17listopada 2025 dziennik
Zebrałem rzeczy i ruszyłem w spokój napisała żona wczoraj w pośpiechu.
Nie obchodzi mnie twoje życie, Wicie. Wszystko i tak jest jasne. Spakuj swoje drobne i odwal się w cztery strony, niech to będzie do byłej, niech to będzie do nowej. poczęła.
Co to znaczy odwal się? A co z Krzyśkiem? zapytałem.
Wspomniałeś o Krzysiu? No tak Gdybyś myślał o nim wcześniej, a nie teraz, kiedy zamiast pracować albo pomagać mi przy dziecku, biegałeś po niczym.
Hej, Lero, po co taka smutna mina? otworzył drzwi do rodzinnego domu mój brat.
Michał przyjechał na urlop przedwczoraj, a już po odgłosach płaczu dochodzących z głębi mieszkania widać było, że wprowadził trochę zamieszania w dobrym sensie.
Cześć, Lero! wpadła do korytarza córka Michała, Zuzanna, by zobaczyć, kto przyszedł.
Płacz nie ustał.
Cześć, Zuziu. Kto tam wykrzykuje? spytała.
To Paweł z Michałem zabawki dzielą. Jak dzieci, westchnęła pięcioletnia dziewczynka, złożając ręce na piersiach. A przyniosłaś coś smacznego?
Przyniosłam, ale babcia ci to odda później. Najpierw zupa, potem słodycze pamiętasz naszą zasadę.
Tak, pamiętam, po was zapomnieć nie mogę, Zuzanna znów westchnęła i wróciła do pokoju.
W końcu cisza zapanowała, więc bratankowie Paweł i Michał już zdecydowali, w co i jak grać, nie zabijając się w trakcie.
Co się stało? zapytał Michał, który do tej pory milcząco obserwował rozmowę córki i siostry, podnosząc swój poprzedni temat.
Nie wiem nawet, westchnęła Lidia, odkładając torbę na stolik i zaczynając zdejmować buty. Wydaje mi się, że Witek mnie zdradza. A on mówi, że mam paranoję i że powinnam iść na terapię. Tylko że
Chodźmy do kuchni, opowiesz, co i jak.
Lidia skinęła głową, rozebrała się i weszła do małego pomieszczenia. Michał od razu włączył czajnik, a jego młodsza siostra usiadła przy stole i zaczęła mówić.
W zasadzie nie było wiele do opowiadania. Z Witem połączyli się pięć lat temu. W poprzednim małżeństwie mężczyzna nie mógł mieć dzieci, po czym rozstali się z Valentyną, co nazwano zostać przyjaciółmi.
Ta przyjaźń coraz bardziej obciążała Lidię.
On ciągle przed snem pisze do niej, rozumiesz? Leżę obok, syn śpi w sąsiednim pokoju, a on siedzi i czatuje z nią. Gdy mnie widzi, od razu biegnie ją przywitać. Ostatnio ciągle zostaje w pracy. Narzekam, że sam nie dam rady z dzieckiem, potrzebuję dodatkowej ręki, a on patrzy w podłogę i gada o raportach. A teraz jeszcze zaczyna mi mówić, że mi ciężko, bo dziecko jest w przedszkolu, a ja siedzę w domu.
Poczekaj, a co to znaczy w domu, jeśli i tak pracujesz zdalnie?
On ma takie rozumienie zdalnej pracy, że nic nie robisz, siedząc w domu, a za to dostajesz wypłatę. To, że ty też pracujesz osiem godzin, nie wyjeżdżając, nikogo nie obchodzi.
A próbowałaś go prześledzić? Może zajrzeć do telefonu, zobaczyć, z kim jeszcze koresponduje?
Co! To już przesada, nie? A jakby tak naprawdę wszystko to w mojej głowie?
W tym momencie zza pleców zabrzmiał głos Julii: Wiesz, jak naprawdę wygląda rozmowa z byłą, kiedy nie ma nic między wami?
Żona Michała usłyszała większość skarg Lidii i położyła przed nią telefon z otwartą konwersacją.
Co to?
Czat z ojcem Zuzanny, Wojciechem. Czytaj.
Nie ma tu nic ciekawego. W miesiącu tylko trzy wymiany i to o tym, kiedy i gdzie odbierze Zuzannę, co jej kupi i kiedy przywiezie z powrotem.
To nieprawda, leży tu jeszcze kartka z życzeniami z okazji Dnia Matki i moje życzenia urodzinowe w tym samym formacie, udusiła się Julia. Pamiętaj, że ja i Wojciech rozstaliśmy się bez wrogości. Mamy wspólną córkę, o której on naprawdę się troszczy, a nie tylko płaci alimenty. Gdybym wieczorem zamiast rozmawiać z tobą pisała do niego, już dziś miałabym papiery rozwodowe, nie szukając wymówek w paranoi. I masz rację, że powinnaś go obserwować.
