– Krysia, co ty wyprawiasz?! – głos Ani drżał ze złości. – Jak mogłaś mi to zrobić? Przecież jesteś moją siostrą!
– A czego się spodziewałaś? – warknęła Krysia, nie odrywając wzroku od papierów rozłożonych na kuchennym stole. – Że będę siedzieć i patrzeć, jak doprowadzasz ten dom do ruiny?
– Do ruiny? – Ania złapała się za oparcie krzesła. – Przez trzydzieści lat trzymałam go w ryzach! Od śmierci mamy i taty! A ty gdzie byłaś?
– Gdzie, gdzie – przedrzeźniła ją Krysia, wreszcie podnosząc zimne oczy. – Pracowałam. Zarabiałam pieniądze. A nie żyłam na garnuszku rodziców do czterdziestki.
Ania poczuła, jak ziemia ucieka jej spod nóg. Oparła się o stół i wpatrzyła się w dokumenty.
– To naprawdę testament? – szepnęła.
– Tak – odparła krótko Krysia. – Mama zostawiła dom mi. Cały. A ty możesz szukać sobie innego miejsca.
– Ale jak… Kiedy ona to zrobiła? W ostatnich miesiącach ledwo się orientowała…
– Właśnie, dlatego przyjechałam. Ktoś musiał zająć się jej sprawami, gdy ty biegałaś po lekarzach.
Ania patrzyła na siostrę i nie poznawała jej. Krysia zawsze była twarda, ale nikt nie spodziewał się takiego okrucieństwa.
– No posłuchaj, porozmawiajmy jak ludzie – próbowała złagodnie. – Rozumiem, że masz prawo do części domu. Ale wyrzucać mnie…
– Nikt cię nie wyrzuc– Nie wyrzucam cię, tylko proponuję uczciwe warunki – rzekła Krysia, składając papiery – możesz zostawić sobie duży pokój i kuchnię, ale za pięć tysięcy złotych miesięcznie.



