Zawsze będę z Tobą, mamo. Historia, w którą można uwierzyć
Babcia Wanda nie mogła się doczekać wieczora. Sąsiadka jej, Jolanta, kobieta samotna po pięćdziesiątce, opowiedziała jej coś takiego, że miała mętlik w głowie.
Na potwierdzenie swoich słów zaprosiła ją nawet wieczorem do siebie, mówiąc, że pokaże coś niesamowitego.
A wszystko zaczęło się od zwyczajnej rozmowy. Jolanta rano szła do sklepu i zajrzała do babci Wandy:
Coś kupić, pani Wandziu? Do “Żabki” idę, chcę upiec szarlotkę i kilka drobiazgów muszę jeszcze wziąć.
Zawsze cię lubiłam, Jolu, jesteś dobra, serdeczna. Pamiętam cię jeszcze jako nastolatkę! Żal mi tylko, że tak ci się w życiu ułożyło że sama jesteś. Patrzę jednak nie smucisz się, nie narzekasz. Nie to, co inni.
A na co mi narzekać, pani Wandziu? Mam mężczyznę, którego kocham, chociaż nie możemy na razie być razem. Opowiem ci, dlaczego tak jest. Nikomu bym nie powiedziała, tylko tobie. No i… muszę się z tobą czymś podzielić.
Bo wiem, że mnie zrozumiesz, a nawet jeśli się wygadasz, to i tak nikt nie uwierzy! zaśmiała się Jolanta. To co kupić trzeba? Jak wrócę, to wejdę na herbatę i pogadamy. Opowiem ci, jak mi się żyje. Może się ucieszysz i przestaniesz mi współczuć.
Właściwie Wanda niczego nie potrzebowała tym razem, ale poprosiła Jolantę o chleb i trochę cukierków do herbaty.
Ciekawość nie dawała jej spokoju co też ta sąsiadka ma do opowiedzenia.
Jolanta przyniosła Wandzie chleb i landrynki, a ta już zaparzyła aromatyczną herbatę i szykowała się, by słuchać.
Pani Wandziu, pani pewnie pamięta, co mi się przydarzyło dwadzieścia lat temu. Byłam już po trzydziestce. Miałam wtedy narzeczonego, nawet zaręczyny były. Nie kochałam go, ale to był porządny człowiek. A jak tu żyć bez rodziny, bez dzieci… Zamieszkał ze mną, złożyliśmy papiery.
Zaszłam w ciążę. W ósmym miesiącu urodziła się dziewczynka, ale przeżyła tylko dwie doby i odeszła.
Wydawało mi się, że nie przeżyję tego bólu. Z partnerem się rozstałam nie mieliśmy już ze sobą nic wspólnego. Minęły dwa miesiące, powoli zaczęłam wracać do życia, płakać przestałam.
I wtedy się zaczęło.
Jolanta wymownie spojrzała na babcię Wandę:
Nie wiem, jak to pani opowiedzieć. W sypialni stało łóżeczko, wszystko było przygotowane dla córki.
Mówią, że to zła wróżba kupować rzeczy przedwcześnie. Ale ja wtedy w przesądy nie wierzyłam, wszystko zakupiłam: pościel, zabawki, nawet misia.
Którejś nocy obudził mnie… dziecięcy płacz. Pomyślałam, że to ze zmartwień albo mi się przewiduje. Ale nie znów płacz. Podchodzę do łóżeczka, a tam… leży mała dziewczynka!
Wzięłam ją na ręce aż zabrakło mi tchu ze szczęścia. Spojrzała na mnie, zamknęła oczka i… zasnęła.
I tak się zaczęło co noc przychodzi do mnie córunia.
Kupiłam nawet mleko w proszku i butelkę, ale prawie nie jadła. Płakała, gdy brałam ją na ręce, uśmiechała się do mnie, zamykała oczka i zasypiała.
Jak to możliwe? babcia Wanda słuchała jak zaczarowana. Czy coś takiego może się zdarzyć?
Sama w to nie wierzyłam! twarz Jolanty pobladła z przejęcia.
A co potem? Wanda niedowierzająco popatrzyła, włożyła sobie cukierek do ust i pociągnęła łyk herbaty.
I tak już jest do dzisiaj uśmiechnęła się Jolanta. Moja córcia żyje w innym świecie tam ma mamę, tatę. Ale mnie nie zapomina. Przychodzi do mnie co noc na krótką chwilę.
Nawet powiedziała mi kiedyś:
Zawsze będę z Tobą, mamo. Łączy nas niewidzialna nić, której nie da się przerwać!
Czasem myślę może to wszystko mi się śni? Ale przecież ona przynosi mi nawet prezenty z tamtego świata. One tutaj jednak zawsze znikają, jak śnieg na wiosnę.
Naprawdę? babcia Wanda znów pociągnęła łyk herbaty, jakby sucho jej było w gardle od tych opowieści.
Właśnie dlatego chcę, żeby pani wieczorem zajrzała do mnie. Zobaczy pani sama i powie mi, czy to naprawdę się dzieje.
Niby wierzę w to, co widzę ale
Późnym wieczorem przyszła babcia Wanda do Jolanty. Posiedziały razem w ciemności, pogadały spokojnie.
Nikogo w mieszkaniu tylko Jolanta i Wanda. Już powieki im się kleiły, gdy nagle rozbłysło miękkie światło. Powietrze zadrżało, a w pokoju pojawiła się piękna dziewczyna:
Cześć, mamusiu! Miałam dziś cudowny dzień, muszę ci opowiedzieć! A to dla ciebie powiedziała, kładąc na stole bukiet chabrów.
Ojej, witam serdecznie zobaczyła babcię Wandę. Zupełnie zapomniałam, mama mówiła, że pani chciała mnie zobaczyć. Jestem Bogusława
Po chwili dziewczyna się pożegnała i jakby rozpłynęła się w powietrzu.
Babcia Wanda siedziała w ciszy, zszokowana. Dopiero po chwili powiedziała:
No proszę widać i takie rzeczy się zdarzają.
Córka piękna, cała ty, Jolu.
Cieszę się Twoim szczęściem, Jolanta. Jesteś prawdziwie szczęśliwą kobietą! Może nawet bardziej niż inni!
Nigdy bym w to nie uwierzyła, gdybym nie zobaczyła na własne oczy. Jak dobrze, że świat jest taki niezwykły!
Dziękuję Ci.
Otworzyłaś mi oczy. Życie trwa wszędzie, nie jestem już taka przerażona śmiercią.
Szczęścia Ci życzę, Jolantko!
Kwiaty, które leżały na stole, z każdą chwilą bledły, aż w końcu zupełnie zniknęły.
Ale Jolanta, odprowadzając sąsiadkę, uśmiechała się szczęśliwie do swoich myśli. Jutro nadejdzie nowy, piękny dzień. Spotka się z Arkadiuszem, którego bardzo kocha. A on kocha ją Jolanta to czuje.
Jak to opisać?
Takich rzeczy nie da się wyrazić słowami.
A kiedyś na pewno ich sobie przedstawi najdroższe i najbliższe jej osoby: Bogusławę i Arkadiusza.
Z tego wszystkiego zapisałem sobie dzisiaj w pamiętniku, że w życiu cuda przychodzą tam, gdzie się ich zupełnie nie spodziewamy. Warto wierzyć, że miłość nigdy nie umiera.



