Zgubić człowieka

-Celino, wychodzę. Adam odchrząknął, mówiąc dziwnym, wyblakłym głosem.
-Do garażu idziesz? mruknęła odruchowo Celina, tylko przelotnie spoglądając na męża.
-Nie. Celina, odchodzę od ciebie. Do innej kobiety
Nieobrany ziemniak wyskoczył jej z rąk i z wesołym podskokiem potoczył się pod stół. Celina patrzyła na jego ucieczkę, próbując ogarnąć to, co właśnie usłyszała. Po chwili gwałtownie się odwróciła i utkwiła wzrok w Adamie. W końcu zrozumiała sens jego słów. Na zewnątrz mogła wydawać się spokojna jak skała pośrodku morza, lecz w środku w niej nastąpiło gwałtowne tąpnięcie. Jej uczucia spadły na nią jak lawina i pochłonęły wszystko miłość, radość i niespełnione nadzieje…

-A kim jest ta kobieta? zapytała Celina, powstrzymując się, by nie wrzasnąć ani nie rzucić się na Adama z pięściami.
-Nie znasz jej, Celinka. Ale ona… ona mnie rozumie, wiesz? Dogadujemy się bez słów, mamy wiele wspólnego. Naprawdę wiele! zachwycał się Adam, a Celina w myślach wbijała mu obieraczkę w bok, obserwując z satysfakcją, jak skręca się z bólu
-No cóż, widocznie wreszcie znalazłeś swoje szczęście, gratuluję. powiedziała spokojnie, chowając ręce i obieraczkę pod kran – ziemniaki skończone. Nie muszę znać szczegółów. Jesteś wolny. Idź. Na kolację nie zapraszam, chyba już na ciebie czekają…
Adam pociągnął nosem, wzruszony czy z radości kto wie i poszedł do sypialni pakować rzeczy. Celina, by nie upaść, zacisnęła dłoń na brzegu zlewu, przyglądając się zbielałym kostkom swoich palców. Marzyła tylko o dwóch rzeczach żeby nie stracić przytomności i żeby on wyszedł jak najszybciej…

-To ja idę już, dobrze? wyszeptał Adam, cofając się niepewnie ku drzwiom. Odwróciła się do niego. Jej twarz była spokojna, prawie pogodzona. Adam był wyraźnie zaskoczony takim chłodnym spokojem; chyba liczył chociaż na trochę łez i zarzutów. Parsknął i wyszedł z kuchni.
Celina czekała, aż zamkną się drzwi wejściowe, po czym runęła na podłogę bez sił. Zacisnęła zęby na ręku, żeby nie wyć to był jęk rannego, zagubionego zwierzęcia, które utraciło resztki nadziei Mozolnie doczołgała się do sypialni, jeszcze w ubraniu wpadła na łóżko. Jej świat zgasł…

W środku nocy obudziła ją smutna nostalgia. Wspominała, jak się poznali. Na pierwszym roku po studiach, przyjechała do małego miasta na przydział. W pierwszy weekend poszła z koleżankami na dancing, a tam spotkała Adama. On ze swoją paczką pilnował porządku w miejskim parku.

Wysoki, barczysty, z szerokim uśmiechem Adam od razu zwracał uwagę. Celina spojrzała raz i przepadła. Na zawsze. On popatrzył na nią z lekkim pobłażaniem, ale i z zainteresowaniem. Tej samej nocy odprowadził ją do domu i tak już zostali razem

Spotykali się codziennie. Po trzech miesiącach złożyli papiery do urzędu stanu cywilnego. Latem wyprawili huczne, młodzieżowe wesele. Najpierw mieszkali w akademiku. Potem, gdy Celina urodziła pierwszego syna, dostali swoją pierwszą dwójkę. Szczęściu nie było końca. Kochała Adama naprawdę dogadywali się bez słów, rozumieli z oczu i gestów. Cudowne było to, że nigdy się nie kłócili. Tak bywa, gdy ludzie do siebie pasują jak puzzel do puzzla, jak plus i minus, jak yin i yang…

Tydzień temu minęło trzydzieści sześć lat ich wspólnego życia. Celina przez łzy myślała, że najgorsze trzydzieste siódmej rocznicy chyba już nie będzie… Łkanina wróciła cicho, jakby żegnała kres swego szczęścia i miłości.

