Zbyt Rozpieszczeni

Nie mam pojęcia, jak to się stało, że znów doprowadziłem do kłótni przy obiedzie.

– Co za manierę wręczania się telefonem w rękach?! Albo schowaj go, albo wyjdź od stołu! – znowu krzyknąłem na pasierba.
– A co ci do tego?! Chcę jeść z telefonem! – odgryzł się dziesięcioletni Igor.
– Co powiedziałeś?! Dopóki mieszkam w tym mieszkaniu, ja tu rządzę! Powinieneś mnie szanować! W twoim wieku nie śmiałem robić takich rzeczy swoim rodzicom! – odpowiedziałem z furią, a Igor wybiegł od stołu i zatrzasnął drzwi do swojego pokoju.

– Co tym razem się stało? Nie mogę nawet spokojnie wziąć prysznica, od razu się kłócicie! Jakże ja się tym wszystkim zmęczyłam! – wyszła z łazienki Marta, matka Igora.
– Twój syn zupełnie stracił resztki wychowania! To wszystko twoja wina! – krzyknąłem z gniewem na żonę.

Marta usiadła w kuchni na krześle. Zdjęła z głowy ręcznik, który miała na sobie kilka minut wcześniej. Zmęczona otarła twarz, spojrzała na mnie, westchnęła i opuściła wzrok…

W wieku osiemnastu lat Marta zaszła w ciążę z kolegą z uczelni. Nie było tam żadnej szczególnej miłości. Spotykali się tak po prostu… Powiedziała mu o ciąży, a on natychmiast przekazał tę wiadomość swoim rodzicom. Ci bardzo szybko podjęli decyzję. Przenieśli go na studia na drugim końcu kraju i dali Marcie pieniądze na aborcję.

Nie pomyślała jednak, żeby zrezygnować z dziecka. Postanowiła urodzić i stać się matką samotnie wychowującą.

– Ojej, Martusiu! Jakże mi cię szkoda! To wszystko moja wina, powinnam była ci to wszystko wyjaśnić. Przecież sama wiem, co to znaczy wychowywać dziecko w pojedynkę. I ty poszłaś tym samym śladem. Powtarzasz moją historię… – lamentowała w swoim czasie Gabriela, matka Marty.
– Ależ mamo, przecież to ty mnie wychowałaś, dam sobie radę! Najpierw wezmę roczną przerwę, a potem przejdę na zaoczne studia. Miliony kobiet tak żyją, więc ja nie gorzej! Przetrwamy! – odpowiadała Marta.
– No dobrze, przetrwasz… Tylko, że to nie jest najlepsza przyszłość… Mężczyznom nie zależy na cudzych dzieciach. A ty już w tak młodym wieku, i do tego z dzieckiem!
– Mamo, wciąż mówisz to samo. Jestem pewna, że gdzieś na świecie jest ten wyjątkowy mężczyzna, który pokocha zarówno mnie, jak i moje przyszłe dziecko. – odpowiedziała Marta z przekonaniem.
– No to niech Bóg da… – odpowiedziała Gabriela z wielkim przekonaniem…
Po dziewięciu miesiącach Marta urodziła chłopca, którego postanowiła nazwać Igor. Jej życie zaczęło kręcić się w zawrotnym tempie. Najpierw roczna przerwa na studiach, potem zaoczne studia, praca, sesje, egzaminy, poprawki, choroby, przedszkole, urodziny małego synka. Oczywiście, samotne wychowywanie dziecka było dla Marty bardzo trudne. Dzięki matce, która w trudnych chwilach nie pozostawiła jej samej, miała wsparcie.

Marta już zaprowadziła synka do pierwszej klasy, zdobyła dyplom, znalazła dobrą pracę, ale sprawy osobiste jakoś nie układały się. W swoich rozważaniach dotyczących mężczyzn, matka miała trochę racji. Zdarzało się, że mężczyźni zaczynali się nią interesować. Niektórzy z nich nie odwzajemniali jej uczucia. Inni, kiedy tylko dowiadywali się, że Marta ma syna, od razu wymyślali rozmaite wymówki. Tak więc żyła z synem we dwójkę.

– Martuś, widziałaś nowego szefa budownictwa? Co za facet… – zapytała koleżanka Ania.
– Nie. A co, jest ze złota? – zapytała Marta obojętnie.
– No, nie ze złota… Ale jest naprawdę całkiem przystojny! Dziś będzie na wspólnym spotkaniu, to sama go zobaczysz. Wtedy zrozumiesz, o co mi chodzi.
Tego samego dnia Marta, tak jak pozostali pracownicy firmy, poznała nowego szefa działu budowlanego. Aleksander rzeczywiście okazał się atrakcyjnym młodym mężczyzną, sportowej sylwetki, z doskonałym poczuciem humoru. W szczególności szybko nawiązał przyjaźnie z kolegami, ale najbardziej polubił Martę. Czuła jego szczególną sympatię od pierwszego dnia.