A gdyby okazało się, że nic nie ma? Jak będę wyglądać? Czy nasz związek się nie rozpadnie, a ja nie zostanę jedynie ofiarą własnych podejrzeń?
Boże, znowu zaczyna, westchnął Michał, przyciskając dłoń do twarzy.
Mam pomysł, po chwili namysłu powiedziała Julia.
Jaki?
Mąż mówi, że jest w pracy, a ty podejdź do jego szefa i zapytaj, jak długo to potrwa. Nie jako atak, a jako prośbę o litość mówię, że nie widzę go z powodu nadgodzin, muszę iść po lekarza, bo muszę zabrać Kostka, nie mam kto zająć się dziećmi, nie mogę zapisać się do dentysty, bo on po pracy znika Zobacz, jak zareaguje. Jeśli naprawdę ma pracę, może pozwoli ci wyjść wcześniej. A jeśli nie ma pracy, to już widać inny obraz.
Lidia uznała radę za sensowną i postanowiła z niej skorzystać, zwłaszcza że znała szefa Wita, pana Wszechołoma Mikołajewicza, którego widywała często w mieście.
Rozmowa nie sprawiła mu trudności. Pan Mikołajewicz sam zapytał, jak się miewa, na co Lidia odrzekła zręczną frazą, zmieniającą kierunek dialogu.
Co tam, panie Wszechołomie, mąż zostaje do późna w pracy, nie ma życia prywatnego, cały wieczór przywiązany do Kostka. A gdyby coś przywiózł z przedszkola i wziął zwolnienie, to już nie miałby wyboru nie ma ucieczki.
Kto go trzyma do późna? wyraził zdumienie pan Mikołajewicz. Witek wcale nie odmawia, już od czwartej prosi o zwolnienie, bo potrzebuje pomóc żonie, odebrać syna z przedszkola i od czasu do czasu iść na zwolnienie lekarskie, mówiąc, że pomaga żonie. Nie mam nic przeciwko, ale co się dzieje, że tak kłamie?
Lidia zadzwoniła do Wita i spokojnym głosem zapytała, o której przyjdzie do domu.
Może poprosisz o wcześniejsze zwolnienie? Zabierzesz Kostka na spacer, a ja posprzątam.
Lido, nie mam czasu na spacery. Mam ważny projekt, a szef wciągnął mnie tak, że czuję się wilkiem w klatce. Próbowałem być współczynnym mężem, ale on nie słucha moich problemów. Groził zwolnieniem, jeśli nie przestanę domagać się przywilejów.
A ja ci grozilem zwolnieniem? nie wytrzymał Michał. Co z twoimi problemami? Nie obchodzi mnie to. Zrobię ci jutro
Co ci zrobię, obiecała Lidia, odrywając słuchawkę.
Witek nie wrócił tego wieczoru, pojawił się dopiero rano.
Wiesz co, Lido? Mam sprawę
Nie obchodzi mnie twój problem, Wicie. Wszystko już jasne. Spakuj swoje drobiazgi i odchodź w każdą stronę, czy to do byłej, czy do nowej.
Co to znaczy odchodź? wtrącił. A co z Kostkiem?
Wspomniałaś o Kostku? No tak Gdybyś pomyślała o nim wcześniej, a nie teraz, kiedy zamiast pracować biegałaś po domu. Ale już tyle.
Zebrałem rzeczy i odszedłem w pokoju, dokończyła Lidia.
Po obiedzie zadzwoniła do mnie teściowa nie po to, by pogodzić męża z drugą żoną, ale żeby przekazać radosną nowinę o ciąży pierwszej, Valerii, z którą kiedyś rozstaliśmy się przyjaciółmi i z którą ponownie utrzymywała kontakt, aż w końcu zaszła w ciążę, co kiedyś zrujnowało ich małżeństwo.
Wiesz co? Cieszę się, że tak się stało. Valeria zawsze mi się podobała, a twój nieobaczony syn Lidia nie dokończyła, odrywając słuchawkę.
Nagle wszystko stało się obojętne mąż, była, jego przyszła żona, ich sprawy. Liczyło się tylko ona i jej syn, a reszta była jedynie przewróconymi kartkami, które trzeba było odwrócić i zapomnieć, jakby nigdy nie istniały. Te kartki jednak nie chciały się przewrócić i po trzech latach przypomniały o sobie, gdy Kostek poszedł do szkoły.
**Lekcja, którą wyniosłem:**kiedy zaufanie pęka, lepiej nie szukać winnych w cieniu, lecz przyjrzeć się własnym lękom i postawić granice, zanim zamkniemy się w kręgu podejrzeń, które jedynie pożerają nas samych.



