Jadwiga, proszę, nie zostawiaj nas na noc. To nie hotel, a twoja siostra ma własny dom, choćby w Krakowie mówiła nerwowo Elżbieta, przecierając szklanki i patrząc na ich refleksyjne plamy. Te krople wody drażniły ją tak samo, jak myśl o wizycie teściów.
Elu, po co takie zamieszanie? westchnął zmęczony, nie odrywając wzroku od laptopa, Sergiusz. Irena z mamą jedzie na przelot, mama ma wizytę u kardiologa, a Irenka po prostu towarzyszy. Nie zamierzamy ich zostawiać na noc w pociągu.
Na przelot, tak? odparła Elżbieta. Ostatnio przyjechali na przelot, a zostali tydzień, bo Irena szukała w Warszawie zimowych butów, bo u nas, widzicie, wybór lepszy. Ja ich karmiłam, podlewałam i zabawiałam, kiedy ty byłeś w pracy.
Obiecuję, że tym razem będzie inaczej. Jeden wieczór, kolacja, sen, śniadanie i odejdą. Bądź wyrozumiała, to rodzina.
Elżbieta westchnęła. Słowo rodzina w słowniku jej męża było czymś świętym, wymówką, która usprawiedliwiała wszelkie przewinienia. A przewinienia wobec jego młodszej siostry Ireny i matki Grażyny było ich codziennością. Nie były złodziejami, po prostu nieczułe, bez kurtuazji. Ta prostota, jak wiadomo, bywa gorsza od kradzieży.
Elżbieta była kierownikiem działu w dużej firmie logistycznej. Dobrze zarabiała, kochała porządek i wysokiej klasy ubrania. Garderoba była jej dumą i jedyną słabością jedwab, kaszemir, markowe torebki, które pielęgnowała jak rzadkie orchidee. To właśnie te rzeczy stały się dla siostry Ireny niczym czerwona mata dla byka.
O szóstej wieczorem zadzwonił dzwonek. Na progu stały Grażyna z torbą domowych pierogów (tłuste, smażone na maśle, od których Elu dostawała zgagę) i Irena. Siostra spojrzała na Elżbietę od stóp do głów.
Cześć, Elu! wpadła Irena, nie zdejmuje butów, i pocałowała ją w policzek. Co to za nowe sukienka? Droga, co?
Hej, Irenko. To zwykła domowa sukienka. Proszę, wejdźcie Elu uśmiechała się wymuszonym uśmiechem, choć spojrzenie Ireny, badające tkaninę, było nieprzyjemne.
Ależ zwykła zamruczała siostra, zdejmując kurtkę. Bawełna z haftem. U nas za pół pensji taką kupić. Szczęście, że Sergiusz cię rozpuszcza.
Sama pracuję, Irenko przypomniała Elu, wieszając kurtkę w szafie.
Nie mów tak. Twój mąż też nie dostaje grosza. Mamo, podaj torbę, ja pójdę do kuchni.
Wieczór potoczył się zgodnie z planem. Grażyna od razu przystąpiła do inspekcji kuchni, przestawiając słoiczki z przyprawami tak, jak jej wygodniej, a Sergiusz, szczęśliwy z rodzinnego zjednoczenia, nalewał herbatę i słuchał niekończących się opowieści matki o sąsiadach, ciśnieniu i cenach kaszy.
Elżbieta znosiła to, kiwając głową, podając jedzenie i licząc w myślach godziny do wyjazdu gości. Napięcie pojawiło się, kiedy padła rozmowa o nadchodzącym jubileuszu cioci Zofii.
Panie dziewczyny, nie wiem, w co się ubrać, wzaliła się Irena, wkładając kawałek tortu do buzi. Zgubiłam się w rozmiarach, w żadne sukienki nie wpasowuję się. A w restauracji będą wszyscy taka elegancka publiczność, nie chcę się pożałować.
Spojrzała na Elżbietę. Elu wypiła herbatę i milczała. Wiedziała, co to znaczy: Daj mi to.
Elu, a ty masz tyle ciuchów. Może pożyczysz coś na weekend? Jesteśmy chyba podobnej figury pamiętasz tę niebieską, z brokatem?