Początkowo, uprzejmy Aleksander zaproponował wspólną kawę w czasie przerwy. Potem poszedł o krok dalej: zaprosił ją na pierwszą randkę. Marta zgodziła się, ale postanowiła na samym początku ostrzec go o swoim synu.

Aleksander przyznał, że w swoich trzydziestu trzech latach nigdy się nie ożenił. Przez długi czas mieszkał z mamą, ale teraz uzbierał na własne mieszkanie i jest gotowy na małżeństwo.

Marta również opowiedziała swoją historię i delikatnie zaznaczyła, że wychowuje syna samotnie. Aleksander przyjął tę wiadomość spokojnie, wyznał, że zawsze marzył o synu. Marta się uspokoiła, a ich romans rozwijał się bardzo szybko. Wkrótce przedstawiła Aleksandra synowi. Razem spacerowali po parku, chodzili do kina. Ogólnie rzecz biorąc, było całkiem dobrze. Oczywiście, zarówno Aleksander, jak i Igor na początku zachowywali się nieco obco wobec siebie. Marta była przekonana, że w końcu się zżyją. A idealnie, by stali się bliskimi osobami – jak ojciec z synem.

– Martuś, może przeprowadzicie się do mnie? – pewnego razu zapytał Aleksander.
– Nie wiem, Aleks. W pozycji nie jestem do końca przeciwną, ale Igor… Będzie musiał zmienić szkołę, a on pewnie nie zechce. – wyraziła swoje wątpliwości Marta.
– Co znaczy nie chce, nie chce! Rozpieściłaś go, kochana. Tak powiem, tak będzie. Trzeba po prostu postawić go przed faktem, że przeprowadzamy się i idzie do innej szkoły. – odpowiedział Aleksander.
– Nie wiem…
Marta naprawdę chciała przenieść się do ukochanego mężczyzny, ale coś ją powstrzymywało przed podjęciem tego istotnego kroku w zupełnie nowe życie.

Minęło kilka miesięcy. Aleksander znów poruszył temat przeprowadzki i formalnego ślubu.

– Dobrze, Aleks. Porozmawiam z Igorem. Może przeprowadzimy się latem, a nowy rok szkolny zaczniemy w twojej okolicy.
– Martuś, rozmawialiśmy już. Dlaczego ciągle powtarzasz o swoim Igorze? Rozwiążmy tę kwestię między nami, a jemu po prostu powiemy. On jest tylko dzieckiem i nie do niego należy decydowanie, gdzie mieszkać. – nalegał Aleksander.
– Aleks, nie mogę. To mój syn, ma tam wszystkich przyjaciół, to by była dla niego trauma. Naprawdę porozmawiam z nim.
Marta przygotowywała się do tej rozmowy z synem przez dłuższy czas. Jednak pewnej soboty odważyła się podjąć ten trudny temat.

– Igor, co myślisz o tym, żebyśmy z dżentelmenem Aleksandrem przeprowadzili się na stałe?
– A po co? – zdziwiony zapytał dziesięcioletni chłopiec.
– Wiesz, kochamy się, bierzemy ślub i będziemy rodziną.
– Może lepiej przeniosę się do babci? – zapytał Igor zdezorientowany.
W powietrzu zawisła krótka chwila ciszy.

– Nie, synku. Dlaczego miałbyś iść do babci? Po pierwsze, chcę widzieć cię codziennie. A po drugie, babcia nie jest już tak młoda, a ty potrzebujesz, żeby ktoś pomógł ci w lekcjach. Nie ma mowy.
Marta czuła, że Igor nie jest zbyt chętny na przeprowadzkę. W jej sercu toczyła się walka dwóch uczuć. Z jednej strony kochała Aleksandra i chciała z nim dzielić życie w jednym domu, zasypiać i budzić się razem. Z drugiej jednak strony bardzo kochała swojego syna i nie chciała zniszczyć z nim ciepłych, pełnych zaufania relacji.

– Martuś, złożyliśmy podanie do USC, więc teraz ustalmy datę przeprowadzki. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej.
– Aleks, porozmawiałam z Igorem. Wydaje mi się, że on to jakoś przyjął… – Marta nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ Aleksander ją przerwał.
– Martuś, pozwól, że po szkole wezmę go i porozmawiam z nim jak mężczyzna. Rozpieściłaś go. Zachowuje się jak mała dziewczynka: jadę, nie jadę…
– Spróbuj… – niepewnie zgodziła się Marta.
Wieczorem Aleksander miał przywieźć Igora do domu. Marta była bardzo zmartwiona. W głębi duszy miała nadzieję, że wszystko pójdzie gładko i Aleksandrowi uda się przekonać syna do przeprowadzki. Przygotowała pyszny obiad. Ale sądząc po nastroju, w jakim przyjechali, rozmawia nie poszła dobrze.

