Zarejestrowałaś go w mieszkaniu? nie kryło się w twarzy Szymona zdziwienie. Przedtem matka nie pomyślałaby o takiej rzeczy.
No i co? Czyżby Igor miał zostać stałym lokatorem? mruknęła cicho, rozglądając się na nowego współlokatora.
A on ma już czterdzieści lat powinien mieć własny kąt!
Ojciec odszedł, gdy Szymon miał trzynaście, a jego siostra Jadwiga ledwie trzy lata. Pomóc rodzinie nikt nie mógł, bo jedyna babcia ze strony matki zmarła dwa lata wcześniej, a dalszych krewnych nie było.
Szczerze mówiąc, po stracie taty Szymon nie był przytłoczony żałobą ojciec ciągle woził się po zmianach, więc rodzina rzadko go widywała. Mimo to zapewniał im utrzymanie, a teraz musieli radzić sobie z jedną matkąsprzedawczynią i jej pensją w złotówkach.
Matkę boleło, że straciła żywiciela, i zdawała się nie wiedzieć, co robić. Szymon wspierał ją, jak mógł: dorabiał, pomagał w domu, pilnował Jadwigi. Nie protestował, gdy po roku matka przywiozła do domu pewnego Michała.
Oczywiście cudzy facet w mieszkaniu nie spodobał się chłopakowi, ale matka od razu rozpromieniła się, znów się uśmiechała i zdawała się młodsza. Idylka trwała kilka miesięcy, po czym Michał zniknął.
Okazało się, że jest żonaty, słyszał Szymon, jak matka płacze przy sąsiadce. A przyjechał w delegację. Przecież lepiej mieszkać w przytulnym mieszkaniu niż w hotelu!
Och, Aniu, wzdychała sąsiadka. Masz dwójkę dzieci, zajmij się nimi, a nie jakimiś przypadkowymi mężczyznami.
Potem przyszedł ciężki Władysław, który na matkę wołał moją skowronkę, a Szymona i Jadwigę moimi pisklętami. Wystarczyło mu pół roku. Następnie pojawił się cichy, uprzejmy Kazimierz, który zdołał wytrzymać trzy miesiące.
Dlaczego matce nie szczęściły się związki, nie miał pojęcia Szymon. Była ładna, gospodarzna i troskliwa Po Kazimierzu nadeszła cisza.
Nikt mi nie jest potrzebny, oświadczyła Anna Wiktoria sąsiadce. Bóg dał mi dobre dzieci, będę je wychowywać i cieszyć się nimi.
Szymon odetchnął z ulgą. Miał szesnaście lat i marzył o studiach w innym mieście.
Dzięki babci poszedł do szkoły w wieku sześciu lat, więc nie mógł wyjechać bez zgody matki, a zostawić siostrę pod opieką zajętej Anny Wiktorii nie chciał.
Co ty, synu! wymachiowała rękami matka, gdy on zbulwersował się planami pod koniec jedenastej klasy. Oczywiście jedź! My z Jadżyną damy radę. Tylko pieniądze cię nie wesprę westchnęła.
Sam się zaopiekuję, podjęła się Szymona. Naprawdę dasz radę?
Naprawdę.
Wtedy nie wiedział, że matka puszcza go z lekkim sercem nie przez przypadek. Został studentem, wprowadził się do akademika, starał się dobrze uczyć i dorabiał wieczorami. Nie było lekko, ale Szymon był gotów na trudy.
Okazało się, że tęsknić będzie nie tylko za matką, ale i za siostrą.
Z Jadżyną mieli bardzo bliską relację; dziewczynka patrzyła na niego jak na boga i słuchała wszystkiego. Gdy usłyszała o jego wyjeździe, rozpłakała się, ale zaraz potem stanowczo powiedziała, że będzie czekać, bo tak będzie lepiej.
Kilka miesięcy po wyjeździe Jadź zauważyła w telefonicznych rozmowach, które odbywali co trzy dni, że Szymon brzmiał coraz bardziej ospale i smutno. Pewnego dnia rozpadła się na łzy.
Dobra, mała kropelko, rozkazał stanowczo. Otrzyj łzy i powiedz, co się stało. Tylko prawda. Pamiętasz, że kłamstwo nie leży w porządku?
Jak zwykle, siostra posłuchała, a po pięciu minutach Szymona przepełniły dreszcze.
Okazało się, że zaraz po jego wyjeździe matka przywiodła do domu wujka Wiktora głośnego gościa, który od razu ogłosił się panem domu.
Wiktor był zwykłym elektrykiem w małej firmie, łysy i rumiany (nie był wcale przystojniakiem) i zachowywał się jak król zarówno wobec matki, jak i jej córki. Matka rozkładała się przed nim jak dywan, zupełnie zapominając o dziewczynce.
Ósmioletnia Jadź sama chodziła do szkoły po dwie przecznice od domu i wracała sama. Matka przestała odprowadzać ją na basen i do zajęć teatralnych: Chcesz iść? Idź sama, naucz się samodzielności.
Wiktor uznał, że dziewczynka sama ma gotować, prać i prasować, ale matka wciąż mu nie ustępowała przynajmniej nie na długo.
Dodatkowo Jadź nie mogła wychodzić z pokoju bez pozwolenia, kiedy Wiktor był w domu, i starała się unikać jego spojrzeń.
