Zima w tym roku była dziwna, trochę kapryśna śnieg padał bez przerwy, wirując ciężkimi płatkami nad dachami bloków na Grochowie, przykrywając wszystko białą pierzyną. Czuć było mróz, który wydawał się szklany i pachniał czymś dziecięcym, czystym. Wieżowce i stare kamienice przy ulicy Kamionkowskiej wyglądały jak domy z cukru, a światło latarni odbijało się od śniegu, tworząc dziwne, rozlewające się aureole.
W mieszkaniu Joanny i Michała panowała zupełnie inna rzeczywistość jakoś cieplej, łagodniej, jakby okna chroniły ich przed zewnętrznym światem nie tylko szybą, ale też barierą snu. Lampa z nocnym abażurem rzucała połyskujący półcień na ściany z fotografiami, a poza oknem wszystko było wymieszane świat, śniegi, czas i ciszę.
Joanna i Michał wtuleni w siebie na kanapie, owinięci w stary koc z jeleniem, oglądali jakąś komedię z telewizji Polsat, która wcale ich nie śmieszyła, ale dźwięki działały kojąco. Michał raz po raz spoglądał przez szybę, łapiąc wzrokiem snopy świateł w śnieżnej ścianie. Joanna miała nieruchomy, niemalże zaczarowany wyraz twarzy, jakby zamknęła się w swoim myśleniu.
Z ciszy wyłonił się nagle dźwięk telefonu melodyjny, trochę nie tu pasujący, jakby ktoś zaczął muzykę na zamkniętym przedstawieniu. Michał nie od razu zareagował, przeciągnął chwilę, próbując zatrzymać ten stan między snem a jawą, ale telefon zadzwonił znowu. Z westchnieniem sięgnął po ekran i zerknął:
Znowu Damian rzucił półgłosem do Joanny. Trzeci raz dziś.
Joanna tylko lekko uniosła brew, nie odrywając wzroku od telewizora.
Pewnie znowu chce nas wyciągnąć na tę jego działkę w Podkowie Leśnej szepnęła. Ledwo ją kupił i już zamienia każdą sobotę w święto. On chyba naprawdę nie słyszy słowa nie.
Michał przeciągnął palcem i odebrał połączenie.
No hej, Damian powiedział z udawaną energią.
Michał, no kiedy wpadniecie? Przecież mówiłem: gramy w planszówki, świętujemy! Wszystko rozgrzane, goście są! Przestańcie gnić w tym bloku, zabierz Asię i wpadajcie. Będzie czad!
Michał zamilkł na chwilę. Rozejrzał się niepewnie na Joannę, która w odpowiedzi ledwo zauważalnie pokręciła głową. Sygnał klarowny jak sygnał świetlny: żadnych głośnych imprez, żadnych pijanych opowieści, żadnych skoków do jacuzzi z nieznajomymi. I tak im dobrze, w swoim kokonie.
Wreszcie Michał podchwycił myśl jakby śnił ją od dawna i wykorzystał ją natychmiast.
Wiesz co, Asia wyjechała dziś do mamy, na dwa dni. Sam nie pojadę, wiadomo jak to jest Może innym razem. Pogadamy!
Na linii rozległo się krótkie, trochę podejrzliwe milczenie:
A kiedy wraca? dopytywał Damian.
Jutro wieczorem. Wszystko wyszło nagle… My mieliśmy plany na kino, na lodowisko… No ale już trudno. To może kiedy indziej.
Po chwili Damian już z wesołością, choć czuć było, że to nie wszystko:
Ale odzywaj się, jak Asia wróci. Mam dla was parę niespodzianek, nawet śledzia w śmietanie.
Jasne, jasne! odparł Michał gorliwie i po chwili rozłączył się.
W pokoju zapanowała ulga, ciepła jak herbata z malinami. Michał odetchnął, w głosie miał ironię:
Uff, ledwo się wymigałem. Co on z tą działką Przecież wiadomo, że większość wieczoru kończy się na gapieniu się na żeliwny piecyk i słuchaniu, jak wszyscy się przekrzykują. Wolę być tu, z tobą.
Objął Joannę, a ona przytuliła się mocno, jakby tylko w tym ciepłym śnie wszystko nagle było w porządku w żadnych innych wymiarach nie istniało nocne miasto, telefony, imprezy.
I ja wolę, mruknęła cicho Joanna. Obejrzyjmy film i idźmy spać. Niczego więcej nie potrzebuję.
Michał uśmiechnął się, przyciągnął ją bliżej. Już wyobrażał sobie, jak później zgasi światła, przykryje się kołdrą i odpłynie z nią razem, gdzieś pod szum śniegu za oknem. Ale wtedy jak zawsze, gdy wszystko układa się zbyt idealnie znowu zadzwonił telefon. Ten sam numer. Damian.