– Martuś! Twój syn jest całkowicie niegrzecznym dzieckiem! – oznajmił Aleksander praktycznie przy drzwiach.
– Na jakiej podstawie to mówisz? – zapytała Marta, obserwując, jak Igor szybko wbiega do swojego pokoju.
– Na podstawie czego? Jeszcze pytasz?! Zrobił taką scenę! To chłopak, a nie zrobiłby najgorszej dziewczynki! Przeprowadzamy się, i koniec! Albo skończysz z tą córeczką! Ale ja go wychowam i zrobię z niego normalnego mężczyznę!
– Chodźmy na kolację. – zaproponowała Marta.
Aleksander już siedział przy stole, czekając tylko na Igora, który wciąż nie wychodził ze swojego pokoju.

– Igor, synku, chodź na kolację! – zawołała Marta z kuchni.
– Nie chcę. – odpowiedział Igor.
– No to czekaj tam jeszcze z tymi swoimi kłopotami! Naprawdę, jak dziewczynka jakaś! Masz już swoje lata, a wciąż tylko płaczesz. Chodzi na pianino! A obok mojego domu jest sekcja bokserska, tam pójdziesz zamiast do swojej szkoły muzycznej. – zagrzmiał Aleksander.
– Wolę mieszkać u babci, niż z tobą! – krzyknął Igor, Marta rozpoznała w jego głosie, że płacze.
– Żadnej babci! Musimy mieszkać razem i tyle…
Marta i Igor przeprowadzili się do Aleksandra. Od tego momentu spokojne życie Marty dobiegło końca, ponieważ kłótnie w mieszkaniu wybuchały dosłownie każdego dnia.

– Co za manierę jedzenia z telefonem w ręku?! Albo schowaj ten telefon, albo wyjdź od stołu!
– Chcę jeść i siedzieć z telefonem! A co ci to obchodzi?! Nie jesteś dla mnie nikim… – warknął dziesięcioletni Igor.
– Co powiedziałeś?! Ja rządzę w tym mieszkaniu, szanuj mnie i słuchaj mnie! W twoim wieku nie śmiałem robić niewłaściwych rzeczy swoim rodzicom!
– Co znów chcecie zarzucić? Nawet nie mogę bezproblemowo wziąć prysznica, od razu się czepiacie!
– Twój syn już całkowicie stracił moralność!
Igor wyszedł od stołu, nie dokończywszy swojego talerza.

– Martuś, może naprawdę wysłałbyśmy go do twojej mamy? – zaproponował Aleksander.
– Nie, Aleks. Chcę, żeby mój syn mieszkał z nami.
– No to jutro oddam jego bilet. Nie chcę znosić jego bezczelności na wakacjach, a on powinien ponieść jakieś konsekwencje za swoje zachowanie. Tak więc nie pojedzie nad morze na wakacje.
– Aleks, co ty?! Nie pojadę nigdzie bez syna! – oznajmiła Marta.
– Nic mu się nie stanie, posiedzi u twojej matki i przemyśli.
– Aleks, a gdyby to był twój własny syn, czy zachowałbyś się tak samo?! – nagle zapytała Marta.
– Teraz mówimy o naszym synu, a o Igorze.
– Nie, Aleks! Nie pojadę nigdzie bez syna. Tym bardziej, że powiedziałeś, że zawsze marzyłeś o synu i nie jesteś przeciwny dzieciom.
– Nie sądziłem, że to właśnie tak się skończy! – powiedział Aleksander.
Marta naprawdę odmówiła wyjazdu na wakacje bez syna. Aleksander był zły i przez kilka dni staying at his mother’s place.

Pewnego wieczoru Marta odebrała telefon ze swojego telefonu. Na ekranie wyświetlił się numer teściowej.

– Tak, Iwona.
– Marto, co ty wyprawiasz? – zaczęła teściowa od razu.
– Co się stało?
– Zamierzasz wychodzić za mąż i sprzeciwiasz się swojemu przyszłemu mężowi?! Aleksander mieszka już kilka dni u mnie, nie może wrócić do swojego mieszkania!
– Jeżeli mu przeszkadzamy, możemy się przeprowadzić. Dlaczego sam nie zadzwonił?
– Przestań udawać owieczkę! Powinnaś być szczęśliwa, że taki mężczyzna z dzieckiem cię wybrał, a nie jeszcze prawa sobie rości! – powiedziała teściowa.
– Do widzenia. Jutro Aleksander może wrócić do mieszkania. Nas tu nie będzie do wieczora. – odpowiedziała Marta i odłożyła słuchawkę.
Po tej rozmowie zaczęła pakować rzeczy. Wieczorem byli już w swoim mieszkaniu. Potem Aleksander dzwonił, próbował odbudować relacje, ale Marta odmówiła kontynuowania romansu. Zabrała zgłoszenie do USC.

– No i żyj sobie całe życie z własnym synem! – na pożegnanie powiedział jej Aleksander.
– I będę. – odpowiedziała Marta i na stałe usunęła numer Aleksandra, a potem zmieniła pracę.
Taka nie do końca udana historia rodzinna. Choć jeszcze nie wiadomo, komu w tej historii się poszczęściło…

Rate article
Fajna Tajna
Zbyt Rozpieszczeni