Zatrważający błąd

Straszny błąd

Katarzyna obudziła się z bólu. Coś jej się śniło przed przebudzeniem, coś ważnego. Ale ból odwrócił jej uwagę, natychmiast zapomniała sen. Nigdy tak nie bolał ją brzuch, nawet promieniowało to do krzyża.

Leżała, wsłuchując się w ból. Zdawało się, że zelżał. Ostrożnie usiadła na łóżku, ale gdy tylko spróbowała wstać, ból znów przeszył jej podbrzusze. Krzyknęła i osunęła się z łóżka na podłogę. Na kolanach doczołgała się do komody, gdzie zostawiła telefon na ładowaniu.

Tak też zadzwoniła na pogotowie, klęcząc i podpierając się o podłogę. “Muszę się uspokoić, karetka zaraz przyjedzie” — przekonywała sama siebie. “A drzwi? Przecież muszę otworzyć drzwi!” Katarzyna na kolanach podpełzła do przedpokoju. Ból pulsował w niej, brzuch palił się jak ogień.

Spróbowała wyprostować się, by odsunąć zasuwkę w drzwiach, ale ból uderzył z nową siłą. W oczach stanęły jej łzy. Oto, co jest straszne w samotności. Nie to, że nie ma komu podać szklanki wody, ale że nie ma komu otworzyć drzwi ratunku. Przygryzła wargę do krwi i spróbowała jeszcze raz. W końcu otworzyła drzwi i straciła przytomność.

Przez mgłę w głowie, w przebłyskach, docierały do niej jakieś słowa, pytano ją o coś. Nawet odpowiadała — albo tak jej się wydawało.

Ocknęła się na sali, przez okno raziło niskie jesienne słońce. Katarzyna drgnęła, odsuwając się od oślepiających promieni, i od razu skrzywiła się z bólu pod piersiami. Brzuch wydawał się duży i opuchnięty, ale ból prawie minął.

Niedawno, gdy kolejny raz próbowała zerwać z Wojciechem, myślała, że lepiej umrzeć, niż tak żyć. Nie ma męża, nie ma dzieci. Nikogo nie ma. Po co żyć? A tej nocy przestraszyła się, chwyciła się życia. Zrozumiała, jak straszne byłoby umrzeć tak nagle, w samotności.

— Ocknęła się? Zaraz zawołam pielęgniarkę.

Katarzyna odwróciła głowę w stronę głosu i zobaczyła obok drugie łóżko, na którym leżała pulchna kobieta w nieokreślonym wieku, w flanelowym szlafroku w żółte kwiaty na niebieskim tle.

Wkrótce do sali weszła pielęgniarka.

— Jak się pani czuje? — zapytała Katarzynę.
Młoda, rumiana. A może tak się wydawało przez różową czepek na jej głowie?

— Dobrze — odparła Katarzyna. — Ale co się ze mną stało?

— Zaraz przyjdzie lekarz i wszystko pani wytłumaczy — powiedziała dziewczyna w różowej czapeczce i wyszła.

Katarzyna zauważyła gruby, jasny warkocz sięgający do pasa. Czy naprawdę dziewczyny jeszcze noszą warkocze?

— Jesteś na ginekologii. Przywieźli cię tu dwie godziny temu. Spałaś jak suseł, dziewczyno — powiedziała sąsiadka z sali.

Dziewczyno. Ostatnio coraz częściej nazywano ją kobietą albo obywatelką w sklepie czy autobusie. Katarzyna czuła się staruszką. Choć jaka to ona staruszka? Czterdzieści dwa lata to nie wiek. Może dlatego, gdy ktoś próbował ją swatać, machała ręką, mówiąc, że jej czas minął, że za późno, że nikogo nie potrzebuje. Dlatego też próbowała zerwać z Wojciechem, ale on wciąż do niej wracał.

— Jak się pani czuje? — Do sali wszedł lekarz około pięćdziesiątki.

— Doktorze, co się stało? Dostawałam narkozę? Miałam operację? Czuję się, jakbym połknęła balon.

— Nowakowska, czekają na panią w opatrunkowni — powiedział lekarz do sąsiadki.

Kobieta wstała, poprawiła szlafrok i niechętnie wyszła.

Katarzyna spojrzała w zmęczone oczy lekarza z wdzięcznością.

— Wykonaliśmy laparotomię. Miałaś ciążę pozamaciczną, pęknięcie jajowodu.

— Jak to? — Katarzyna ze zdumienia prawie podskoczyła na łóżku. Mięśnie brzucha naprężyły się i odpowiedziały bólem.

— A co panią tak zaskoczyło? — spytał lekarz.

— Mnie… Miałam zdiagnozowaną niepłodność.

— No cóż, to nie wyklucza możliwości ciąży pozamacicznej, ani nawet naturalnej. W życiu zdarzają się różne cuda. Proszę mi wierzyć. Zostanie pani u nas kilka dni.

— Mogę wstawać?

— Powinna pani. Ale bez przesady — odparł lekarz i wyszedł.

Katarzyna przetrawiała te informacje. Przecież mówiono jej, że nie może mieć dzieci. Mąż przez to od niej odszedł. Chociaż właściwie to było tylko usprawiedliwieniem dla jego zdrady. “Czyżbym mogła zajść w ciążę? O czym ja mówię? Mam czterdzieści dwa lata, za późno na dzieci” — powstrzymała się. “Dlaczego od razu nie zapytałam lekarza?”

Usiadła na łóżku, opuściła nogi. Na podłodze stały jej kapcie, na oparciu łóżka wisiał szlafrok. Pewnie zabrali go ratownicy. Ból minął, tylko mięśnie bolały od napięcia.

Narzuciła szlafrok, wsunęła stopy w kapcie i wstała. Trochę kręciło jej się w głowie. “Od narkozy” — domyśliła się. Wyciągnęła klucze do mieszkania i dowód osobisty z kieszeni. “Czyli drzwi zamknęli” — pomyślała.

Nad umyłKatarzyna uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze, wiedząc, że choć życie nie zawsze było łaskawe, teraz miała jeszcze jedną szansę — i tym razem zamierzała ją wykorzystać.

Rate article
Fajna Tajna
Zatrważający błąd