Irenko, mamy różne rozmiary odparła stanowczo Elu. Ja noszę 44, ty 48. I wiesz, że nie pożyczam. To mój kod honorowy.
No i zaczина się, przewróciła oczami Irena. Honorem! Powiedz po prostu, że nie masz nic przeciwko. To ciotka mojego brata, a płaszcz leży, kurz się zbiera, a ja go raz założę. Pójdę do pralni.
Irenko, po co ci moje? wtrącił się Sergiusz, widząc, jak u Elżbiety białe się palce. Kupimy ci nowe, dam ci trochę pieniędzy.
Co kupимо?! wykrzyknęła Grażyna. Po co wydawać pieniądze, kiedy w szafie pełno? Elu, serio, czy ty naprawdę tak chcesz? Twoje sukienki można by solić. Nie zaszkodzi, a dziewczynie radość. Jesteśmy rodziną.
Grażyno, temat zakończony odcięła Elu, nieco zbyt stanowczo, lecz cierpliwość już się kończyła. Moje rzeczy to moje rzeczy. Nie biorę, nie daję. Zmienimy temat.
Reszta kolacji minęła w napiętej ciszy. Teściowa trzymała wargi zaciśnięte, Irena unikała spojrzenia i wtykała widelcem sałatkę. Sergiusz rozglądał się niepewnie między kobietami, ale nie odważył się dłużej kłócić.
Rano Elu wstała wcześnie do pracy, goście jeszcze spali. Sergiusz wziął wolne, by odwiedzić mamę u lekarza, więc dom został pod jego opieką.
Wrócę około siódmej powiedziała Elu, zakładając buty w przedpokoju. Pilnuj, żeby nie przestawiali rzeczy w sypialni. Wiesz, że tego nie lubię.
Elu, nie przesadzaj uśmiechnął się Sergiusz, całując ją w policzek. Kto potrzebuje naszej sypialni? Zjedzą śniadanie, jedziemy do kliniki, potem na dworzec. Kiedy wrócisz, nie będzie nikogo.
Elu wyszła, a niepokój drapał ją cały dzień. Wiedziała, że Irenka nie potraktuje odmowy jako ostatecznego nie, a raczej wyzwanie.
W pracy godzina trzecia przyniosła migrenę. W oczach zaczęły wirować tęczowe kółka, tabletki nie pomagały.
Pani Elżbieto, wygląda pani blada zauważyła zastępca. Proszę wrócić do domu, radzę odpocząć. Raport dokończę.
Elu nie kłóciła się, zadzwoniła po taksówkę i pojechała do domu. Zauważyła, że wszystkie okna są podświetlone, choć na dworze jasno. Dziwne Sergiusz mówił, że będą spacerować do wieczora.
Otworzyła drzwi kluczem. W mieszkaniu unosił się słodki, przytłaczający zapach tanich perfum Ireny, zmieszany z lakierem do włosów. Z głębi płynęła muzyka i głośny śmiech.
Zeszła po klatce w skarpetkach, cisza przerwała się w sypialni. Drzwi były lekko otwarte.
Mamo, serio? krzyczała Irenka, zachwycona. Jak mnie uszyła! Kolor, fason, a ta żaba mówiła rozmiar nie pasuje. Kłamstwo! Wszystko zamknięte!
Ojej, córeczko! odparła Grażyna. Królewna! Materiał z Włoch, nie z chińskiego tandemu.
Elu pchnęła drzwi i zobaczyła scenę godną najgorszej telenoweli. W środku stała Irenka w nocnym sukni z ciemnoszmaragdowego jedwabiu, którą Elu kupiła dwa lata temu w Mediolanie za fortunę i nosiła jedynie na noworocznym przyjęciu. Sukienka rozrywała się w szwy, szwy wydzielały mokre plamy, a zamknięcie przy plecach zerwało się w połowie, odsłaniając biel. Na stopach miała tanie beżowe czółenka, które wywijały się na palcach.
Na łóżku leżały porozrzucane rzeczy: kaszmirowy sweter, dwie bluzki, szale, pudełka z biżuterią. Grażyna siedziała w fotelu, trzymając torebkę Elu i przyglądając się zawartości.
