Aleksandrze, przysiądź chociaż na dwie godziny z Kacprem spojrzała na męża Jadwiga, marszcząc brwi. Muszę iść do lekarza.
Nie dam rady wstał nagle z kanapy. Spotykam się z kumplami, zaraz wychodzę.
Ja serio, nie da się. Bóle głowy nie mijają, a kręgosłup wali się po porodzie. Po tej ciąży tyle się narobiło, że…
Jadwigo, mam naprawdę duże plany? spojrzał na nią zdenerwowany. Nie mogę. Przesuń na inny termin. Już wszystko umówiłem.
Aleksander zapinał kurtkę, przeszukując kieszenie.
Nie mogę przełożyć, przyjęcie ustalono na trzy tygodnie do przodu.
To więc wytrwasz jeszcze trzy tygodnie wzruszył ramionami, jakby to była drobna sprawa. Nic ci się nie stanie.
Drzwi trzasknęły. Z pokoju dziecięcego dobiegł cichy płacz Kacper właśnie się obudził. Znowu.
Jadwiga westchnęła znużona, wyciągnęła telefon i wybrała numer przychodni, słuchając charakterystycznych dźwięków, które zastąpiły tradycyjne syrenki. W końcu dotarła kolej do niej.
Dzień dobry, chciałabym odwołać wizytę na dziś…
Upadła na kanapę. Po porodzie zdrowie stało się jak losowa loteria: kręgosłup sztywność, głowa rozpryskuje się, jakby ktoś wbił młot od środka. Lekarze wzruszali ramionami, że trzeba zrobić badania, a na to czasu brak. Ktoś musiał zająć się dzieckiem.
Ale Aleksander nie miał o to pojęcia. Ostatnie dwa lata przemieniły go w zupełnie inną osobę…
Podczas ciąży nosił Jadwigę w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dźwigał ciężkie torby, gotował, masował stopy przed snem. Twierdził, że jest najpiękniejsza, że jest szczęśliwy jak nigdy. Jadwiga wierzyła w każde słowo, uważała, że ma idealnego męża.
A potem przyszedł Kacper. I wszystko legło w gruzach.
Krzyki, niekończące się przewijanie, bezsenną noc to rozszarpało maskę Aleksandra, pod którą kryła się zupełnie inna osoba. Głośno krzyczał na Jadwigę, gdy nie zdążyła posprzątać mieszkania. Ryknął na Kacpra, gdy ten płakał w nocy. Rzucał rzeczy, walił drzwiami, uciekał do znajomych i wracał po północy.
Spójrz na siebie! wrzeszczał, wskazując palcem w żonę. Czy w ogóle patrzysz w lustro? Gdzie podziała się moja piękna żona? Beba!
Jadwiga widziała cienie pod oczami, potargane włosy, podarte koszulki z plamami po jedzeniu dziecka. Dodatkowe kilogramy nie chciały schodzić, mimo że jadła ledwie dwa razy dziennie. A gdzie znajdować czas dla siebie, kiedy Kacper ma gorączkę, wyrzyna zęby, boli brzuszek?
Myślisz tylko o dziecku, on to twoja kość u nogi rzucał Aleksander, zakładając buty. Czy w ogóle potrzebujesz mnie?
Jadwiga milczała, bo nie wiedziała, co odpowiedzieć. Tak, myślała o Kacprze. Jak nie myśleć o synu? To przecież jej dziecko!
Zmęczona, osiągnęła punkt, w którym chciała po prostu położyć się i nie wstawać. Była zamknięta w czterech ścianach z krzyczącym dzieckiem i mężem, który uważał się za ofiarę w tej rodzinie.
Praca nie czekała. Firma, w której pracowała przed macierzyństwem, zamknęła się. Właściciel uciekł z długami, biuro zamknięto, pracowników zwolniono. Jadwiga była na urlopie macierzyńskim, więc nie straciła jeszcze nic konkretnego, ale Kacprowi mieli wkrótce skończyć trzy lata. Zrozumiała, że musi szukać nowego zatrudnienia, a trzy lata przerwy w CV i małe dziecko nie były mile widziane przez pracodawców.
Mimo to marzyła o tym. Chciała zabrać Kacpra do przedszkola, wyjść z domu, wsiąść do tramwaju, dojechać do biura, porozmawiać z żywymi ludźmi, a nie z małym człowiekiem, którego interesowały tylko bajki. Chciała żyć nie tylko domem i synem, chciała przypomnieć sobie, kim była kiedyś.
