— Dobry wieczór, państwo, sąsiadka z dołu zgłosiła hałas i krzyki z waszego mieszkania — na progu stał dzielnicowy. — Mogę wejść?
— Oczywiście — drżącym głosem odparła Wiola. — Tylko najpierw uspokoję dziecko.
W rzeczywistości Wiola trzęsła się nie z powodu wizyty policjanta, ale dlatego, że jej mąż znów ją pobił. Tym razem za to, że wylała całą wódkę do toalety. Kiedy Bartosz to odkrył, wpadł w szał:
— Jestem mężczyzną i mam prawo się zrelaksować po pracy! Ty siedzisz w domu na swoim macierzyńskim, a ja haruję na budowie! Idź i kup mi butelkę!
— Nie pójdę — odparła Wiola. — Codziennie jesteś pijany, syn już się ciebie boi. Jasiek ma rok, a już tyle widział! Dosyć tego, Bartosz!
Pod głośny płacz dziecka matka znów dostała lanie. Hałas usłyszała sąsiadka Bronisława Janowska i, jak zwykle, zrobiła to, co zawsze robiła w podejrzanych sytuacjach — wezwała policję.
A Bronisława Janowska to była dopiero sztuka. Nie dość, że sąsiedzi jej nie lubili, to jeszcze nie mogli jej znieść. Na każdego z nich niezłomna Bronisława kiedyś doniosła. I niekoniecznie na policję — były też inne instytucje, jak urząd dzielnicy, wspólnota mieszkaniowa, a nawet opieka społeczna.
— Wie pani, chyba ta matka z piątego piętra w ogóle nie karmi Kuby, taki chudziutki się zrobił i chodzi jak obdartus — dzwoniła Bronisława do opieki. — Trzeba tę rodzinę sprawdzić, matka wygląda zbyt zadowolona, pewnie ćpa albo coś gorszego.
Pracownica opieki przyjęła zgłoszenie do wiadomości i obiecała „wrażliwej obywatelce”, że podejmie działania.
A biedna matka Kuby, który miał tendencję do nadwagi, była w szoku, gdy do jej drzwi zapukała cała komisja. Okazało się, że Kubie zalecono dietę, bo w wieku dziewięciu lat ważył jak nastolatek. Dieta przynosiła efekty, więc mama była zadowolona. A co do ubrań — Kuba, choć pulchny, był żywym srebrem, więc spodnie i bluzki na nim „paliły się” w ekspresowym tempie.
Ale Bronisława oczywiście o tym nie wiedziała, bo nie lubiła rozmawiać z sąsiadami, wręcz ich unikała.
Stali mieszkańcy kamienicy opowiadali, że dawno temu do jej mieszkania włamali się złodzieje. Od tamtej pory przestała ufać sąsiadom, uważając, że to oni podpowiedzieli łobuzom, że z mężem wybrali pieniądze na zakup starego Malucha. Mąż wtedy ciężko ucierpiał w bójce, próbując obronić majątek, i wkrótce zmarł. Bronisława nigdy nie pozbierała się po tym ciosie i już nie wyszła za mąż.
Ale młodzi sąsiedzi, którzy stanowili większość, nic o tym nie wiedzieli.
— Posprzątaj po swoim psie, moda teraz na rozrzucanie kup po trawnikach?! Lepiej to zrób, bo będzie gorzej! — wrzeszczała Bronisława na młodego sąsiada, który wyprowadzał psa przed snem.
— Jak ci się nie podoba, to sobie posprzątaj, stara jędzo — odciął się chłopak.
Ogromny kundel, autor kupy, warknął na obcą i szarpnął smyczą, próbując dosięgnąć kobiety. Bronisława przestraszyła się i cofnęła, chowając w sercu urazę, która miała się zemścić.
I zemsta ta przybrała formę owej kupki, którą młody sąsiad znalazł następnego ranka pod swoimi drzwiami, niezdarnie depcząc ją w nowych białych adidasach.
— Niech cię! — wrzasnął i zabrał się za sprzątanie „dzieła” swojego ukochanego psa.
Bronisławie poszczęściło — chłopak nie wiedział, w którym dokładnie mieszka kobieta, która dotrzymała słowa. Kląc pod nosem, wyrzucił buty do śmietnika.
A tymczasem za białymi firankami uśmiechała się pewna staruszka, bardzo z siebie zadowolona. Od tamtej pory ścieżki na placu zabaw i wokół bloku były czyste. Wieść o „niespodziance” sąsiada szybko rozeszła się wśród psich właścicieli…
— Więc co się stało? — dzielnicowy rozejrzał się po pokoju, gdzie w łóżeczku, trzymając się szczebelków, płakał mały Jasiek.
— Nic — burknął Bartosz. — Oglądałem mecz i za głośno kibicowałem. Co, nie mogą normalnie strzelić, pełzają po boisku jak żółwie!
Wiola wystraszonym wzrokiem spojrzała na męża. Wiedziała, że musi podtrzymać jego kłamstwo, bo inaczej będzie źle. Policjant spojrzał na nią pytająco. Zorientował się, o co chodzi, ale bez jej zeznań awanturnika nie dało się ukarać.
— Tak, to przez telewizor — potwierdziła kłamstwo Wiola. — Przepraszamy.
Dzielnicowy westchnął: jak zawsze, najpierw bronią swoich oprawców, a potem bywa za późno.
— Dobrze, dam upomnienie, ale następnym razem będzie mandat za zakłócanie ciszy — powiedział. — I nie przede mną przepraszajcie, tylko przed waszą sąsiadką. Bardzo uważna kobieta, można powiedzieć — macie szczęście, rzadko spotyka się takich zaangażowanych obywateli. Zawsze dzwoni, gdy coś się dzieje, już wszystkich dyżurnych rozpoznaje po głosie.
— No tak — mruknął niechętnie Bartosz, tłumiąc irytację.
Policjant rzucił na niego ostrzegawcze spojrzenie, po czym pokiwał znacząco głową w stronę Wioli i wyszedł.
— Następnym razem „załatwię” cię po cichu, nawet nie pisniesz — warknął przez zęby Bartosz, gdy drzwi za dzielnicowym się zamknęły.
A Wiola stała, trzymając synka na rękach, przeklinając dzień, w którym zgodziła się zostać żoną Bartosza.
— On nie jest dla ciebie, Wiolu — mówiły przyjaciółki. — Ty jesteś dobra i wesoła, a twój Bartosz niby się uśmiecha, ale ma przerażający wzrok. Nie wiąż się z nim.
— Dziewczyny, wy go po prostu nie znacie tak jak ja. On mnie kocha — odpowiadała Wiola, marzyW końcu Wiola zrozumiała, że prawdziwa siła nie pochodzi od mężczyzny, który bije, ale od niej samej, i postanowiła już nigdy nie pozwolić, by ktoś odebrał jej godność.