Co się dzieje? zapytała Elu, głos jej był cichy, ale w ciszy brzmiał jak grzmot.
Irenka jęknęła, a w kącie rozległ się dźwięk rozrywającej się tkaniny.
Ojej zastygnęła, patrząc na Elu przerażonymi oczami.
Grażyna spuściła szminkę, która wpadła na podłogę.
Elu? Dlaczego tak wcześnie? Sergiusz mówił, że wrócisz o siódmej zaczęła teściowa, próbując udawać beztroskę.
Elu weszła do pokoju powoli, wściekłość i zimny rozum wypierały ból głowy.
Zdejmij to, powiedziała, patrząc Irenie prosto w oczy.
Nie, ja tylko przymierzyłam nie zamierzam zabrać, po prostu zobaczyć, jak leży protestowała Irenka, próbując zasłonić rozdzierający się suwak. Sergiusz pozwolił!
Kłamiesz, przerwała Elu. Sergiusz wie, że w tę sypialnię nie wchodzicie. Zdejmij sukienkę natychmiast.
Nie mogę! wykrzyknęła Irenka, w jej głosie rozbrzmiewały nuty histerii. Zaciął się suwak!
Co to znaczy zaciął się?
Suwak! Utknął! Próbowałam go zapiąć, a on się zacina i teraz nie mogę go w ogóle ruszyć!
Elu podeszła bliżej. Pot i perfumy Ireny spływały po jej skórze. W okolicy pachwiny szmerował wilgotny jedwab, a na szwie wyłoniła się dziura nitki nie wytrzymały nacisku.
Porobiłaś mi strzęp za pięćtysiące złotych, rozumiesz? stwierdziła Elu. Co ty widzisz?
Nie, te euro! wtrąciła się Grażyna, wstając. Co z tym szwem! Naprawimy! Dlaczego robimy scenę? Chcemy tylko poczuć się ładnie. Twój mąż ma kieszonkowe!
Grażyno, odłóż to, proszę, i wyjdź z pokoju, powiedziała Elu, nie odwracając się. W przeciwnym razie wezwę policję i potraktuję to jako kradzież z włamaniem.
Zastanawiasz się, że mam wątpią policją? roztrwoniła się teściowa. Jesteśmy gośćmi!
Nie jesteście gośćmi. Nie zachowujecie się jak goście. Jesteście złodziejami, którzy włamali się do mojego wnętrza. Wychodźcie!
Grażyna podjęła się przekleństw i wybiegła na korytarz. Elu została sama z Ireną, która stała skulona i drapała się po ramieniu.
Obróć się, rozkazała Elu.
Sprawdziła suwak. Metalowy zatrzask utkwił w podszewce. Irenka naprawdę była w pułapce, a tkanina wzdłuż zamka była tak zniszczona, że wyglądała, jakby wygryzała mięso. Sukienka była nie do naprawy.
Muszę ją przeciąć, powiedziała spokojnie Elu.
Co? Nie! Jesteś szalona! krzyknęła Irenka, próbując się wycofać, ale zbyt małe czółenka nie dawały jej równowagi, więc się zatoczyła.
albo ja ją przetnę, żeby cię wydostać, albo ty przyjdziesz do domu w tym stanie. Wybierz, bo suwak nie rozwiążę zniszczyłaś go.
W tym momencie otworzyły się drzwi.
Dziewczyny, wracam! Mamo, gdzie? Kupiłem tort! zawołał Sergiusz, wchodząc z pudełkiem ciasta, nie zdając sobie sprawy z katastrofy.
Uśmiech zniknął mu z twarzy, gdy zobaczył Irenkę w sukni Elu.
Sergiuszu! krzyknęła Irenka, rzucając się na brata. Zabijasz mnie! Chcesz nożyczkami! To tylko przymiarka, a ty wołasz policję!
Sergiusz spojrzał na żonę. Elu stała z krzyżowanymi rękami, patrząc na ten absurd z pogardą.
Sergiuszu, twoja siostra bez pozwolenia włożyła moje sukienki,Zrozumiał, że musi wybrać między lojalnością wobec rodziny a własnym poczuciem szacunku.