Trzecią rocznicę Kacpra zorganizowała sama. Syn biegał po mieszkaniu w nowym śpioszku, wesoły i różowy.
Ale Aleksandra nie było.
Jadwigo, gdzie jest Łukasz? pytała matka Aleksandra, Helena, rozglądając się, jakby oczekiwała, że syn wyjrzy zza zasłony. Nie wiem uśmiechnęła się wymuszonym uśmiechem. Pewnie się spóźnia.
Jak to się spóźnia? wtrącił się ojciec Aleksandra, Józef. Przecież to urodziny syna!
Jadwiga wzruszyła ramionami. Dzwoniła do Łukasza dziesięć razy, pisała, ale nie było odpowiedzi.
Goście wymieniali spojrzenia, lecz nic nie mówili. Matka Jadwigi, Halina, ścisnęła jej dłoń pod stołem cicha, niezmienna pomoc, choć nie zmieniła nic.
Uroczystość przebiegła napięcie. Kacper był szczęśliwy, a reszta udawała, że wszystko w porządku.
Jadwiga kroiła tort, nalewała herbatę, uśmiechała się gościom. Wewnątrz coś powoli się kruszyło, rozpadło się na drobne kawałki, które już nie dało się złożyć.
Goście rozeszli się pod wieczór. Kacper zasnął natychmiast, nie czekając nawet na przebranie. Jadwiga położyła go w łóżeczku, przytuliła kocyk i wróciła do salonu, gdzie panowała bieda: brudne naczynia, porozrzucane papiery, wypompowane baloniki.
Zaczęła sprzątać mechanicznie, nie myśląc o niczym. Zbierała talerze, wkładała je do zlewu, wycierała stół.
Dźwięk kluczy w zamku zatrzymał ją. Zerknęła na zegarek północ. Spojrzała w korytarz.
Aleksander stał w drzwiach, kołysząc się. Oczy czerwone, koszula pognieciona, a wokół niego unoszą się tanie perfumy, słodkie i przytłaczające. Na policzku wyraźny ślad czerwonej szminki.
Zobaczył Jadwigę i zamarł.
Jadwigo, to nie to, co myślisz chrypnął. Wypiłem whisky, wpadłem w szał. To jednorazowe, przysięgam!
Jadwiga powoli wydychała. Wewnątrz zamarzło, jakby lodowata woda przelała się po sercu.
Gdzie byłeś? wyszeptała.
Ja spotykałem się z kumplami. Weszliśmy do baru w Warszawie, były tam dziewczyny i jedna
W dniu urodzin syna przerwała jej. Byłeś z jakąś dziewczyną, kiedy Kacprowi skończyły się trzy lata!
Przepraszam! podbiegł do niej. Nie chciałem! Po prostu tak się stało!
Tak się stało? drżał jej głos. Jesteś zdrajcą. Kłamcą. Zaufałam ci w stu procentach. Mamy rodzinę. Mamy dziecko! Myślałam, że nie zejdziesz na tak niski poziom!
To twoja wina! wybuchł nagle Aleksander. Spójrz na siebie! Wokół tyle pięknych dziewczyn, a ja wracam do domu i widzę ciebie! Oczywiście patrzę! Jestem młody! Chcę miłości!
Jadwiga odwróciła się i ruszyła do pokoju dziecinnego. Aleksander wołał, lecz ona nie odwróciła się. Zatrzasnęła drzwi, położyła się na wąskim łóżku obok Kacpra i patrzyła w ciemność.
Rano spakowała rzeczy swoje i syna. Aleksander próbował ją zatrzymać, łapał za rękę, wykrzykiwał o przebaczeniu i drugiej szansie. Jadwiga jednak nie ustąpiła. Zawołała taksówkę, załadowała walizki i pojechała do mamy.
Pierwsze tygodnie były trudne. Kacper nie rozumiał, dlaczego teraz mieszkają u babci, płakał, wołał tatę. Jadwiga tuliła go, całowała w czoło i szepnęła, że wszystko będzie dobrze, choć sama w to nie wierzyła.
Stopniowo życie się układało. Halina pomagała z Kacprem, trzymała go, podczas gdy Jadwiga szukała pracy. Po miesiącu znalazła zatrudnienie nie wielkie, ale stabilne, z przyzwoitą pensją i rozsądnym szefem. Otrzymała rozwód. Aleksander nie sprzeciwiał się, jedynie domagał się kontaktu z synem. Jadwiga się zgodziła. Kacper kochał ojca.
