Zepsute dzieci

Zepsute dzieci

Ty go zupełnie rozpuściłaś! We wszystkim mu pobłażasz, więc Ci wszedł na głowę! Marto, nie wolno tak! Zupełnie zepsułaś chłopaka! Tak jak i ja Ciebie kiedyś! Nie ma kogo obwiniać! Sama też byłam nie lepsza! A wy to takie zepsute dzieciaki! I nie mów mi, że już jesteś dorosła! Jak byłaś dzieckiem, tak zostałaś! Zupełnie nie potrafisz myśleć samodzielnie ani podejmować rozsądnych decyzji! Barbara Zawadzka z rozmachem zatrzasnęła drzwiczki lodówki i aż podskoczyła, gdy magnes z rodzinnym zdjęciem Marty spadł na podłogę.

Zdjęcie zrobiono zeszłego lata w Sopocie na wakacjach, na które jej akurat nie zaproszono. A przecież przez lata jeździła z dzieciakami nad morze, opiekowała się wnukami, odpoczywała, poznawała przydatnych ludzi. Ale nie tym razem.

Powody, dla których odmówiono jej wspólnego wyjazdu, wydawały się Barbarze niespójne.

Mamo, w tym roku mamy ciężko z finansami. Pojedziemy z dziećmi sami, dobrze? Potem kupimy Ci wycieczkę, wybierzesz, gdzie chcesz jechać. Zobaczysz, będzie super.

Ale Marto! A co z dziećmi? Kto się nimi zajmie?

Mamo, Tomek jest już duży. Sam by się kimś zaopiekował! A Kinga będzie ze mną. W tym roku nie stać nas na tamten hotel z animacjami. To znaczy musimy z czegoś zrezygnować. Kinga potrzebuje morza, wiesz, że przez pół roku nie kicha potem ani razu. Skoro nie mamy na porządny hotel, pojedziemy Jak to się kiedyś mówiło? Na dziko wynajmiemy mieszkanie, dom, sami będziemy się dziećmi zajmować.

A dla mnie, oczywiście, miejsca tam nie znajdzie!

Barbara była bardzo niezadowolona z takiej perspektywy. Samotny wyjazd do sanatorium gdzie jest tylko dyskoteka dla seniorów?! I ci ludzie W hotelu było lepiej, turyści z zagranicy, i swoi”, kulturalni! A przecież ona, z wykształceniem i dwoma językami, mogłaby wybierać. Ale nie tym razem.

Mamusiu, rozumiesz! Wakacje to nie tylko nocleg, ale lot, wyżywienie…

Chyba nie sądzisz, że ja Was objadam! Barbara aż poczerwieniała.

O rany, mamo! Ile razy mam Ci tłumaczyć? Nie mamy pieniędzy na wyjazd całą rodziną, rozumiesz? Naprawdę chciałabym Cię zabrać, ale się nie da. Remont Twojego mieszkania, moje zdrowie w zeszłym roku, korepetycje dla Tomka wszystko to kosztowało! Teraz musimy oszczędzać. Miałabym zrezygnować z wakacji dla dzieci? I sama jestem już zmęczona, dobrze wiesz.

Tak! Widziałam! Widziałam też, że jesteś kiepską matką! Nie masz czasu na dzieci! Wszystko na mojej głowie i na mamie Pawła. Odebrać Kingę z przedszkola, Tomka ze szkoły, nakarmić, zaprowadzić na zajęcia…

Mamo, nie przesadzaj! Tomek sam jeździ na treningi. Ty tylko Kingę prowadzisz na tańce, ale teraz i tak nie zawsze. W przedszkolu jest grupa taneczna, lecz Ty uparłaś się na swoje. Wolałaś, żeby miała zajęcia poza przedszkolem.

Teraz jestem winna? głos Barbary podskoczył o oktawę, aż chwyciła się za serce. Jakie wy niewdzięczne! Tyle robię, a wy wciąż narzekacie!