Michał zmrużył oczy. Wyciągnął rękę, jakby chciał odpędzić sen.
Damian przecież mówiłem
Michał, słuchaj Damian brzmiał dziwnie sztywno, ostro, jakby coś go ścisnęło za gardło jestem teraz w klubie Kryształ, goście chcieli się rozgrzać przed imprezą na działce. Wiesz kto tu siedzi? Asia. Z jakimś facetem. Oboje popijają, przytulają się Nie chciałem się mieszać, ale musiałem ci powiedzieć, rozumiesz? Ona mówiła ci, że do mamy jedzie. Co za ściema.
Michał zamarł. Przez chwilę miał wrażenie, że wszystko zaczęło płynąć: sofa unosiła się w powietrzu, ściany topniały.
Co ty bredzisz? zapytał, jakby obcy głos mówił przez jego usta. Może ci się pomyliło, Damian. Wiem, gdzie jest Asia…
Na sto procent, stary. Nawet nie reaguje na moją obecność, śmieje się, pije Chcesz, oddam jej telefon?
Michał zamknął oczy, czuł w głowie szum jakby morza, którego tu nigdy nie było. Włączył głośnik, z tchawicy wydobył się chrapliwy dźwięk czy to ze strachu, czy ze zmęczenia, nikt nie wie.
W słuchawce pojawiły się przytłumione basy, śmiechy, łoskoty kieliszków. Zaraz potem głos, identyczny z Joanną. Aż śniło się ze strachu.
Halo? powiedział nieco zamglony głos, jakby ktoś się przebudził tylko na pół.
Michał spojrzał na Joannę. Ona siedziała przy nim, oczy duże, zasępione, cicho wymawiające swoją obecność.
Asia? To ja, Michał…
W słuchawce chichot, potem rozchełstany, pijany śmiech:
Ojeeeej, Michaś, daj spokój! Mam dość tej monogamii. Chcę się wybawić, kapujesz? Żyję jak marna aktorka w serialu. Teraz się zabawię i już!
Joanna poderwała się jak wystraszony kot. Serca waliło jej jak w klatkę. Była przy nim, jej ciało mówiło jestem, jej oddech topił się w tej samej przestrzeni.
Co za bzdura! Ktoś mnie podrabia! wychrypiała. I zna twoje imię To niemożliwe…
A co cię to obchodzi? dobiegał z telefonu głos jeszcze bardziej drwiący. Możesz sobie być moim mężem, nie zamierzam się tłumaczyć. Żyję po swojemu!
Śmiech, tłuczenie kieliszków. Damian nagle wrócił do rozmowy:
Widzisz, słyszałeś? Mówiłem ci
Michał wyłączył telefon, odrzucając go na koniec sofy. Przez chwilę patrzył pod sufit, łapiąc powietrze. Gdyby Joanna nie siedziała koło niego Byłby gotów uwierzyć, że to ona.
Joanna usiadła obok niego, cicho:
Niemożliwe przecież to jest mój głos Ktoś ją instruował…
Nie mam pojęcia, ale nawet śmiech się zgadzał Michał potrząsnął głową, jakby chciał się obudzić. Gdyby cię nie było w domu, wiesz, co bym pomyślał?
Patrzył na nią ciepło, dookoła dźwięczał cichy zegar, a świat chował się pod kocem ich objęć.
Zawsze bym podejrzewał, że to głupia gra uśmiechnął się z trudnością. Ty nigdy byś tak się nie zachowała. To wszystko jest jakieś pokręcone. Ale dowiem się, o co chodzi Może na kamerach w Krysztale widać, kto to był.
Joanna znowu przytuliła się, wtapiając w znajomą won domu, ciepła, herbaty i bezpieczeństwa.
Naprawdę Ale kto? Po co to?
Michał wziął jej dłoń i zacisnął. Byli we dwoje, a świat za oknem powoli uciszał się pod świeżym śniegiem.
****
Następnego dnia, na granicy jawy i jawy, Joanna siedziała przy kuchennym stole, z herbatą i laptopem. Gdy zadzwonił telefon i pojawiło się imię Damiana zawisło coś złowrogiego w powietrzu. Ciekawość była jednak większa niż niepokój.
Hej, Asia Damian brzmiał jakby wchodził po cienkim lodzie. Gadaliście z Michałem po wczorajszym?
Joanna zapadła się w swoim głosie, wplatając półprawdę w odpowiedź:
Tak. Pokłóciliśmy się. Michał twierdzi, że go oszukuję…
Z drugiej strony linia zadrżała. Damian nabrał powietrza, a w jego głosie pobrzmiewało szczęście, jakby osiągnął coś, o czym śnił latami.
Słuchaj Michał cię nie docenia. Tak zawsze mówiłem. Ty zasługujesz na coś więcej.
