Barbara obudziła się na kilka minut przed dzwonkiem budzika. Poleżała chwilę, przygotowując się na nowy dzień, taki sam jak wczoraj, tydzień, miesiąc, rok temu. W jej życiu wszystko toczyło się spokojnie, według ustalonego porządku, bez niespodzianek.
Choć nie, kilka lat temu ich syn z mężem zgotowali im niespodziankę. Dostał się na studia i oświadczył, że chce mieszkać osobno. Jakże się martwiła, jak go odradzała. Ale groził, że rzuci uczelnię i pójdzie do wojska. Co było robić? Pogodzili się, nawet opłacali mu mieszkanie. Po studiach syn zaczął pracować i odmówił pomocy rodziców.
Barbara ostrożnie wstała, by nie obudzić męża, i poszła do kuchni. Wkrótce po mieszkaniu rozniósł się aromat świeżo zaparzonej kawy, prawdziwej, nie tej rozpuszczalnej.
Gdy do kuchni wszedł mąż, pachnąc żelem pod prysznic, na stole czekała na niego filiżanka parującej kawy i talerz z kanapkami. Omletów i kasz nie uznawał. Zjadł w milczeniu i tak samo wyszedł.
“Zatrzymam się dziś dłużej, mamy posiedzenie rady wydziału” — krzyknął z przedpokoju.
Barbara wyszła, poprawiła mu krawat i kołnierzyk koszuli, strzepnęła niewidzialny pyłek z ramienia, jakby nanosiła ostatni, najważniejszy pędzel na obrazie. To był ich rytuał, z tą różnicą, że zimą poprawiała mu szalik, a latem krawat. I zawsze strzepywała pyłek z marynarki, płaszcza lub kożucha, w zależności od pory roku.
Po jego wyjściu Barbara doprowadziła się do porządku, wypiła herbatę z cytryną i usiadła do laptopa. Pracowała w domu, tłumacząc artykuły i książki z angielskiego i francuskiego.
Praca szła jej lekko, książka ją wciągała. Co chwilę sprawdzała słowniki, dobierając właściwe znaczenia. Przerwał jej telefon.
“Barbara Antonina, dzień dobry. To Weronika Jolanta z wydziału” — przedstawiła się kobieta w słuchawce.
Słysząc ten mdły głos wykładowczyni z katedry męża, Barbara od razu wyobraziła sobie wysoką, chudą, nieładną kobietę koło czterdziestki.
“Witam. Co się stało? Z Krzysztofem Zbigniewem?” — zaniepokoiła się.
“Nie, z nim wszystko w porządku.” Kobieta zrobiła pauzę. “Muszę z panią porozmawiać. Akurat jestem w pobliżu. Mogłabym wpaść za pięć minut?”
“Tak, oczywiście” — odparła Barbara, dziwiąc się, co ta kobieta robi w sąsiedztwie w środku dnia pracy.
Dokładnie pięć minut później zadzwoniły do drzwi. Barbara wpuściła gościa.
“Herbaty, kawy?” — zaproponowała.
“Dziękuję, nie. Mam mało czasu. Wykłady się przsunęły, więc…”
Przeszły do pokoju i usiadły na kanapie.
“Słucham” — powiedziała Barbara.
“Nieprzyjemnie mi to mówić, ale nie mogę milczeć. Pani mąż spotyka się ze studentką, miłą dziewczyną około dwudziestki. Mieszka z niepełnosprawną matką” — zaczęła Weronika.
“Oszczędź mi szczegółów.”
“Dobrze. Przypadkiem usłyszałam jego rozmowę telefoniczną. W każdym razie ta dziewczyna jest w ciąży. A pan mąż obiecał, że jej nie zostawi, że pomoże…”
Barbara milczała. Po chwili, nie doczekawsBarbara spojrzała przez okno na rozświetlone słońcem drzewa, pomyślała o życiu, które jeszcze przed nią, i zrozumiała jedno – na nowo musi nauczyć się być dla siebie najważniejsza.