Mamo, błagam cię… Marta poczuła, jak wiruje jej w głowie i przytuliła się do szyby w oknie. Bardzo Ci jestem wdzięczna, ale nie wypominaj mi ciągle, dobrze?

Barbara nie chciała już słuchać. Wyszła dumnie, rzucając w salonie siatkę z nowym strojem kąpielowym, i obraziła się.

Należała do osób, które umiały się obrazić. Potrafiła dać do zrozumienia, kto i gdzie popełnił błąd, nie wszczynając skandalu, nie robiąc sceny. Po prostu nie odbierała telefonu, nie reagowała na próby kontaktu. A potem, gdy już raczyła odebrać, ciężko wzdychała i słabym głosem pytała:

Martuniu, a jeśli serce tak przerywa, ledwo bije… to co to może być?
Wtedy Marta rzucała wszystko, jechała na działkę mamy pod Warszawą, dokąd Barbara zawsze uciekała po kolejnej kłótni, żeby oddać duszę spokoju. Po takich wizytach Marta wracała kompletnie wyczerpana i rzucała klucze na stolik w przedpokoju, szła do sypialni, padała ubrana na łóżko i cicho płakała, nie rozumiejąc, dlaczego matka tak ją traktuje.

Tomek zaglądał cicho do pokoju, nakrywał mamę kocem i dotykał jej ramienia:

Mamo, nie trzeba! Nie jeździj tam więcej. Babcia sama przestanie się boczyć.

Ach, Tomek… chciałabym być tego tak pewna…

Marta wiedziała, o czym mówi. Od dzieciństwa pamiętała mamę taką: wrażliwą, wykształconą, czytającą w kilku językach, znającą się na muzyce. Ale też bardzo drażliwą. Potrafiła zrugać po polsku, po francusku, po angielsku równie dosadnie. I dla małej Marty nie było gorszej kary niż chłodne, ciche:

Martuniu, chciałabym, żebyś pomyślała nad swoim zachowaniem. Idź do siebie, córeczko.

Nigdy nie słyszała tego córeczko, gdy Barbara miała dobry dzień. Zresztą te dni trafiały się rzadko. Barbara Zawadzka należała do tych, którzy widzą szklankę do połowy pustą. W jej świecie istniało zawsze jedno ważne słowo nieudana. To określenie dotyczyło prawie wszystkich: koleżanek z pracy, przyjaciół, męża, rodziny, sąsiadów.

Dopóki Marta była mała, ta etykieta jej nie dotyczyła. Była oczkiem w głowie mamy mądra, śliczna, bystra. W wieku trzech lat wskazywała w książce literki, a w wieku czterech odkładała główkę na klawiaturę pianina i mówiła: Słyszę melodię!

Barbara była dumna. Córka grzecznie chodziła na zajęcia, spełniała każdą prośbę, była przekonana, że nie ma na świecie mądrzejszej osoby, niż jej mama.

Pierwsze poważne zgrzyty zaczęły się w VI klasie, gdy Marta, zawsze wzorowa, ni z tego, ni z owego dostała dwóję za dyktando. Barbara tylko potrząsała głową, chwytała się za serce nie pozwoliła Marcie nawet się wytłumaczyć.

Córeczko, tak mnie zawiodłaś! Jak mogłaś?! To niemożliwe! Idź do siebie!

Marta poszła do pokoju, nie wyjaśniając nic. Problem rozwiązała babcia, która przypadkiem zastała Martę płaczącą przy umywalce i próbującą zaprać spódniczkę.

Marta, co się stało?!

Tylko babci przyznała się do bólu brzucha na lekcji i przerażenianie miała pojęcia, co się dzieje przecież nikt jej nie tłumaczył zmian, przez które przechodzi każda dziewczyna. Barbara uznała, że takie rzeczy są niepotrzebne, a Marta nie miała kogo zapytać, bo nie wiedziała, że w ogóle można i trzeba. Koleżanek nie miała zbyt wielu, a właściwie żadna z nich by o takich sprawach nie rozmawiała.

