Złudzenie

**Miraż**

Przy kolacji ojciec co chwilę rzucał w stronę syna pełne niezadowolenia spojrzenia. Kuba domyślił się – matka zdradziła, że po szkole chce studiować w Warszawie.

Ojciec gwałtownie odsunął pusty talerz i utkwił w synu twarde spojrzenie. *„Teraz coś będzie”*, przemknęło Kubie przez myśl. Chciał zapaść się pod ziemię albo stać się niewidzialnym. Pod tym gniewnym wzrokiem kluski utknęły mu w gardle – nie mógł ich przełknąć ani wypluć.

Ocaliła go matka. Odwróciła uwagę ojca, postawiła przed nim kubek herbaty, przysunęła wazonik z cukierkami i ciasteczkami.

– Dzięki, mamo, najadłem się. Herbatę wypiję później – powiedział Kuba, wstając od stołu.

– A siadaj! – warknął ojciec.
Kuba wiedział, że z ojcem lepiej nie dyskutować, więc wrócił na miejsce.

– Muszę odrabiać lekcje… – zaczął.

– Zdążysz. Matka mówiła, że do Warszawy się wybierasz. A co, tu ci źle? Wychowaliśmy cię, myśleliśmy, że na starość będziesz pomocą, a ty uciekać postanowiłeś?

– Nie uciekam… – mruknął Kuba.

– Gadaj zdrowy. Co tam, miodem posmarowane, w tej twojej Warszawie?

– Tam są większe szanse na karierę. Chcę być architektem, tutaj nie ma takiego wydziału – Kuba też podniósł głos.

– Władek, niech jedzie, nauczyciele go chwalą – uspokajająco powiedziała matka, kładąc dłoń na ramieniu męża.

– Nie mamy pieniędzy, żeby płacić za twoją naukę. Tam wszystko na pieniądze, a tutaj za darmo. Różnicę czujesz? – ojciec stawał się coraz bardziej zirytowany.

– Dostanę się na stypendium – uparcie odparł Kuba. – I tak wyjadę.

– Władek, uspokój się, nie jutro przecież wyjeżdża, jeszcze przed nim egzaminy. Idź, synku, odrabiaj lekcje – matka skinęła głową w stronę drzwi. Kubie nie trzeba było powtarzać dwa razy – natychmiast wyszedł z kuchni.

– Dosyć mu pobłażać! Wychowaliśmy na własną zgryzotę. Na starość szklanki wody podać nie będzie miał kto…
Kuba zastygł przy drzwiach do swojego pokoju, trzymając się klamki i nasłuchując.

– Uspokój się. Za wcześnie o starości mówisz. Warszawa blisko, tylko dwie i pół godziny pociągiem, będzie przyjeżdżał…

Ojciec coś mruknął niewyraźnie.

– Pij herbatę, bo wystygnie. Posłodzić? – spytała matka.

– Co ty, jak z dzieckiem… Sam… – odburknął ojciec.

Wydawało się, że burza minęła. Kuba zamknął się w swoim pokoju. Serce śpiewało mu w piersi. Koniec marca, przed nim jeszcze dwa miesiące nauki, egzaminy, ale to nieważne. Najważniejsze, że pojedzie do Warszawy, czeka go fascynujące życie, setki możliwości. Na pewno osiągnie wszystko…

Po studniówce Kuba z matką pojechali do stolicy złożyć dokumenty. Kuzynka matki, nieładna, samotna kobieta, przywitała ich chłodno. Narzekała na przyjezdnych, że wszyscy do Warszawy się pchają, a ona nie jest z gumy…

– No cóż, niech mieszka. Mam komu towarzystwo dotrzymać. Tylko że ja mam ciśnienie, źle sypiam. Nie przychodź późno, nikogo nie przyprowadzaj. Śniadanie zrobię, obiadem się podzielę, a w dzień sobie radź, gdzie chcesz – wyjaśniała zasady kuzynka.
Matka tylko kiwała głową.

– A ile za mieszkanie weźmiesz? – zapytała ostrożnie, mając nadzieję, że kuzynka odmówi albo się obrazi. Jaka tam płaca między rodziną? Ale nic z tego.

– Sama rozumiesz, to Warszawa, nie wasze… – kuzynka skrzywiła się z niesmakiem. – Tu życie drogie. Więc, nie miej mi za złe… – i wymieniła sumę, która w ich miasteczku wydawała się astronomiczna.

Matka westchnęła, wymieniła z synem spojrzenie.

– Mamo, może lepiej do akademika…

– Co ty, synku. Jaka tam nauka? Będziemy z ojcem przysyłać pieniądze, nie martw się. Ty się tylko ucz.

– Patrzcie, jak się rozgadała. Niedawno w Warszawie, a już taka wymagająca. Tylko ojcu nie mów o pieniądzach. Ja się z nim rozmówię – matka wzdychała w pociągu w drodze powrotnej.

Kuba się dostał. Przyjechał do Warszawy na kilka dni przed rozpoczęciem zajęć, żeby się rozeznać i zadomowić. Dojeżdżać z peryferii na uczelnię będzie z przesiadkami – oczywiście, długo i niewygodnie. Ale to przecież Warszawa!

Wychodził z domu wczesnym rankiem i włóczył się po mieście do późnego wieczora. Na Górze Kalwarii zaparło mu dech od piękna i panoramy stolicy. Obok zatrzymała się grupa turystów, młodziutka, sympatyczna przewodniczka zaczęła im coś opowiadać.

Kuba podszedł bliżej, żeby lepiej słyszeć. Przewodniczka go zauważyła, ale nic nie powiedziała. Potem grupa odeszła, a ona została, przeglądając coś w telefonKiedy po latach stanął nad grobem Weroniki, uświadomił sobie, że prawdziwe szczęście zawsze było na wyciągnięcie ręki, ale on wciąż gonił za mirażem.

Rate article
Fajna Tajna
Złudzenie