Pękł laptop, a teściowa obwiniła nas
Kamil i Jagoda postanowili świętować rocznicę poznania w przytulnej kawiarni w centrum Krakowa. Wrócili do domu po północy.
– Nareszcie się zjawiliście! – powitała ich w drzwiach matka Kamila, Halina Stanisławowska, z założonymi rękami. – Gdzie was nosiło? Ja tu sama z wnukami się męczę!
– Mamo, co się stało? – zdziwił się Kamil. – Przecież uwielbiasz dzieci Ewy.
– Tak ciężko było z nimi posiedzieć? – dodała Jagoda, zdejmując płaszcz.
– Wy sobie spacerujecie, a ja tu haruję! – odcięła teściowa. – A gdzie jest matka tych wnuków?
– Ona ma swoje sprawy, a wy, widzę, odpoczywacie! – Halina wskazała na kuchnię. – Zmywajcie naczynia! Nacieszyliście się – teraz do roboty!
Kamil, marszcząc brwi, otworzył laptopa. Nagle jego wzrok zastygł, a dłonie zacisnęły się na klapie. Zobaczył coś, od czego krew ścięła mu się w żyłach.
Po ślubie Kamil i Jagoda wynajmowali mieszkanie. Ale wkrótce musieli się przeprowadzić do teściowej – brakowało pieniędzy. Rodzice Jagody mieszkali w kawalerce z jej młodszym bratem, więc para nie miała gdzie się podziać. Kamil zmienił pracę: zarabiał mniej, ale obiecywano mu awans.
– Jagoda, to tylko na chwilę – przekonywał Kamil. – U mamy zaoszczędzimy. Mieszka sama, tylko siostra czasem wpada z wizytą, czasem zostawia dzieci. Damy radę.
– Mogłabym dorobić, ty też – zaproponowała Jagoda.
– Co, harować całą dobę? – warknął Kamil. – Cały dzień w biurze, potem jeszcze gdzieś biegać? Do domu tylko spać? A kiedy żyć?
– A z twoją mamą pod jednym dachem to będzie życie? – westchnęła Jagoda.
– Rozumiesz, nie ma kasy! Jeśli u mamy będzie dobrze, szybciej uzbieramy na swoje.
Jagoda milczała. Nie chciała mieszkać z teściową. Widziała bratanków Kamila, dzieci jego siostry Ewy, tylko raz na weselu. Hałaśliwe, rozpieszczone – wrażenia nie zrobiły. Ale wyboru nie było.
– No i co w tym złego? – powitała ich Halina Stanisławowska. – Lepiej niż obcym płacić czynsz. Rachunki dzielimy na trzy: wy dwie części, ja jedną. Na jedzenie też się złożymy. Ja robięę zakupy, gotuję. Wy sprzątacie.
– Dobrze, mamo – zgodził się Kamil. – Jagoda, w porządku?
– Tak… – wyszeptała.
Na początku szło gładko. Młodzi wracali na gotową kolację, rano czekało śniadanie. Jagoda po pracy brała dodatkowe zlecenia online, ale weekendy psuły wizyty bratanków. Ewa prawie się nie pojawiała, zostawiając dzieci od piątku do niedzieli.
Sprzątanie przy nich było niemożliwe: dzieci robiły bałagan, właziły w każdy kąt, potrafiły wtargnąć do sypialni, gdy Jagoda z Kamilem spali.
– Kamil, przecież mama może je zabrać – prosiła Jagoda. – Śpimy!
– To tylko dzieci – machnął ręką. – Moje bratanki, więc i twoje. Wytrzymaj.
– Pracowałam pół nocy!
– Nikt cię nie zmuszał. Dobrze, wstaję. Mam spotkanie z kumplami, jedziemy na ryby. Wrócę wieczorem.
– A ja? Znowu sama?
– Mama jest w domu. Chcesz spokoju? Daj im swój laptop, niech się bawią.
– Świetny pomysł! Daj swój – warknęła Jagoda.
– Mam tam dokumenty – odparł Kamil. – U ciebie co, ważniejsze?
– Mam projekt, dziś deadlinę! – wybuchnęła. – Idź, sama się tym zajmę.
Tak było nie raz. Kamil wychodził z kolegami: raz na ryby, raz na grilla, raz na piwo. Tym razem znowu wyszedł.
Halina karmiła dzieci.
– Jagoda, siadaj – rzuciła. – Naleśników mało, ale tobie wystarczy. Kamil mówił, że dzieci mogą pograć na twoim laptopie.
– To nieprawda! – oburzyła się Jagoda. – Nic nie obiecywałam. Mam tam pracę, dziś deadlinę.
– Jakaś ty skąpa – prychnęła teściowa. – Jesteśmy rodziną! Ewa nie daje swojego, bo drogi.
– Mam tam cały tydzień pracy! – odcięła Jagoda. – Zaraz będę nad tym pracować.
– Pozmywaj naczynia – rzuciła Halina, sięgając po telefon.
Jagoda zmywała, wściekła się, że nikt w domu nie sprząta nawet po sobie filiżanki. Teściowa już gadała przez telefon:
– Grażynka, oczywiście się spotkamy! Za godzinę w galerii. Kto hałasuje? Wnuki. Nie martw się, Jagoda z nimi posiedzi. Niech się ćwiczy, skoro swoich nie ma.
Jagoda o mało nie upuściła talerza. Cicho wyszła z kuchni, spakowała się, wzięła laptopa i wyszła. Teściowa milczała – pewnie chciała powiedzieć o wyjściu w ostatniej chwili.
Jadąc do internetowej kawiarni, gdzie często pracowała, Jagoda zamówiła kawę i zabrała się za projekt. Po pół godzinie zadzwonił Kamil:
– Jagoda, gdzie jesteś? Co się dzieje?
– Pracuję – spokojnie odpowiedziała. – Dziś deadlinę.
– Mama w panice! Gdzie się podziałaś?
– Nie mogę pracować w tym hałasie – odcięła.
– Zrujnowałaś mamie spotkanie z koleżanką!
– Niech ją zaprosi do domu.
– Z tymi rozrabiakami?
– To sam z nimi zostań, a mamę puść. Mają własną matkę!
– Przesadzasz – warknął Kamil.
– A może to wy przesadzacie? – odparowała Jagoda. – Mama tak chętnie nas przygarnęła, a my za to płacimy. W tym miesiącu zabrała od nas dodatkowe sto złotych na jedzenie. Ty tego nie widzisz?
– Jesteś drobiazgowa! – rzucił.
– A ty na co wydajesz pieniądze? – wybuchnęła Jagoda. – Na mamę – zero, wszystko ja. A na kumpli zawsze masz! Przez pół miesiąca twoje bratanki jedzą na nasz koszt. Mama kupuje im słodycze, lody, a nam – nic. Najlepsze kąski – im. Ewa zabiera je z pełnymi torbami. Gdy wynajmowaliśmy mieszkanie, wydawaliśmy trzy razy mniej! To nazywasz oszczędnością? Chcesz tak żyć? Dostanę za projekt kasę i się wyprowadzam. Jesteś ze mną, czy rozwód?
– Jagoda, gdzie jesteś? – głos Kamila zadrżał.
– Po co ci to?
– Ryby się nie udały. Nie chcę wracać do domu. Spędźmy dzień razem.
– Mam pracę – odcięła.
– BKamil westchnął ciężko, rozumiejąc, że nadszedł czas, by w końcu stanąć po stronie żony i zbudować wspólną przyszłość z dala od toksycznej rodziny.