Ranek był pochmurny, tak samo jak jej nastrój. Ale trzeba było wstać. Dom duży, gospodarstwo też wszystko wymaga pracy i troski. Wypiła herbatę z cukrem na gryz, więcej nie była w stanie przełknąć. Zabrała się za porządki. Wysprzątała, nakarmiła kury, wypuściła kozę do zagrody, umyła podłogi, zmyła wczorajsze naczynia. Zajęć szukała do upadłego byleby nie myśleć o tym najgorszym i nie wspominać, co się stało. Lecz była jeszcze jedna trudna sprawa jak powiedzieć o wszystkim dzieciom. Synowi Wojtkowi i córce Jagodzie. Zdobyła się na to dopiero w porze obiadu.

-Mamo, on zwariował? Jak to znalazł inną? Jaką inną? To żart chyba Chcesz, żebyśmy przyjechali? Już zaraz? denerwowała się córka.
-Nie, nie, Jagódko, nie musicie przyjeżdżać! Nie wygłupiajcie się, przecież spodziewasz się dzidziusia, nie wolno ci takich rewelacji. Poradzę sobie, nikt przecież nie umarł.
Syn zareagował ostro. Przez chwilę sypał przekleństwami, Celina aż się go wstydziła i kazała mu przestać obrażać ojca. W końcu w życiu różnie bywa. Ustalili, że Wojtek przyjedzie w weekend…

Kiedy powiedziała dzieciom, trochę jej ulżyło. Ale w korytarzu, w lustrze napotkała swoje spojrzenie utracone, puste. Widziała tam pulchną kobietę w domowym szlafroku, bez makijażu, z opuchniętymi od płaczu oczami i spękanymi ustami.

-No tak Nic dziwnego, że znalazł młodszą. Zobacz na mnie: gruba, bez fryzury, ani manicureu, ani makijażu. Tamta pewnie śliczna, a ja już dawno o sobie zapomniałam. Dzieci, mąż, wnuki najważniejsze. Potem kury i ogród Ech Celina z rozpaczą dotknęła twarzy, wyobrażając sobie nową ukochaną Adama
Ostatni rok ich życia był ciężki: trudna ciąża córki, narodziny wnuka u syna, ciągła krzątanina, domowe kłopoty. Wtedy większość czasu pochłaniały jej sprawy rodziny i Adama zaczęła niechcący odstawiać na boczny tor. On coraz częściej jadł późne kolacje w samotności, weekendy spędzał sam, bo ona była przy wnukach. I wtedy, zapewne, znalazło się miejsce na nowe zauroczenie. Pojawiło się oddalenie ale Celina, zajęta wszystkim, tego nie zauważała albo nie chciała.

Mijały dni bez Adama. Najpierw było strasznie ciężko, z czasem łatwiej. Prosiła dzieci, by ojca nie unikały ich przecież nie zostawił. Był dobrym tatą i dziadkiem, więc nie chcieli, żeby dzieciaki przestały go widywać. Jagoda i Wojtek pomarudzili, ale przystali na jej prośbę. Po pół roku Celina wreszcie trochę się uspokoiła. Pracy jej przybyło: gospodarstwo na głowie, wnusie, nawet na pół etatu w sklepie się zatrudniła. Schudła, zmieniła fryzurę, zaczęła lepiej wyglądać. Po czasie wrócił nawet uśmiech jej najpiękniejsza ozdoba. I cóż, życie musiało toczyć się dalej.

Pół roku później zadzwonił telefon z nieznanego numeru. Usłyszała głos, lekko zapomniany, chociaż bardzo swojski.

-Celinko, kochanie moje Wybacz mi, przyjmij mnie z powrotem. Nie mogę bez ciebie żyć. Przez dwa miesiące chodziłem jak we śnie, a potem było coraz gorzej. Zamykam oczy, a stoisz mi przed oczami. Przyjmiesz mnie? Adam modlił się prawie.
-Nie przyjmę. Idź do swojej młodej, z którą tyle cię łączyło. Mnie już jest dobrze bez ciebie. ucięła Celina i się rozłączyła.