Długa rozmowa Barbary z teściową, babcią Marty, skończyła się jedynie kolejną migreną i burkliwym:

Marta, takie rzeczy dziewczyna powinna omawiać tylko z matką!

Ale skąd miałam wiedzieć…

Następnym razem myśl głową! Po to ją masz!

Marta nigdy nie zrozumiała, w czym ją matka upominała.

I to był pierwszy raz, kiedy obraz idealnej mamy zaczął drżeć. Zwątpienie było na początku ledwo zauważalne, ale z czasem Marta zrozumiała, że jej matka wcale nie jest święta. I znane od lat przekonanie, że matka zawsze stawia dobro dziecka ponad wszystko nie zawsze okazuje się prawdą.

Potem przyszły kolejne rozczarowania, a Barbara nie ukrywała już niezadowolenia z córki. Coraz częściej Marta widywała matkę z jedwabnym szalikiem na głowie Barbara wiązała go mocno na czole, wierząc, że pomaga na migrenę. A Marta wiedziała już, że kiedy widzi matkę z tą apaszką, będzie kłótnia.

Nigdy nie schodziły do awantur Barbara z godnością zasiadała w fotelu i zimnym tonem zamrażała każdy sprzeciw:

Marta! Ty mnie dobijasz…

Czym i jak, nie wymagało już wyjaśnienia. Marta miała się domyślić, co znów zrobiła nie tak. Czepianie się mogło dotyczyć czegokolwiek.

Na przykład, gdy Marta uparła się pójść w ślady dziadka i pójść na medycynę, kiedy Barbara uważała, że to zły pomysł:

Ty nie rozumiesz! Z twoim ojcem żyłam lata, a widywałam go rzadko… Chirurg to nie zawód dla kobiety! Odpuść tę głupotę!

Ale babcia mówiła, że ratowanie ludzi to zaszczyt! Tata też chciał być chirurgiem…

Mało to babcia mówiła? Liczy się rezultat, Marta! Co mamy w efekcie? Ja wdowa, ty dziecko wychowane bez ojca. Twój tata spalił się w tej pracy! Myśleć trzeba, Martuniu, nie tylko o sobie, ale też o rodzinie!

Spory trwały długo, ale egzaminy do medycyny Marta zdała. Barbara przez pół roku ograniczała się do krótkich tak i nie przy śniadaniu.

Następnym testem była decyzja Marty o wyborze męża. Pawła Barbara kompletnie nie zaakceptowała.

Szokujesz mnie, Marto! Nie było nikogo lepszego? To nie o finanse chodzi! Jesteście z innej bajki. Twój mąż nie ma pojęcia, kim jest Sienkiewicz, nie słyszał nigdy o Chopinie!

Paweł jest porządny… Marta nie chciała się kłócić, ale milczeć nie umiała. I mnie kocha.

Na samej miłości daleko nie zajedziesz! Zrozumiesz, ale będzie za późno!

Na weselu córki Barbara teatralnie przykładała chusteczkę do oczu, wszystkim powtarzając:

Będzie im ciężko, są młodzi i niedoświadczeni. Ale od czego matka zawsze pomogę!

Na szczęście na przyjęciu Barbara poznała przyszłego męża dalekiego kuzyna Pawła, emerytowanego pułkownika Stanisława Rutkowskiego. Zdobył jej serce ogładą, znakomitą polszczyzną i francuskim akcentem.

Skąd taki piękny akcent? flirtowała Barbara, zupełnie zapominając o chusteczce.

Moja mama była córką dyplomaty i mieszkała z rodzicami wiele lat we Francji.

Wspaniale!

Stanisław recytował poezję, dbał o ogród i dom, miał uroczy domek pod Warszawą, gdzie Barbara odnalazła spokój, na trochę odpuszczając córce.

To małżeństwo uczyniło ją szczęśliwą. Stanisław ją wielbił, ona wypiękniała, złagodniała, a narodziny wnuków przyjęła z zachwytem.

Martuniu! Jakie śliczne dzieci! Tomek zdolny chłopak, cała rodzina! A Kinga cudowna! Ma mój nos i oczy! Będzie piękna!

