Zięć oświadczył, że nie zobaczę córki, jeśli nie sprzedam rodzinnego domu mojej matki

**Dziennik**

Przez pół wieku żyłam sama. Nie, byłam zamężna, ale mąż odszedł z rodziną po roku małżeństwa. Właśnie wtedy urodziłam córkę. Na pożegnanie Piotr zostawił nam z dzieckiem trzypokojowe mieszkanie. Przynajmniej w tym postąpił uczciwie. Nie zamierzałam wychodzić za mąż po raz drugi. I nie byłam sama miałam dorastającą Kingę. Trzeba ją było postawić na nogi. W skrócie kłopotów miałam po uszy.

Zdawałam sobie sprawę, że starałam się ze wszystkich sił, ale Kinga i tak tęskniła za ojcowskim ramieniem. Tego już nie mogłam jej dać. Z czasem córka zaczęła nadmiernie przywiązywać się do każdego chłopaka, z którym się przyjaźniła lub budowała relację. Nie każdemu to odpowiadało. Często musiałam ją pocieszać i leczyć złamane serce. Ale Bóg jest dobry w końcu moja córeczka poznała swojego męża.

Dawid był zaradny i dobry. Byłam tylko za tym, by Kinga wyszła za niego. Szanował mnie i moją córkę. Czego więcej chcieć? Uważałam go za idealnego zięcia. Ale nic nie trwa wiecznie. Minęło pół roku od ślubu, a Dawid diametralnie się zmienił.

Tymczasem opiekowałam się własną matką. Jeszcze żyła. Urodziła mnie młodo, tak jak ja Kingę, więc doczekała się wnuczki. Ale właśnie wtedy mama zaczęła chorować. Słabość tak ją pokonała, że musiałam zabrać staruszkę do siebie i nieustannie się nią zajmować. Nie miałam wyjścia, więc mama zamieszkała ze mną. Jednak zięciowi ten pomysł zupełnie się nie spodobał.

Nie wiem, co wzbudziło w nim tyle oburzenia. Przecież nie zmuszałam go do opieki nad staruszką. Wszystkie obowiązki spadały tylko na moje barki. A mama nie była wymagająca trzymała się rozsądku. Nie rozumiem, co mu przeszkadzało.

Z czasem sytuacja tylko się pogarszała. Dawid przeciągnął na swoją stronę nawet moją córkę. Teraz oboje mnie unikali. Kiedyś jadaliśmy razem przy jednym stole, teraz dzieci chowali się w swoim pokoju. Próbowałam porozmawiać z Kingą, ale na próżno. Milczała, tylko szukała wymówek.

Nie cieszyli mnie też wnukami. Mówili, że nie śpieszy im się, chcą żyć dla siebie. Na początku naciskałam, potem odpuściłam. To ich sprawa, niech sami decydują. Ale Dawid zaczął mnie irytować, jak to się teraz mówi. W moim domu zachowywał się jak prawdziwy gospodarz. Choć sam palcem nie kiwnął, żeby zrobić remont albo coś do mieszkania dokupić. Za to często znikał z kolegami w klubach. Nie rozumiem, gdzie podział się ten wspaniały zięć, którego znałam na początku.

Pewnie dopiero teraz pokazał swoją prawdziwą twarz.

Z każdym tygodniem mój zięć stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. A potem przyszedł Sylwester i Dawid odmówił świętowania z nami w rodzinnym gronie. Zabrali Kingę do swojego pokoju i bawili się osobno. O północy córka wyszła nas pozdrowić, ale jej mąż nawet nosa nie wychylił.

Następnego dnia oświadczył mi: *My z Kingą sprzedajemy dom twojej matki i kupujemy sobie osobne mieszkanie*. Nie wiedziałam, jak zareagować. Czy oni naprawdę nie widzą, że od pół roku żyją u mnie? Na mój koszt? To im nie wystarcza?

*Nie, nie zgadzam się. Zaróbcie sami na własne mieszkanie. To dom mojej matki. Nic nie sprzedamy. To jej własność i ona sama zdecyduje* odpowiedziałam oburzona.

To rozwścieczyło Dawida. Tego samego dnia spakował rzeczy, zabrał moją córkę i pojechał do swoich rodziców.

Smutno mi, że Kinga nawet słowem nie zaprotestowała, ale to jej życie. Jeśli uważa, że tak będzie lepiej, niech żyje z Dawidem.

Czy postąpiłam słusznie? Co zrobilibyście na moim miejscu?

Rate article
Fajna Tajna
Zięć oświadczył, że nie zobaczę córki, jeśli nie sprzedam rodzinnego domu mojej matki