**Ufny mąż i buteleczka z trucizną**
— Jesteśmy, mamo — powiedział Jan, otwierając drzwi samochodu przed matką.
Wanda wysiadła i spojrzała w górę, na okna swojego mieszkania. Westchnęła ciężko.
— Co, mamo? Znowu źle?
— Nie, synku. — Spojrzała mu w oczy, w których malował się szczery niepokój. — Całe życie spędziłam w tym mieszkaniu. Najpierw z rodzicami, potem z mężem. Tutaj przynieśliśmy cię ze szpitala. Byłeś taki słodki. — Zamilkła na chwilę. — Pamiętasz, jak kupowaliśmy zasłony po remoncie? A teraz… — Znów spojrzała w okna.
Ile godzin spędziła, patrząc z kuchennego okna, wypatrując swojego Andrzeja? Gdy tylko zauważyła, że idzie przez podwórko, natychmiast sprawdzała, czy obiad nie ostygł. Zawsze zostawiała włączony gaz pod czajnikiem. Andrzej uwielbiał wrzącą herbatę, koniecznie z kostkowym cukrem. Słodzonej ani z cukierkami nie znosił. Wiejska natura dawała o sobie znać.
— Chodź, mamo — oderwał ją od wspomnień syn, dotykając jej dłoni. — Kasia pewnie już na nas czeka.
— Kasia… — powtórzyła Wanda cicho. — Ani razu do mnie nie przyszła. Czekała na moją śmierć?
— Przestań, mamo — ostro przerwał jej Jan.
Weszli na drugie piętro starej kamienicy w centrum miasta. Syn otworzył ciężkie drzwi, na których wciąż widoczne były ślady po śrubach i tabliczce z nazwiskiem jej ojca: „Prof. Stanisław Kowalski”.
Sekundę później w przedpokoju pojawiła się synowa, prychnęła i zniknęła w pokoju.
— Proszę, mamo, zaraz zrobię herbatę, z cytryną, jak lubisz — powiedział Janek.
Wanda przeszła do małego pokoju, który kiedyś należał do syna, a jeszcze wcześniej — do niej. Z ciężkim westchnieniem opadła na wytarty fotel, odchyliła głowę i zamknęła oczy.
*Co teraz będzie?* — pomyślała.
***
Wanda wyszła za mąż późno. Profesor ojciec widział w niej swoją następczynię, chciał, by kontynuowała jego projekty naukowe. Wielu się o nią starało. „Nie spiesz się, córeczko. Chłopakom chodzi o nazwisko twojego ojca, nie o ciebie” — mówiła matka.
Ale w wieku trzydziestu lat sama zakochała się w nieśmiałym doktorancie. Ojciec go uwielbiał, przepowiadał mu wielką karierę. Pewnie dlatego wyraził zgodę na ich ślub. Rok później ojciec przeszedł na emeryturę, oddając katedrę zięciowi. Oni z matką przeprowadzili się na wieś, zostawiając mieszkanie młodym.
Z Andrzejem żyli w zgodzie, tylko z ciążą było trudno. Wanda już straciła nadzieję, gdy w końcu się udało. Jakże się cieszyli! Gdy urodził się syn, o nauce musiała zapomnieć. Andrzej chciał, by zajęła się domem i synem.
On sam całymi dniami pracował na katedrze za dwóch. Pisał książki i artykuły. Nie brakowało mu zazdrośników. Gdy Janek, nazwany na cześć dziadka, był w siódmej klasie, Andrzej zmarł na zawał. Nie wytrzymał ataków tych, którzy nazywali go hochsztaplerem, który zrobił karierę tylko dzięki małżeństwu z córką profesora.
Wanda została sama z synem. Do pracy na uczelni nie wróciła — co z niej za naukowiec? Wszystko zapomniała. Sprzedała dom po rodzicach. Pieniędzy starczało na życie. Potem Janek skończył studia i zaczął pracować.
Gdy przyprowadził do domu Kasię, Wanda zrozumiała, że to poważne. Syn był oczarowany piękną dziewczyną. Matczynym instynktem wyczuła, że coś jest nie tak. Pytała: skąd jest? kim są jej rodzice? Kasia odpowiadała wymijająco. Zakochany Janek prosił, by nie dręczyła narzeczonej.
Nie spodobało się Wandzie, że na ślub nie przyjechał żaden z krewnych Kasi.
— Ma trudną relację z matką i ojczymem, a biologiczny ojciec jest chory — tłumaczył Julek.
Wanda ustąpiła. Najważniejsze, by syn był szczęśliwy. Zniesie wszystko, polubi synową, byle jemu było dobrze.
Gotowała dla powiększonej rodziny, ale Kasia krzywiła się i mówiła, że nie je ciast, bo dba o figurę. Praktycznie nic nie jadła.
— Dla kogo ja to gotuję? — denerwowała się Wanda.
— Mamo, daj jej spokój. Niech je, co chce — bronił żony syn, choć sam często jadał w knajpach.
Kasia podobno gdzieś pracowała. Wychodziła rano, wracała po południu z firmowymi torbami, z nową fryzurą.
Kiedyś z synem często rozmawiali, dzielili się planami. Teraz on zamykał się z Kasią w pokoju, wychodził tylko wtedy, gdy musiał.
— Ciesz się, że nie żądają wymiany mieszkania — pocieszała Wandę przyjaciółka.
Serce ściskało się jej na myśl o stracie mieszkania w centrum, z wysokimi sufitami i dużymi oknami, gdzie wychowało się kilka pokoleń jej rodziny. Ale któż wie — może Kasia zacznie podpuszczać Janka, a on dla niej zrobi wszystko, nawet przeciwko matce?
Potem syn oznajmił radosną nowinę — Kasia jest w ciąży. Wanda odetchnęła z ulgą. Będzie dziecko, będą potrzebować pomocy, a ona jest blisko. Wymiana mieszkania przestała wisieć w powietrzu. Wymienili się pokojami — dziecko potrzebowało przestrzeni.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Wanda zaczęła zasypiać nawet w ciągu dnia, czego wcześniej nigdy nie robiła. Budziła się z ciężką głową, jakby watą wypełnioną. Myślała wolno, zapominała wszystko.
Szukała książki telefonicznej przez dwa dni, a potem znalazła ją na wierzchu. Okulary trafiały się w najdziwniejszych miejscach, nawet w lodówce. Czyżby sama je tam położyła? Bała się powiedzieć synowi.
Wymieniając pokoje, oddała Kasi nie tylko przestrzeń, ale i władzę. Wstydziła się wychodzić ze swojego kąta. Więc siedziała tam całymi dniami i spała. Gdy budziła się w porze nocnej, nogi nie chciały jej słuchać. Kilka razy nie zdążyła do toalety. Była zrozpaczona — przecież nie była starą kobietą! Nigdy tak się nie działo.
Pewnej nocy obudziła się i zobaczyła przy łóżku czyjąś sylwetkę. Wydawało jej się, że to Andrzej. Usłyszała śmiech Kasi i drgnęła.
Gdy Janek wrócił zGdy Janek wrócił z pracy, Kasia rzuciła mu się na szyję, opowiadając, jak jego matka w nocy majaczyła, myląc cienie z dawno zmarłym mężem, a Wanda stała w drzwiach z łzami w oczach, próbując wyjaśnić, że to nie demencja, tylko coś znacznie gorszego.