Marta nie protestowała. Była szczęśliwa, że mama jest spokojniejsza.

Wbrew prognozom Barbary, związek Marty z Pawłem był udany. Paweł potrafił z teściową stworzyć neutralne relacje. Ciężko pracował, Barbara musiała przyznać, że Marta trafiła nie najgorzej. Była przeciwna kredytowi hipotecznemu, lecz Paweł postawił na swoim.

Tak będzie lepiej. Wasze mieszkanie to wasz dom, a nam potrzebny nasz.

Ale Marcie będzie ciężko z dziećmi! Sam nie podołasz!

Firma dobrze prosperuje, dam radę. Marta chce wrócić do pracy nie będę jej zniechęcał. Moja mama pomoże przy dzieciach.

Dzieci Pawła nie mają tylko babci! Barbara uniosła podbródek. Ja też się dziećmi zajmę!

Marzenie Marty powrotu na salę operacyjną spełniło się. Dzieci rosły, przeprowadzka nastąpiła i zdawało się, że wszystko się układa, aż przyszła tragedia. Stanisław zachorował i zmarł, zostawiając Barbarę ze złamanym sercem.

Ach, Stasiu! Jak mogłeś Barbara nie mogła się z tym pogodzić. Tak rzadko czułam się szczęśliwa! Czy naprawdę musiałeś mi to odebrać tak szybko?!

Kogo obwiniała tym razem, nie sposób było wiedzieć.

Teraz co tydzień kupowała dwa bukiety białych goździków, by uczcić tych, co umilali jej życie”, a wobec żyjących stała się jeszcze bardziej nieznosząca sprzeciwu.

Marta starała się wypełnić mamie samotność. Wakacje, weekendy, święta wszędzie Barbara była z rodziną córki.

I co w tym złego? Rodzina to rodzina! zapewniała koleżanki.

Basia, może Marta chciałaby pobyć sama z mężem i dziećmi? Bez kontroli?

Bzdura! Nigdy nie kontrolowałam córki! oburzała się Barbara. Przecież pomagam! Jakby dała radę bez mnie?

Problemy pojawiły się, gdy Tomek podrósł. Na babcine uwagi reagował irytacją.

Tomek! Znów?! Ile razy mówiłam, żeby tej koszmarnej muzyki nie puszczać tak głośno?! Jak możesz tego słuchać?! Barbara wpadała do pokoju wnuka, zgrzytając zębami. To nie do zniesienia!

Znowu zakładała jedwabną apaszkę, ale na Tomka to już nie działało. Nie skarżył się rodzicom, wolał rozwiązywać sprawy po swojemu.

Kinga! Chodź, będziemy śpiewać i tańczyć!

Gdy widziała dzieci tańczące do Kombi lub Elektrycznych Gitar, Barbara była zszokowana.

Tomek, jeszcze, powiedzmy, ale Kinga? Nie! Dzwonię do waszej mamy!

Lepiej do taty, babciu! Mama ma wyłączony telefon na dyżurze, przecież wiesz!

Paweł na skargi teściowej reagował spokojnie, a potem, odwożąc Barbarę na działkę lub do mieszkania w mieście, w domu śpiewał z synem, marzącym, że kiedyś zagra przed prawdziwą publicznością.

Gdy muzyczny talent Tomka zaczął się rozwijać, Marta postanowiła kupić mu gitarę.

Marta, nie waż się! Chcecie mnie się pozbyć z życia?

Mamo, czemu tak mówisz?

Nie zniosę tego! Chłopiec ma się uczyć, a nie zawracać głowę jakąś muzyką!

Ale Tomek świetnie się uczy! Sama to wiesz! A co złego, że będzie grał? Zawsze powtarzałaś, że rozwój wszechstronny jest najważniejszy!

Co innego miałam na myśli i dobrze o tym wiesz! Ech, Marta, znowu…

Sprzeczki ciągnęły się dniami. Paweł był tu wsparciem Marty. Barbara przestała odbierać telefony, nie otworzyła drzwi, gdy córka przyjechała sprawdzić, czy wszystko w porządku. Klucze do mieszkania dawno jej zabrała.