Ale Adam nie dawał za wygraną. Co wieczór telefon, prośby, błagania.

-Celinka, nie jesteśmy już młodzi. Cóż podzielimy na starość? Zawiódł mnie diabeł, każdemu się może zdarzyć. Kocham ciebie i całą rodzinę, chcę być z wami.
-A co ci przeszkadza, Adam? Kochaj dzieci, kochaj wnuki. One cię nie przekreślają. Ale beze mnie się już obywasz. Rozbitej filiżanki nie skleisz, jakbyś się nie starał. odpowiadała twardo.

Dzieci początkowo były obrażone na ojca, ale z czasem, i Jagoda, i Wojtek stali za Adamem.

-Mamo, na ojcu twarzy już nie ma. Bardzo żałuje, po co się męczyć, może mu przebaczysz? prosiła często Jagoda.
-No tak, mamo. Przebacz byś mu. Przecież kochasz go dalej. przytakiwał Wojtek.
-Nie i już. Proszę nie nalegajcie. Po tym, co się stało, zawsze będę pamiętać zdradę.
I tak Celina żyła samotnie, pracując, ogarniając dom i wychowując wnuki. Bez Adama.

Adam rozstał się wkrótce z tą od wszystkiego wspólnego, wrócił do swej starej matki i bardzo, bardzo tęsknił za Celiną. Często wspominał ich wspólne życie i żałował każdego dnia. Ale nic już nie mógł zrobić. Musiał się pogodzić.

Aż któregoś dnia zdobył się na odwagę. Postanowił pojechać do Celiny, paść jej do nóg i błagać o przebaczenie. Może się zlituje i jeszcze raz przyjmie go z powrotem. A jak nie to choć ją zobaczy.

Ubrał się porządnie, ruszył w drogę. Dobiegł pod dom Celiny, zapukał cisza. Celina na noc była w pracy, miała dyżur. Adam podreptał trochę, w końcu przysiadł na ławce na werandzie. Zasnęło mu się głęboko, jak nigdy. Ściany rodzinnego domu chyba sprawiły, że odetchnął jak nigdy wcześniej.

Nad ranem Celina wróciła do domu. I niespodzianka. Widziała Adama leżącego bez ruchu, twarz blada w świetle księżyca. Dotknęła go żadnej reakcji. Potrząsnęła ramieniem nic. Zaczęła go szarpać, jakby z gruszy zrzucała.

-O mój Boże O rety, Adasiu mój kochany, na kogoś ty mnie opuścił Jak ja bez ciebie teraz żyć będę lamentowała, rzucając się na jego pierś…
Aż raptem Adam pochwycił ją za ramiona i zaczął całować.

-Aha, czyli kochasz, skoro tak płaczesz. I ja cię kocham, Celinko! Przebacz mi… Błagam cię, żono najdroższa! Bez ciebie nie potrafię żyć… padł na kolana, chowając twarz w dłoniach
-Ty łobuzie! Ty oszuście! Bezwstydniku! złoiła mu grzbiet Celina. Naprawdę myślałam, że zeszłeś, a ty tu wracasz, jak gdyby nigdy nic! Wybujałe ci się, kocurze marcowy? Zaraz cię…
Od tej pory pogodzili się Celina z Adamem, a ich życie stało się jeszcze lepsze. Pokochali się na nowo, mocniej i mądrzej. Bo zrozumieli, jak łatwo można stracić swojego człowieka kogoś najcenniejszego, najbliższego. I pojęli też, że czasami trzeba jednak przebaczać. Duma nie zawsze pomaga. Nawet gdy ktoś bardzo zranił, warto dać miejsce w sercu na pojednanie. A przede wszystkim doceniać i pielęgnować to, co mamy tu i teraz, a nie uganiać się za utraconym szczęściem. Taka to historia z dobrym zakończeniem i ważną lekcją na całe życie.

Rate article
Fajna Tajna
Zgubić człowieka