Co to za szaleństwo, matko? nie wytrzymał Szymon, słuchając siostry. Porozmawiam z tobą! Nie płacz, mała, ogarnę to.
Rozmowy nie przyniosły rozwiązania.
Czyż nie zasługuję na własne szczęście? w złości odpowiedziała matka, gdy Szymon skrytykował jej, że Jadź cierpi. Wiktor to świetny facet! Jadźka po prostu rozpuszczona trzeba ją zahartować w dyscyplinie.
Jadźka? Kiedyś Anna Wiktoria nazywała swoją córkę Jadzynką, a w wyjątkowych momentach Katarzyną. Teraz nagle Jadzynka wcale nie brzmi tak słodko.
Mamo, czujesz się dobrze? Nic cię nie boli? zapytał ostrożnie.
Cudownie się czuję, odparła matka i zaraz złagodziła ton: Jadźka trochę przesadza tęskni za tobą, więc wyobraża sobie, że cię chce pocieszyć.
Szymon wahanie miał, czy siostra naprawdę wymyśla, ale nie miał powodów, by nie wierzyć matce. Uspokoił się i skupił na nauce, planując zaliczyć semestr szybciej i zdobyć pracę.
Kasa wpadła jak na lekarstwo, bo nie pił, nie palił, nie hulakował w klubach. Zdał wszystkie egzaminy, ale musiał zrezygnować z oferty pracy.
Boję się go, wrzeszczała Jadź w słuchawce, przerażając Szymona. Mama i on się kłócą, on nie wychodzi ze swojego pokoju, a czasem chodzi po mieszkaniu w samych skarpetkach
Co masz na myśli, zupełnie?
Tak wymamrotała Jadź. Boję się go.
Szymon nie miał zwyczaju pięknych fantazji, ale teraz w głowie malował najstraszniejsze obrazy. Pierwszym autobusem wrócił do domu i od razu przekonał się, że siostra nie kłamie.
Wiktor chodził po mieszkaniu jakby był gościem honorowym, patrząc z góry na Szymona i krzycząc do matki:
Twój syn przyszedł, a ty nie postawiłaś mu stołu.
A ona tylko udawiając uśmiech mówiła współlokatorowi: Zaraz, Igorze, zaraz wszystko będzie.
Szymon nie chciał pić z gospodarzem. Uciekł do pokoju siostry, który teraz płakał z radości.
Z kąta usłyszał, jak Wiktor mówi matce: Źle wychowałaś chłopaka, brak szacunku do starszych, a ona drżąc coś mamrotła.
Parę dni wystarczyło, by Szymon zobaczył, że Jadź nie wymyśliła. Wiktor panował w mieszkaniu jak dyktator. Próbował wszystkiego rozkazywać, ale Szymon od razu odpowiedział:
Nie będziesz mi mówił, co mam robić w swoim domu!
Aaa groźnie odpowiedział Wiktor. Patrz, twój syn nie uważa mnie za człowieka. Spróbuj mu to wyjaśnić.
Synu, po co się wkurzasz, wpadła matka. Igor też jest tu zapisany wypracujecie porozumienie, bo musimy razem mieszkać
Zarejestrowałaś go w mieszkaniu? nie mogło uwierzyć Szymon. Przedtem matka nie pomyślałaby o takiej rzeczy.
No i co? Czy Igor ma zostać stałym lokatorem? mruknęła, rozglądając się na współlokatora.
Ma już czterdzieści lat powinien mieć własny kąt!
W trakcie sprzeczki usłyszał, jak drzwi wejściowe trzaskają. Widać było, że Igor wkurzony wyruszył w noc. Matka podskoczyła, by go ścigać, ale Szymon ją zatrzymał.
Mamo, co się dzieje? próbował zajrzeć jej w oczy. Czy on cię uzależnia? Może pójdziemy do lekarza?
Co ty wiesz? nagle zapłakana matka. Może po raz pierwszy w życiu się zakochałam! A Igor mnie kocha! Myślisz, że łatwo żyć bez męża? rozpłynęła się w łzach.
Szymon był kompletnie zakłopotany. Współczucie dla matki, siostry i samego siebie nie mógł zostawić ich samych. A więc i studia wstrząsnęły mu serce
Najważniejsze było jednak pozbycie się wujka Wiktora.
Żadne namowy matki nie działały. Wiktor zdawał się ją hipnotyzować.
Szymon musiał znaleźć inny wyjście na szczęście internet podpowiadał wszystko.
Mamo, albo wyprowadzisz go, albo pójdę do sądu, zdecydowanie stwierdził.
Jaki sąd, synu? Igor mieszka tu legalnie, nie mniej stanowczo odpowiedziała.
Zobaczymy. Zarejestrowałaś go, kiedy byłem nieletni, a teraz wszystko się zmieniło. Pomyśl, nie ustąpił.
Igor nie chciał się stawiać w sądzie, więc po dwóch dniach wyprowadził się.
Matka patrzyła na Szymona z łzawymi, żałosnymi oczami, później trochę się rozchmurzyła i zaczęła znikać z domu najwyraźniej pogodziła się z kochankiem.
Szymon przeszedł na studia zaoczne i podjął pracę w rodzinnym mieście. Liczy, że matka odwróci głowę od Wiktora, a dopóki tak, będzie z nimi mieszkał na wszelki wypadek, żeby nic złego się nie stało.



