyta.
Niech sam poczuje, jak to boli.
O szóstej rano stoi w przedpokoju. Dwie walizki, torba na ramię, kurtka zapięta byle jak jedna poła dłuższa od drugiej. Patrzy na pęk kluczy w dłoni. Trzeba odpiąć swój, zostawić na półce.
Palce nie słuchają.
Odpina kółko, podważa paznokciem klucz nie chce się dać, ręce się trzęsą, w oczach znowu iskrzy, choć skąd jeszcze te łzy
No weźże!
Klucze upadają na podłogę, dźwięczą o płytki. Patrzy na nie chwilę, a potem siada na walizce, obejmuje się ramionami i wybucha płaczem. Tak głośno, bezwstydnie, aż brakuje tchu jak kiedyś, gdy rozbiła mamie ukochaną wazę i świat wydawał się skończony.
Nie słyszy, kiedy drzwi się otwierają.
Agnieszka
Szymon klęka przed nią, na zimnych kafelkach w przedpokoju. Pachnie dymem papierosowym i nocnym miastem.
Agnieszka, przepraszam cię. Przepraszam.
Podnosi głowę. Twarz mokra, spuchnięta, tusz rozmazany w czarne smugi. Szymon delikatnie bierze jej dłonie w swoje.
Byłem u mamy. Całą noc. Przegadała mnie krzywi się lekko. Ustawiła mnie do pionu.
Agnieszka milczy. Patrzy na niego nie wie, wierzyć czy nie.
Złożę sprawę w sądzie przeciw Magdzie. Wywalczę oficjalny harmonogram spotkań z Zuzią. Przez kuratora, jak trzeba. Już nie będzie mogła tak mną pomiatać i nastawiać córki przeciwko mnie.
Ściska jej dłonie mocniej.
Wybieram ciebie, Agnieszka. Słyszysz? Ciebie. Ty jesteś moją rodziną.
Coś w jej sercu drgnęło. Mała, uparta nadzieja, którą przez całą noc próbowała w sobie zniszczyć.
Naprawdę?
Naprawdę.
Agnieszka zamyka oczy. Zaufa Szymonowi. Zaufa jeszcze raz. A potem co ma być, to będzie.