Tym razem demonstracja Barbary przeszła bez reakcji. Marta miała już dość.

Nie chce rozmawiać, to nie! Ileż można! Marta, zmywając naczynia, niezdarnie trąciła ulubionym kubkiem od syna roztrzaskał się na tysiąc kawałków.

Właśnie te kolorowe odłamki przesądziły o długim konflikcie. Marta wciąż kochała matkę, ale już wiedziała, że ta miłość powinna się zmienić, by nikt z bliskich już nie cierpiał.

Tomek! krzyknęła Marta z góry, a chłopiec zbiegł po schodach, zastanawiając się, co tak mamę zmartwiło.

Jestem!

Wybrałeś gitarę?

Naprawdę mogę? jego oczy aż świeciły.

Musisz! Którą chcesz?

Basową! Mamo, jesteś pewna?

Na sto procent! Tak przecież mówisz, prawda?

Jasne! A co babcia powie?

Że jesteśmy zepsutymi dziećmi Nie zaprzątaj sobie tym głowy! Ubieraj się, jedziemy!

Gdzie?

No jak to gdzie?! Do sklepu! Albo gdzie są te twoje gitary!

Już idę! Poczekaj, tylko zawołam Kingę pomoże wybrać!

Patrząc na syna, Marta myślała, że to najserdeczniejszy chłopak na świecie. Który inny nastolatek bierze młodszą siostrę za konsultantkę?

Gitara została kupiona. Pokój Tomka szybko zamienił się w domowe studio, koledzy próbowali nagrywać piosenki na sprzęcie dokupionym przez Paweła i innych rodziców. A gdy krótki filmik z Kingą śpiewającą z bratem zdobył rekordowe polubienia na YouTube, było jasne, że to dobra decyzja.

Marta cieszyła się. Chłopcy zajęli się czymś sensownym, a syn przestał być drażliwy bez powodu. Po powrocie z pracy, zmęczona, uśmiechała się, słuchając ich pomysłów i planów. Rozumiała, że zrobiła dobrze.

A Barbara czekała. Każdego dnia sprzątała, gotowała coś smacznego i czekała, aż córka przyjedzie z przeprosinami, jak zwykle.

Mijał tydzień, drugi a Marta się nie pojawiała.

Najpierw Barbara była zdumiona, potem rozgniewana, postanowiła, że tym razem nie wybaczy ot tak. Ale potem zaczęła rozmyślać.

Chyba pierwszy raz ktoś się jej sprzeciwił, pokazując, że nie wszystko zależy od własnych oczekiwań. Każdego innego z grona znajomych już dawno by wykreśliła, ale to była jej córka tej przecież kochała, naprawdę.

Mijały miesiące.

W pewnym momencie dotarło do niej, że nikt się nie odezwie, żadnych przeprosin.

To uświadomienie kosztowało ją sporo. Nie mogła pojąć, jak córka mogła być tak surowa. Przecież cały czas żyła tylko jej i wnukami! Za co taki chłód? Czy jedno gorzkie słowo może zepsuć rodzinę?

Zmęczona własnym rozżaleniem, Barbara pojechała na działkę, licząc na spokój. Ale nic to nie dało. Chodziła po domu i ogrodzie, niszczona tęsknotą ale przyznać się przed sobą do winy nie była w stanie.

Lato minęło, przyszła deszczowa jesień, i wtedy zrozumiała, że nie ma na co czekać.

W dzień, gdy serce w końcu uległo, siedziała z herbatą na kuchni i patrzyła, jak dzieci sąsiadów biegają po podwórku w kolorowych kaloszach. Kiedyś prosiła męża o wysoki, szczelny płot, ale Stanisław przekonał ją do ozdobnej furtki zrobionej przez przyjaciela. Więc pozostało tylko grzecznie witać sąsiadów i obserwować ich życie.

