Znalazłam pracę mojego życia, będąc na urlopie macierzyńskim.

Od czternastego roku życia pracowałam. Nawiasem mówiąc, to nie pieniądze zmusiły mnie do pracy, ale chęć skierowania wolnego czasu we właściwym kierunku. Urodziłam się w dość zamożnej rodzinie, więc nigdy nie miałam problemów z pieniędzmi, ale rodzice nie mieli nic przeciwko temu, że nauczyłam się rozumieć znaczenie pracy.

Tak więc już w wieku dwudziestu trzech lat znałam wiele aspektów pracy. Pełniłam funkcję kierownika restauracji. Szczerze mówiąc, taka praca zajmowała mi prawie cały wolny czas, ale byłam zadowolona.

Na długo wyczekiwane wakacje pojechałam z przyjaciółką nad morze, gdzie wdałam się w romantyczną znajomość. Codziennie rano spotykaliśmy się przy śniadaniu, potem spędzaliśmy dużo czasu nad morzem, a wieczorem w barze.

Okazało się, że Aleksander mieszka w sąsiednim mieście i nie będziemy mieli problemu z kontynuowaniem naszej znajomości po tej wakacyjnej przygodzie. W ten sposób odnalazłam swoją miłość.

Przyjeżdżałam do niego, a on do mnie. Przez rok byliśmy w związku na odległość, ale widzieliśmy w tym niesamowity potencjał. Aleksander był również odnoszącym sukcesy karierowiczem: pełnił funkcję zastępcy dyrektora dużej firmy dostarczającej samochody. Dlatego, gdy pewnego dnia, zupełnie nieoczekiwanie oświadczył mi się, pojawiło się pytanie: kto przeprowadzi się do innego miasta i opuści swoje stanowisko w pracy?

Tak naprawdę to ja z miłości, nie miałam nic przeciwko przeprowadzce do Olka. Czy jest taki zwyczaj, że to mężczyzna opuszcza pracę dla kobiety? Zarabiał więcej niż ja, więc bez zastanowienia zwolniłam sie z pracy, spakowałam walizki i wprowadziłam się do niego.

W nowym miejscu zamieszkania postanowiłam od razu znaleźć nową pracę: nie chciałam siedzieć w domu! Życie wprowadziło własne poprawki-zaszłam w ciążę. Wzięliśmy ślub i oczekiwaliśmy naszego małego cudu. Nie sądziłam, że będzie mi tak ciężko siedzieć w domu po dziesięciu latach ciągłego zatrudnienia. Przyjaciół jeszcze nie poznałam, w nowym mieście nie znałam ani jednej osoby.

Z powodu ciąży i hormonów kilka razy pakowałam walizki i mówiłam, że wracam do domu, ale Aleksander zawsze mnie wspierał i uspokajał. Ciąża była łatwa i niezauważalna, więc kiedy urodziła się nasza Zosia, spędzałam z nią bardzo dużo czasu.

Po pierwszym pół roku z dzieckiem zaczęłam błagać Aleksandra, aby zatrudnił nianię i pozwolił mi znaleźć pracę. Prace domowe nie były dla mnie, ale mój mąż był przeciwny wychowaniu naszego dziecka przez obcą kobietę.

Nie wiedziałam, co robić. Najgorsze jest to, że nie lubiłam niczego i nie chciałam niczego. Zaczęły się ciągłe kłótnie z mężem. Potrzebowałam pracy, zawodu, czegoś, co mogłam zrobić własnymi rękami lub umysłem i wyłączyć się z obowiązków domowych. Więc zaczęłam szukać sama.

Zosia miała prawie rok i wbrew Aleksandrowi znalazłam kobietę, która przychodziła na kilka godzin i opiekowała się dzieckiem, chodziła z nią na spacery i bawiła się, a ja w tym czasie rozwijałam swoje umiejętności kulinarne.

W ten sposób odnalazłam się w sztuce cukierniczej. Okazuje się, że pieczenie ciast, babeczek i batonów to świetna zabawa, a zwłaszcza ich dekorowanie. Założyłam stronę w mediach społecznościowych, na którą wrzucałam swoje dzieła, a zamówienia zaczeły płynąć  jak bystra rzeka.

Przez rok piekłam w domu. Aleksander był szczęśliwy, ponieważ widział, jak w moich oczach pojawia się blask, a ja zaczęłam bardziej dbać o siebie.

Wkrótce otworzyłam własną cukiernię. Znając wszystkie aspekty działalności restauracyjnej, z powodzeniem prowadziłam firmę. Człowiek potrzebuje pracy, pracy która daje mu chęć do życie. A przekonałam się o tym sama na własnej skórze.

Rate article
Fajna Tajna
Znalazłam pracę mojego życia, będąc na urlopie macierzyńskim.