Joanna nie mogła już wytrzymać, w głosie miała stalowy chłód:
Do czego zmierzasz?
Damian ściszył głos do intymnego szeptu:
Asia, kocham cię od dawna. Jeśli odejdziesz od Michała będę przy tobie. Zawsze.
Joanna ledwo się powstrzymała od śmiechu, wzięła głęboki oddech i powiedziała z siłą, której sama w sobie nie znała:
Damian, to bardzo nie w porę. Kocham Michała, rozwiążemy ten absurd sami. Nie mieszaj się.
Damian próbował jeszcze raz, tym razem z żalem:
Michał był perfidny. Szuka pretekstu Chcę, żebyś była bezpieczna
Jątrzyło ją to, ale obracała słowa łagodnie jak kamyki w dłoni:
Przestań. Wczoraj byłam w domu, nie wykłócałam się z nim. Wiem, że to ty to wszystko zaplanowałeś. Wiesz, czego nie rozumiem? Dlaczego.
Milczenie długie jak przeciąg.
Co?
Przyznałeś się? zapytała śpiewnie, patrząc przez okno na śnieg. Kto ci pomógł? Dziewczyna spod klubu, udająca mój głos? Wszystko dla tej małej intrygi?
Kolejna chwila milczenia, potem jego uczucia eksplodowały:
Tak, bo ja cię kocham! Wiesz, Michał cię nie docenia. Gdybyś umiała zobaczyć to przez moje oczy…
Joanna już nie miała cierpliwości na dramaty. Lodowata, spokojna:
Nigdy. Nie licz na przyjaźń. Nie dzwoń. Do Michała puszczę nagranie naszej rozmowy.
Rozłączyła się, położyła telefon, spojrzała w okno, gdzie świat zawsze ten sam tonął w bieli.
Wtedy do kuchni wszedł Michał. Zmrużył oczy, widząc jej minę.
I co?
Już wszystko jasne, szepnęła. On to zaplanował od początku. Kocha się we mnie. Chciał nas poróżnić Szantażował.
Michał usiadł przy niej, objął i ścisnął dłoń. Rozpłynęli się w tej chwili, świat był znowu we dwoje, własny, jak w śnie.
Czyli nigdy nie był przyjacielem Michał cicho.
Teraz przynajmniej wiemy, komu ufać Joanna westchnęła.
Pachniało drewnem, cytryną i śniegiem; kawałek zapomnianego dzieciństwa.
Po chwili Joanna zażartowała półgłosem:
Przynajmniej mamy wymówkę na resztę lat: nie chodzimy na imprezy, Damian będzie tam zawsze osobiście niewskazany.
Michał się zaśmiał, a z ich śmiechu pochodził spokój, którego nie mogła zburzyć żadna obca noc.
Tylko filmy i herbata, zgodził się.
I nie wychodzimy nigdzie
Najlepiej, odparł.
Za oknem śnieg wirował, a ciepło zamykało się w ich rękach i oddechu. To tutaj, w Warszawie, świat był odcięty, zapomniany. Kłamstwa musiały się skończyć, tu i teraz, w ich śnie.
****
Gdzieś na Pradze, Damian siedział przy stole w pustej kuchni, wpatrzony w zaciek na blacie jakby czytał stamtąd własną przyszłość. Herbata dawno wystygła, ale on tego nie czuł. Myśli kręciły się w kółko Więcej nie dzwoń.
Zamiast żalu czuł tylko ostry, dojmujący gniew, prawie fizyczny, kłujący, tłukący się w środku jak ptak w klatce.
Czemu tak wyszło?! syknął, zmiatając z blatu okruchy starego sernika.
Patrzył, jak wszystkie jego plany rozpływają się przecież pięknie zaplanował z Martyną (nowo poznaną na Tinderze dziewczyną-aktorką), która umiała podrobić głos Joanny i śmiała się, gdy jej tłumaczył rolę. Ona grała, on się cieszył. W głowie miał chór skoro wszystko nie wyszło przez tych dwoje świat powinien wyglądać inaczej.
Podszedł do okna, zapatrzony w śnieg padający na stare dachy. Piętno porażki bolało go bardziej niż strata samej Joanny.
Dlaczego on? wypluł przez zęby. Przecież jestem lepszy!
Zacisnął pięści, patrzył, jak śnieg spowija świat, jak Joanna i Michał zapadają się w miękką kołdrę swojego szczęścia, którego nie mógł zdobyć ani sprytem, ani krzykiem.
Wyrwał z notatnika kartkę, na której rozpisywał swój senno-groteskowy plan podarł ją, wrzucił do śmieci. Została mu tylko cisza i zamykanie się we własnej głowie.
Za oknem świat zasypał śnieg. Damian powtarzał sobie gorzko:
To powinno być moje. To wszystko powinno należeć do mnie.