Sąsiedzi Barbary, profesorowie uniwersytetu, byli ludźmi udanymi”. Pięcioro wnuków, mądrych i grzecznych jeszcze jedno potwierdzenie ich sukcesu. Patrząc, jak najmłodszy bryzga wodą, Barbara uznała, że wystarczy czekać. Przecież można tak siedzieć, grzać ręce o kubek i pieścić swoje urażone ego aż do dnia, gdy już to córce przypadnie kupować białe goździki. I komu wtedy będzie lepiej?

Kubek zabrzęczał o spodek, już po chwili Barbara wyprowadziła auto za bramę.

W niedzielne popołudnie ulice były prawie puste, więc do osiedla, gdzie mieszkali Marta z Pawłem i dziećmi, dotarła szybko.

Skręcając w znajomą uliczkę, uświadomiła sobie, że się boi. Po raz pierwszy to ona musiała zrobić krok, odkładając swoje pretensje. Nieznana jej rola więc stała, zaparkowawszy pod bramą, długo nie wychodząc.

Ale wszystkie plany posypały się, gdy tylko otworzyła furtkę i przeszła do domu córki. Drzwi były uchylone, Barbara weszła na ganek. Już miała wejść, gdy ogłuszający hałas dobiegł z góry.

Zestaw perkusyjny łomotał, wtórowały mu gitary. I Barbara zaskoczona zobaczyła Martę tańczącą w kuchni machającą drewnianą łopatką, którą mieszała coś na dużej patelni, i śpiewającą na cały głos piosenkę o lalce i czarodzieju.

Super, mamo! Nagramy razem filmik? Kinga z entuzjazmem klasnęła w dłonie, rozstawiając szklanki na stole.

Marta odstawiła łopatkę, napełniła szklanki sokiem i dwie podała Kindze.

Masz, te zaniesiesz, a ja dwa następne. Chodź, chłopcy na pewno chcą pić.

Już miała wyjść na schody, gdy zobaczyła matkę stojącą w progu.

Wtedy czas jakby na chwilę się zatrzymał i z ciekawością czekał, co powie jedna, co odpowie druga.

Kinga stanęła zdziwiona w przejściu, otworzyła usta, ale wyprzedziła ją Marta:

Mamo, witaj! Zerknij na mięso, dobrze? Za chwilę obiad. Jak tylko chłopaki skończą próbę, siadamy do stołu. Jesteś głodna?

Barbara powoli skinęła głową i zdjęła kurtkę.

Tak.

To świetnie! Marta uśmiechnęła się do córki. Kinga, nie stój jak wryta! Babcię już zapomniałaś?

Kinga z ożywieniem popatrzyła na babcię.

Pamiętam! Babciu, przestałam tańczyć, mama zapisała mnie na lekcje śpiewu! Tomek mówi, że fajnie mi idzie!

Barbara poczuła, że zaraz się rozpłacze, więc szybko pochyliła się po szklanki.

Daj, ja zaniosę! Muszę zobaczyć, jak wygląda gitara Tomka. Ładna?

Bardzo! Czerwona! Pomagałam wybierać! Chodź, pokażę!

Kinga wbiegła schodami, a Marta rzuciła matce:

No to idź, mamo. Najtrudniejszy krok już zrobiłaś…

Barbara skinała głową i weszła do pokoju wnuka. Tomek, zupełnie już poważny, pokazał gitarę.

I w tej chwili coś się zmieniło.

Nie wszystko bo nie da się całkiem wymazać siebie i własnego stylu w jeden dzień.

Kłótni i nieporozumień będzie jeszcze wiele. Niejeden raz Marta westchnie, słuchając mamy, która z uporem będzie tłumaczyć jej swoje racje. I Barbara nieraz znów będzie się zastanawiać, w którym momencie straciła” córkę.

Ale tej jednej, podstawowej rzeczy w tej rodzinie nauczyli się wszyscy chcesz być słuchanym, zacznij sam słuchać. Wtedy wszystko wróci na swoje miejsce. A czy nie o to właśnie chodzi w rodzinie?

Rate article
Fajna Tajna
Zepsute dzieci