Kilka miesięcy później wynajęła kawalerkę. Małe mieszkanie, ale własne. Urządziła je skromnie, ale stało się ich domem.
Aleksander zaczął przychodzić w gości. Najpierw rzadko, potem coraz częściej. Naprawiał kran, montował meble, wyprowadzał Kacpra na spacery. Jadwiga pozwalała. Nie dla siebie, lecz dla syna. Kacper cieszył się z taty, śmiał się, skakał na szyję. A Jadwiga nie mogła tego zabrać.
Po pół roku po rozwodzie Aleksander ożenił się. Jadwiga zobaczyła go przypadkiem w centrum handlowym, z nową żoną wysoką, zadbaną, z długimi włosami, krótką sukienką.
Mimo to Aleksander wciąż przychodził, częściej niż przedtem, i chwalił nową żonę:
Zuzanna jest świetną gospodynią, w domu zawsze porządek, kolacje wyśmienite, wygląda jak modelka.
Jadwiga skinęła głową, choć wewnątrz kipiała złość. Nawet po rozwodzie Aleksander potrafił ją drażnić.
Wtedy przyszedł jej pomysł, jak się zemścić. Mały, podły, ale sprawiedliwy.
Zaczęła dzwonić do Aleksandra przy każdej okazji:
Łukaszu, cześć. Kacper chce pobiegać, możesz przyjechać?
Łukaszu, w kuchni cieknie kran, pomożesz?
Łukaszu, Kacper tęskni, kiedy przyjdziesz?
Aleksander przychodził za każdym razem. Okazało się, że wystarczy było wziąć syna, a on od razu go polubił. Spędzali razem czas, rozmawiali przy herbacie, a Jadwiga opowiadała o przedszkolnych przygodach, zadawała pytania. Aleksander chętnie odpowiadał, jakby brakowało mu tej codziennej rozmowy.
W tle zaczęły pojawiać się gniewne głosy Zuzanny:
Łukaszu, znów z nią rozmawiasz? Przestań!
Aleksander odmawiał, ale Jadwiga słyszała złość w jej głosie i czuła, że jej serce lżeje.
Kilka miesięcy później Aleksander zjawił się pewnego wieczoru bez zapowiedzi. Jadwiga otworzyła drzwi i zobaczyła jego zmęczoną twarz.
Rozwodzimy się powiedział, wchodząc.
Co? zamknęła drzwi i oprzyrchnęła się o nie.
Zuzanna odeszła. Nie wytrzymała.
Czego nie wytrzymała?
Nas. spojrzał na nią. Naszej relacji.
Jadwiga uśmiechnęła się cynicznie.
Jaka to relacja, Łukaszu?
Wiesz, spędzamy razem tyle czasu… Myślałem, że…
Że znowu będziemy razem? skrzyżowała ręce na piersi. Nie, Łukaszu. Mam nowego partnera od miesiąca i jestem szczęśliwa.
Aleksander zamarł, twarz przybrała groteskowy wyraz.
Co? Z kim?
Nieważne z kim. Ważne, że nie z tobą.
Jadwigo, myślałem…
Myślałeś, że będę czekać? zaśmiała się. Serio?
To więc będziesz płacić moje alimenty jakimś obcym facetom?! wykrzyknął. Oszukałaś mnie! Myślałem, że pomagam, jak wierny pies, a ty…
Nic nie obiecywałam odpowiedziała spokojnie. Sam się uparłeś. Jak pies, który chce wrócić do domu. Próbowałeś znów stać się częścią rodziny, ale nie potrzebuję cię. Nie wyżywisz mnie nawet na jednego kota, nie mówiąc o dorosłym człowieku.
Ty… ty…
Co? podeszła do drzwi i otworzyła je szeroko. Idź, Łukaszu. Nie wracaj bez zapowiedzi.
Nie jesteś kobietą! wyciągnął kurtkę i ruszył w stronę wyjścia. Mała, zemstażowa węża!
Może tak wzruszyła ramionami. Ale sam mnie taką uczyniłeś.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiemJadwiga zamknęła za nim drzwi i, patrząc na spokojnie śpiącego Kacpra, po raz pierwszy poczuła, że przyszłość w końcu zaczyna się odbierać w jej własnych rękach.



